Poczytaj mi, Pańska Skórko: Filip Springer „13 pięter”

Najnowsza książka Filipa Springera nie jest poświęcona w pełni Warszawie, nie mniej nasze miasto jest jednym z jej głównych bohaterów. Niestety, nie można tego uznać za powód do radości – wszyscy wolelibyśmy, żeby opisywane w niej historie działy się jak najdalej od nas.

„13 pięter” podzielone jest na dwie główne części. Pierwsza to rys historyczny ukazujący, jak wyglądały kłopoty mieszkaniowe warszawiaków w okresie międzywojennym. Jestem z wykształcenia historykiem, interesuje się historią Warszawy i w zasadzie mniej więcej orientuję się, jak to wtedy wyglądało. Nie zmienia to faktu, że czytało mi się tę część książki świetnie, wiele się dowiedziałem, a przede wszystkim – bardzo wiele sobie uświadomiłem. To w pełni zasługa autora: jego warsztatu literackiego i umiejętności wyważenia oraz dawkowania informacji. Z jednej strony mamy tu obszerną warstwę faktograficzną, wiele cytatów ze źródeł historycznych (wszystko podparte adresami bibliograficznymi znajdującymi się na końcu książki), a z drugiej wartką narrację i plastyczne opisy. To dzięki tym cechom lektura „13 pięter” pozwala nam w sposób jak najpełniejszy wyobrazić sobie bieda-domki zbite ze śmieci stojące gdzieś na obrzeżach miasta, przeludnione ponad wszelkie granice przytułki dla bezdomnych, a także poznać losy zmagań herosów spółdzielczości mieszkaniowej dwudziestolecia międzywojennego (z Teodorem Toeplitzem na czele) z niesprzyjającą rzeczywistością. I choć nie do końca przekonują mnie jako zabieg literacki fabularyzowane scenki oparte na autentycznych wydarzeniach, to jednak dosyć dobrze spełniają swoją funkcję. To dzięki nim łatwiej wyobrazić sobie, jak wyglądało życie niezamożnej, czy wręcz skrajnie biednej osoby żyjącej w latach 20. czy 30. w stolicy Polski. Trzeba przyznać, że jest to terapia szokowa i nie skłania do wesołych myśli.

Część historyczna ma też tę zaletę, że idzie pod prąd wobec większości wychodzących w ostatnich latach wydawnictw opisujących Warszawę przedwojenną. Jaka to ulga, że nie byłem po raz kolejny zmuszony czytać o paniach z towarzystwa w gustownych toczkach, słynnych restauracjach i cukierniach, Paryżu północy i tym podobnych bzdurach. Nareszcie mogłem dowiedzieć się jak żyło w tamtych czasach 95, a nie 5% warszawiaków! Już tylko za to należy się Springerowi słowo uznania i podzięki, a przecież to nie koniec zalet jego książki.

Druga, nieco obszerniejsza część „13 pięter” przenosi nas w czasy współczesne, w których skromne retrospekcje pojawiają się już tylko sporadycznie, gdy jest to konieczne do wyjaśnienia stanu obecnego. Jest to ciekawy, sumiennie napisany reportaż ukazujący jak wyglądają problemy mieszkaniowe w Polsce XXI wieku. Przedstawione historie pochodzą z kilku większych bądź mniejszych miast, ale stolica pojawia się tu niepokojąco często. Bohaterowie książki zwierzają się Springerowi, a zatem i nam, ze swoich bolączek: kredytu we frankach, który doprowadził ich do ruiny, wiecznego tułania się po mieszkaniach i pokojach do wynajęcia obowiązkowo wyposażonych w przedpotopowe, rozlatujące się meblościanki, pomieszkiwania w lokalach bez okien i łazienki, teoretycznie przeznaczonych na działalność gospodarczą, a nawet w zwyczajnych piwnicach. Najbardziej wstrząsające są jednak opowieści osób wyrzuconych ze swoich domów przez „czyścicieli” kamienic. Czasem się o takich sprawach czyta, czasem słyszy, jednak talent autora pozwala nieco lepiej wczuć się w sytuację kogoś, kto w swojej skrzynce pocztowej znajduje płat zgniłego mięsa, komu z dnia na dzień odłącza się wodę i gaz, a na początku zimy w dachu robi dziurę na wylot. Na koniec zaś nowy właściciel kamienicy każe sobie za te wszystkie przyjemności płacić niebotyczny czynsz.

Problemy opisane w „13 piętrach” nie są wzięte z kosmosu. Każdy czytelnik może odnaleźć tutaj historie zbliżone do własnych perypetii, albo takie które zna z relacji znajomych, lub przynajmniej z gazet. Kłopoty ze znalezieniem swojego kąta, to życiowe doświadczenie milionów Polaków, dlatego też ta książka jest tak ważna i potrzebna. Nie ma co ukrywać, że chwilami można odnieść wrażenie jednostronności w przedstawianiu rzeczywistości mieszkaniowej w Polsce. Co bardziej cyniczny czytelnik bądź czytelniczka może też uznać niektóre fragmenty za nieco ckliwe. Jednak te ewentualne zarzuty muszą zblednąć wobec faktów, które autor prezentuje. Tworzą one dosyć upiorny obraz jednego z najważniejszych aspektów naszej rzeczywistości, z którym zapoznanie się powinno być w gruncie rzeczy naszym obowiązkiem.

Filip Springer, 13 pięter, Wydawnictwo Czarne, 2015

Co sądzisz? Skomentuj!