Po co nam Straż Miejska w Warszawie? 6 powodów, dla których powinniśmy ją zlikwidować

Zastanówmy się na chwilę nad następującą kwestią. Czym według Was powinna zajmować się idealna straż miejska? Kiedy myślę o kompetencjach takiej „idealnej” służby, to przychodzą mi na myśl dwa słowa: „chronić” i „służyć”. Poprzez „ochronę” rozumiem dbanie o samo miasto (prawidłowe parkowanie, zieleń miejską) oraz mieszkańców (poprawa bezpieczeństwa na ulicach). Samo pojęcie „służba” kojarzy mi się z wspieraniem mieszkańców w codziennych sprawach i zakłada podporządkowanie straży mieszkańcom i ich potrzebom.

A z czym kojarzy Wam się Straż Miejska w Warszawie? Bo niestety, kiedy próbuję sobie zwizualizować w jakiś sposób „typowego” strażnika, widzę w myślach grubawego pana, który przechadza się leniwym krokiem po ulicach albo wystawia mandaty. Gdybym miał go określić trzema słowami, byłyby to takie określenia jak: „lenistwo”, „chamstwo” i „opresja”. Biorąc pod uwagę to, że misja Straży jest określona następująco: „Straż Miejska m. st. Warszawy nieustannie służy społeczności stolicy pracując na rzecz zapewnienia spokoju i porządku publicznego, jako istotnego elementu rozwoju miasta”, doświadczam… lekkiego dysonansu.

Nasza Straż Miejska ma to do siebie, że jest w pewnym sensie służbą „niezauważalną”. Z jej istnienia zdajemy sobie zazwyczaj sprawę otrzymując mandat lub będąc świadkiem jakieś „interwencji” (czyt. zazwyczaj wystawiania mandatu). Nie kojarzymy jej z czymś, co pozytywnie wpływa na życie mieszkańców. Na co więc nam taka służba?

Szczerze mówiąc – nie wiem. Moje wątpliwości postanowiłem zebrać w 6 punktach:

1. Z własnych pieniędzy płacimy za „przyjemność” obcowania ze Strażą Miejską

Zacznijmy od argumentu finansowego. Wiecie, ile kosztuje nas rocznie Straż Miejska w Warszawie? Zgodnie z budżetem Warszawy na rok 2016 – miasto przeznaczy na nią 144 mln PLN. Patrząc po liczbie wystawionych mandatów za przechodzenie na czerwonym świetle lub jazdę rowerem po chodniku i jednoczesnym braku efektywności w podstawowych jej zadaniach (np. braku możliwości usunięcia samochodu blokującego podjazd dla karetek) – należy zadać sobie pytanie – czy ta kwota nie jest przypadkiem nieco wygórowana?

sm

Można z tego wysnuć niestety przykry wniosek, że sami finansujemy „opresyjne” działania Straży Miejskiej, które wymierzone są w zwykłych obywateli, jak również ich bierność w sprawach istotniejszych.

2. Straż Miejska spółka z o.o.

Jeżeli mówimy o finansowaniu Straży Miejskiej, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię. W 2014 r. z tytułu wykroczeń zarejestrowanych przez fotoradary w liczbie 85 237 wystawiono mandaty na kwotę 27 333 950 zł. Natomiast ogólna liczba wystawionych w 2014 r. mandatów przez Straż Miejską m.st. Warszawy wynosiła 216 282 na kwotę 41 288 254,99 zł (dane za oficjalną stroną Straży Miejskiej w Warszawie). Co to oznacza?

Mając na uwadze fakt, że fotoradary zniknęły z naszych ulic z początkiem 2016 r., możemy założyć, że przychody z tytułu mandatów zmniejszyły się o blisko ¾! Jeśli zastawialiście się skąd dążenie Straży Miejskiej do wystawiania jak największej liczby mandatów – znacie już odpowiedź.

Niestety dochodzimy tu do kolejnego przykrego wniosku – Straż Miejska ma więcej wspólnego z przedsiębiorstwem, któremu zależy na zarabianiu pieniędzy niż dbaniu o dobro mieszkańców. Jak to się mówi – hajs się musi zgadzać, a kiedy pojawia nam się dziura w budżecie o wysokości około 30 mln PLN (rok do roku), a blisko 100 mln PLN w stosunku do ogólnego wydatku, to musi się zgadzać jeszcze bardziej.

3. Zbieżność kompetencji z policją

Przyjrzałem się również, jakie kompetencje ma obecnie Straż Miejska w Warszawie. Jak czytamy na stronie – do jej głównym zadań należy:

