Początek tygodnia

Wieczór był wyjątkowo senny. Na treningu dowiedziałem się, że wyglądam na zmęczonego. Nie dniem czy pracą, ale życiem. Przypominałem podobno starszego człowieka, który siedzi na ławeczce przed sklepem i patrzy przed siebie bez przekonania. Na szczęście za chwilę były walki i mogłem się odwdzięczyć. Staruszek sprzed sklepu był mądrzejszy od innych. Nie wykonywał żadnych zbędnych ruchów. Po prostu wiedział, kiedy wstać i spuścić innym manto.

W drodze powrotnej minął mnie Afrosłowianin pędzący na elektrycznej hulajnodze. Miał na sobie dresowe spodnie z czerwonego pluszu, czerwoną czapkę z daszkiem, czerwone okulary przeciwsłoneczne i czerwony tiszert. Jedynie napis na koszulce był biały: „Jezus Cię Kocha!”. Niezbadane są wyroki boskie, a Ewangelia dociera do nas najbardziej niespodziewanymi kanałami. Episkopat byłby dumny.

Później rozmawiałem z panem Arkadiuszem. Spotkaliśmy się w barku piwnym pod iglicą nieopodal Pałacu Kultury. Pan Arkadiusz opowiadał bardzo ciekawe historie o spotkaniach z dziką przyrodą w Warszawie. Dyskusję zakończył anegdotą o tym w jakim sposób zaangażować słuchaczy w wykład. Twierdził, że do dzieci należy zwracać się jak do dorosłych, a do dorosłych jak do dzieci. Dyskusja o zwierzętach w Śródmieściu najwyraźniej zaciekawiła panów ze stolika obok, którzy siedzieli z rozdziawionymi buziami i uważnie się przysłuchiwali. Ot, popołudniowa rozrywka przy kufelku piwa.

Kiedy prowadzi się jakikolwiek pojazd nie wolno jednak pić alkoholu. Można za to być wesołym. Stałem akurat na czerwonym świetle w rowerowym korku. Z mojej prawej strony zatrzymał się cyklista na odpicowanym „góralu”.

– Ile pali w mieście? – zapytałem.

– Tyle, ile wleje. – odpowiedział.

– Mój około siedmiu, ośmiu litrów na setkę, ale za to skrzynia biegów jest w automacie. – odparłem.

Światło się zmieniło i pojechaliśmy dalej.

Nieźle jak na początek tygodnia.

Co sądzisz? Skomentuj!