Poczytaj mi, Pańska Skórko: Duety

Rosnące w ostatnich latach, powszechne już wręcz, zainteresowanie historią warszawskiej architektury nie ogranicza się obecnie tylko do fascynacji bryłą (i – okazjonalnie – do tej bryły obrony). Coraz częściej chcemy dowiedzieć się, kto „stoi” za danym obiektem, szukać powiązań nie tylko między poszczególnymi realizacjami danego architekta lub jego grupy, ale też poznać człowieka, aby dzięki temu lepiej zrozumieć jego dzieło. A kiedy zaczynamy się przyglądać bliżej pracy i życiu najwybitniejszych z nich, przeważnie okazuje się, że niezależnie od tego, czy często pracowali solo, czy w ramach nawet wielkich zespołów, często tworzyli vonnegutowski karass z drugą osobą – twórczą bratnią duszą.

„Zaczyn”, „AR/PS” oraz „Lachert i Szanajca” – trzy książki, które ukazały się w ciągu ostatnich kilku lat, opowiadają o właśnie takich architektonicznych, ale i życiowych, duetach. Co więcej – wszystkie z nich opisują historie ludzi (i ich dzieł) tworzących w mniej więcej tym samym czasie, ludzi, których losy często przenikały się – bezpośrednio lub prawie-o-włos dzięki otoczeniu lub okolicznościom. Każda z opisywanych modernistcznych par jest jednak zupełnie inna, zupełnie inne są też te, pozornie podobne, książki.

Chronologicznie – najstarszą z omawianych pozycji jest „AR/PS. Architektura Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka”, opowieść o duecie najbardziej znanym ze stacji kolejowych linii średnicowej, z Dworcem Centralnym na czele. Romanowicz i Szymaniak to twórcy przede wszystkim gmachów użytkowych, technicznych i być może dlatego autorzy tej bardzo solidnej książki zdecydowali się skupić zdecydowanie na tematyce architektonicznej, nie przesadzać z wchodzeniem w biografię pozazawodową, omawiając dzieła „kolejowego” (ale nie tylko!) duetu w różnych aspektach – w ujęciu historycznym, użytkowym, ze spojrzeniem zagranicznego gościa, we wspomnieniach odnawiających stacje linii średnicowej architektów, a wreszcie – przez bogaty pakiet fotografii, dawnych i współczesnych. „AR/PS” to soczewka, przez którą możemy spoglądać na twórczość Romanowicza i Szymaniaka w szerokim rzucie, aby zaraz – dosłownie – wejść bardzo głęboko w detal każdej z ich realizacji. I całe szczęście, że to gruntowne omówienie twórczości obu architektów ukazało się jeszcze przed „estetyzacją” hallu głównego Dworca Centralnego.

Zupełnie inne podejście przyjął Filip Springer. „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” to opowieść o niezwykłym architektonicznym małżeństwie, o nielicznych, choć bardzo oryginalnych, realizacjach, ale przede wszystkim poszukiwanie znaczenia hansenowskiej Formy Otwartej. Jej tropem autor przemierza Przyczółek Grochowski i os. Słowackiego w Lublinie (zastanawiając się, czasem wspólnie z innymi mieszkańcami: „Co poszło nie tak?”), ale w podróży w czasie i przestrzeni dociera też na północ Europy – do Finlandii, a także Norwegii, gdzie… nie uprzedzajmy, jeśli jeszcze nie czytaliście książki. U Springera śmiała wizja Hansena przenika się z wątkami jego życia prywatnego (choć równowaga biograficzna jest nieco zachwiana i książka zdecydowanie bardziej poświęcona jest Oskarowi niż nie tylko wspierającej go zawodowo, ale też często „ściągającej na ziemię” Zofii), zrealizowanymi i niezrealizowanymi projektami architektonicznymi oraz koncepcjami o skali miasta, kraju, a nawet kontynentu. I – zgodnie z teorią formy otwartej – czytelnik sam może dobierać konteksty, oceniać ich wagę i interpretować poszczególne rozdziały tego raczej nielinearnego, ale pasjonującego reportażu.

Najbardziej natomiast linearnie, a także humanistycznie, mając w centrum uwagi ludzi, a dopiero dalej ich dzieła, snuje historię Beata Chomątowska w książce „Lachert i Szanajca. Architekci awangardy”. To najbardziej tradycyjnie biograficzna książka w zestawieniu, mówiąca o ludziach i ich losach, o niezwykłym duecie architektów, ale też o przyciągających się ludzkich przeciwieństwach. O ich losach na początku XX wieku, wspólnych realizacjach, dramacie II wojny i dalszych, samodzielnych już, po śmierci przyjaciela, dokonaniach Lacherta. Ale Chomątowska znacznie mocniej od pozostałych autorów snuje dygresje, rysuje tło, wprowadza dodatkowe wątki, przez które chwilami można zastanawiać się, czy to książka o Lachercie i Szanajcy, czy może o Syrkusach albo Mieczysławie Szczuce i Teresie Żarnowerównie. Ale nie ma co narzekać – „w pakiecie” dostajemy nie tylko kolejne architektoniczne i artystyczne duety, ale też doskonale naszkicowany klimat intelektualnych nurtów poszczególnych epok i uzasadnienie etyczno-politycznych wyborów w zmieniającym się świecie. I jeszcze wartość dodatkowa – „Zaczyn” i „Lachert…” z nieco odmiennych perspektyw pokazują relacje polskich architektów modernistycznych z CIAM (i samym Corbusierem) w czasach przed- i powojennych, choćby z tego powodu warto przeczytać obie pozycje.

Trzy twórcze pary, każda z nich inna, tak samo inne są ich biografie. Nie wypada jednak nie znać losów żadnego z tych duetów, szczególnie w czasach kiedy warszawski modernizm potrzebuje prawdziwego zrozumienia ze strony odbiorcy. Bo brak tego zrozumienia prowadzi po prostu do śmierci dobrej architektury. Wiele udało się uratować (opis „bojów” architektów i konserwatorów z inwestorem podczas renowacji stacji linii średnicowej czyta się z szeroko otwartymi oczami), ale wiele świetnych i ważnych budynków może runąć pod kilofem ignorantów. Dlatego czytajmy, choćby po to, aby wiedzieć, na czym polega miasto, w którym żyjemy.

Praca zbiorowa, red. Grzegorz Piątek, ARPS. Architektura Arseniusza Romanowicza i Piotra Szymaniaka, wyd. Fundacja Centrum Architektury, Warszawa 2012
Filip Springer, Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach, wyd. Karakter/MSN, Kraków, Warszawa 2013
Beata Chomątowska, Lachert i Szanajca, Architekci awangardy, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

Co sądzisz? Skomentuj!