  • ochrona spokoju i porządku w miejscach publicznych,
  • czuwanie nad porządkiem i kontrola ruchu drogowego – w zakresie określonym w przepisach o ruchu drogowym,
  • kontrola publicznego transportu zbiorowego – w zakresie określonym w art. 45 ust. 1 ustawy z dnia 16 grudnia 2010 r. o publicznym transporcie zbiorowym (Dz. U. Nr 5, poz. 13),
  • współdziałanie z właściwymi podmiotami w zakresie ratowania życia i zdrowia obywateli, pomocy w usuwaniu awarii technicznych i skutków klęsk żywiołowych oraz innych miejscowych zagrożeń,
  • zabezpieczenie miejsca przestępstwa, katastrofy lub innego podobnego zdarzenia albo miejsc zagrożonych takim zdarzeniem przed dostępem osób postronnych lub zniszczeniem śladów i dowodów, do momentu przybycia właściwych służb, a także ustalenie, w miarę możliwości, świadków zdarzenia,
  • ochrona obiektów komunalnych i urządzeń użyteczności publicznej,
  • współdziałanie z organizatorami i innymi służbami w ochronie porządku podczas zgromadzeń i imprez publicznych,
  • doprowadzanie osób nietrzeźwych do izby wytrzeźwień lub miejsca ich zamieszkania, jeżeli osoby te zachowaniem swoim dają powód do zgorszenia w miejscu publicznym, znajdują się w okolicznościach zagrażających ich życiu lub zdrowiu albo zagrażają życiu i zdrowiu innych osób,
  • informowanie społeczności lokalnej o stanie i rodzajach zagrożeń, a także inicjowanie i uczestnictwo w działaniach mających na celu zapobieganie popełnianiu przestępstw i wykroczeń oraz zjawiskom kryminogennym i współdziałanie w tym zakresie z organami państwowymi, samorządowymi i organizacjami społecznymi,
  • konwojowanie dokumentów, przedmiotów wartościowych lub wartości pieniężnych dla potrzeb gminy.

Kontrola ruchu drogowego, zabezpieczanie miejsca przestępstwa, ochrona porządku w czasie zgromadzeń, etc.? Czy to nie brzmi jak kompetencje policji (nawet zwykłych patroli prewencyjnych)? Poza konwojowaniem dokumentów nie widzę tu ani jednej „kompetencji”, w ramach której działania nie mogłyby być podejmowane przez inne służby. Czy naprawdę potrzebujemy dziś umundurowanej formacji, wyposażonej w takie uprawnienia i stale dążącej do ich rozszerzania?

I jak te kompetencje mają się do ich faktycznych działań – które można określić głównie jako ściganie drobnych handlarzy, ludzi pijących piwo „pod chmurką” i rowerzystów?

4. Wątpliwe „sukcesy” Straży Miejskiej

Skoro już jesteśmy przy kompetencjach Straży Miejskiej – czy faktycznie może pochwalić się efektywnością? Oprócz kilku faktycznie dobrych inicjatyw (typu usuwanie wraków z ulic – choć znów, czemu nie miałaby się zająć tym policja?) – Straż Miejska chwali się interwencjami, które wyglądają trochę jak ASZdziennik:

Pamiętajcie, że za takie „interwencje” płacimy rocznie 144 mln PLN z naszych kieszeni. Znów – czy nie jest to za dużo?

5. Straż miejska czy obywatelska?

I ostatnie zagadnienie związane z kompetencjami Straży Miejskiej. Skoro służba ta robi de facto to samo co policja – dlaczego nazywamy ją miejską? Płacimy za nią z naszych miejskich podatków, ale czy mamy jako mieszkańcy Warszawy nad nią jakąkolwiek kontrolę? Być może Straż Miejska powinna zostać poddana społecznemu nadzorowi obywateli, na przykład poprzez wpływ na wybór jej komendanta? Niestety w tym układzie komendant jest uzależniony lokalnych struktur partyjnych, wpływów do budżetu etc. Straż Miejska jest w obecnej formule Strażą Ratuszową.

6. Fatalny wizerunek Straży Miejskiej

I na koniec wisienka na torcie. Jak to się dzieje, że Straż Miejska ma tak fatalną renomę? Ilekroć pojawia się temat Straży Miejskiej, pojawia się również wątek jej likwidacji. Większość osób – niezależnie od środowiska społecznego – ma ze strażnikami po prostu negatywne doświadczenia – albo jest nękane mandatami przy zerowej szkodliwości (jazda rowerem po chodniku, picie piwa pod chmurką), albo dostrzega jej nieskuteczność (brak działania w momentach rzeczywistego niebezpieczeństwa). Jeśli dodamy do tego sytuacje, które faktycznie pokazują Straż Miejską jako służbę, która firmuje patologie, to niestety pojawia się kolejne zastrzeżenie co do sensu jej istnienia:

Podsumowanie: czyli dlaczego robić coś, a nie nic?

Dyskusja o sensie istnienia Straży Miejskiej w Warszawie moim zdaniem powinna zostać podjęta. Służba ta, nie może według mnie istnieć dalej w takiej formie. Jakie są opcje?

  1. Całkowita likwidacja Straży Miejskiej i rozwój dzielnicowych komisariatów policji.
  2. Ograniczenie kompetencji Straży Miejskiej i poddanie jej społecznej kontroli opartej na zasadzie transparentności. Zmniejszenie finansowania Straży Miejskiej z budżetu miasta.
  3. Szeroka debata nad wypracowaniem nowej formuły funkcjonowania Straży Miejskiej, która zapewni mieszkańcom Warszawy poczucie, że to służba, która faktycznie im służy.

Być może ktoś pokusi się o założenie komitetu, którego celem będzie podjęcie inicjatywy uchwałodawczej obywateli skierowanej do Rady m. st. Warszawy, w powyższym temacie? Pod taką inicjatywą potrzebne jest 15 000 podpisów. Chętnie się pod nim podpiszę. Być może Warszawa dołączy do miast, które z sukcesem zlikwidowały Straż Miejską lub chociaż sprawimy wspólnie, że będzie to wreszcie służba, która będzie do czegoś przydatna?

Co sądzisz? Skomentuj!