Piosenki o Warszawie

Paręnaście dni temu przypadkowo trafiłem na płytę z „Piosenkami o Warszawie”. Lesław, Administratorr i solidna grupa mniej lub bardziej znanych gości nagrali album, który nie tylko na stałe zagościł w moim odtwarzaczu, ale też przypomniał mi, że o ile piosenki poświęcone naszemu miastu są liczne w polskiej popkulturze, to często zapomina się o tym, że nasze miasto wywarło wpływ także na wielu muzyków z – często – bardzo odległych krajów.

Tak naprawdę, jeśli wejść w temat głębiej, piosenek, teledysków, czy całych płyt, które w większym lub mniejszym stopniu nawiązują do naszego miasta, jest bardzo wiele, a ich pochodzenie potrafi często zaskoczyć. Poniżej przedstawiam więc krótki, subiektywny wybór 13 z nich – niektóre po prostu bardzo lubię, niektórych wcale, ale ich „warszawskość” jest na tyle interesująca, że zasługują na miejsce w tym zestawieniu. A ponieważ w tym wpisie pojawia się również Grochów, liczę na morowy rejwach w komentarzach :)

Zacznijmy od Davida Bowiego i jego „Warszawy”. Legenda głosi, że w 1973 roku artysta spędził w naszym mieście ok. 45 minut (pociąg Moskwa-Paryż tyle właśnie czasu stał na Dworcu Gdańskim), a w międzyczasie udało mu się przespacerować na pl. Komuny Paryskiej (dziś Wilsona), gdzie w księgarni nabył kilka płyt z miejscową muzyką, a wśród nich LP Śląska z utworem „Helokanie”. Ile w tym prawdy – sam Bowie nie daje jasnej odpowiedzi. Niewątpliwie jednak „Warszawa” z ludowym motywem, bezpośrednio zainspirowanym przez utwór Stanisława Hadyny właśnie, jest jednym z najbardziej frapujących fragmentów płyty „Low”.

Właśnie ta kompozycja miała być dla Iana Curtisa i kolegów inspiracją dla nazwy zespołu, który zanim jeszcze wypłynął na szersze wody, przemianował się na Joy Division. Starsze nagrania, rejestrowane jeszcze pod szyldem Warsaw, ujrzały jednak światło dzienne i wszyscy fani dołujących brytyjskich dźwięków mogli poznać nieco bardziej surowe oblicze grupy pod „stołeczną” nazwą.

Z Wysp przenosimy się do odległego RPA, gdzie w latach 80 działał „biały Zulus”, Johnny Clegg. Artysta ten mógł pochwalić się bardzo oryginalnymi korzeniami – brytyjski ojciec i rodezyjska matka, której przodkowie z kolei byli żydowskimi uciekinierami z Polski i Litwy. Clegg, łączący w swojej twórczości elementy „białe” i afrykańskie, nagrywający z Zulusami w projektach Juluka i Savuka, nie miał zapewne lekko, ale jego biografia to historia z Warszawą związana raczej luźno, jednak jeden z punktów w muzycznej historii południowoafrykańskiego muzyka uzasadnia jego obecność w tym zestawieniu – to utwór „Warsaw 1943”, inspirowany twórczością Czesława Miłosza.

Johnny Clegg & Savuka – Warsaw 1943

Warszawą interesowali się też artyści preferujący bardziej skrajne środki wyrazu. Amerykańscy punkrockowcy z Rancid z Polską mają zapewne niewiele wspólnego, ale jeden z ich utworów to dość swobodna a(na)r(chis)tystyczna wizja tego, co wyposażona w kije bejsbolowe ekipa mogłaby zrobić w warszawskiej dyskotece w czasie stanu wojennego.

Rancid – Warsaw

Pozostając z dala od „krainy łagodności” – coraz popularniejszym, nie tylko wśród polskich muzyków, tematem staje się Powstanie Warszawskie. Polskie piosenki, płyty, nawiązania trudno zliczyć. Wydarzeniom z 1944 roku utwór poświęciła m.in. metalowa grupa Sabaton, bardziej znana z inspiracji polskim orężem niż z jakości swojej muzyki. O wiele bardziej interesującym konceptem wydaje się to, co zrobiła holenderska supergrupa deathmetalowa Hail of Bullets. Zespół ten w warstwie lirycznej obraca się wokół tematów związanych z II wojną światową, a jego debiutem z 2009 roku była EPka „Warsaw Rising”.

Hail of Bullets – Warsaw Rising

Do tematyki okupacyjnej, ale w nieco innym aspekcie, nawiązali też Anglicy z legendarnej EBM-owej grupy Nitzer Ebb. Mocny, poruszający tekst i zdehumanizowana muzyka, zdecydowanie jeden z ciekawszych utworów w zestawieniu.

Nitzer Ebb – Warsaw Ghetto

Osobliwa historia kryje się za duńskim zespołem Red Warszawa. Jeśli wierzyć dostępnym w sieci informacjom, muzycy byli przekonani, że słowo „Warszawa”, identyczne w języku polskim i duńskim, brzmi tak samo również w angielskim. Nazwali więc swój zespół „Czerwona Warszawa”, powodując pewną konsternację duńskiego społeczeństwa, gdyż z kolei w tamtejszym języku słowo „red” oznacza mniej więcej tyle, co „ratować”, „wspierać” – w rezultacie nazwa zespołu była interpretowana jako nawiązanie do bliżej nieokreślonej organizacji charytatywnej, mającej pomagać mieszkańcom polskiej stolicy. Nazwa odjechana, muzyka – bez wątpienia również.

Red Warszawa – Techno Party

Wracając w nieco bliższe nam czasy – choć może wydawać się to dziwne, w latach 80. za żelazną kurtynę zaglądało wielu zachodnich artystów. Wśród nich w 1985 roku znalazła się grupa The Style Council, którą klimat Warszawy zainspirował do tego stopnia, że zrealizowała tu (w czasie koncertu w „Akwarium” i na ulicach Pragi) teledysk do utworu „Walls Come Tumbling Down”.

The Style Council – Walls Come Tumbling Down

Swoisty „wyścig” w walce o serca warszawiaków rozegrała też grupa Tangerine Dream i jej były lider, Klaus Schulze. Ten drugi odwiedził Polskę z serią koncertów w 1983 roku – trasa zaowocowała dwupłytowym albumem „Dziękuję Poland”. Muzycy Tangerine Dream, ośmieleni sukcesem kolegi, niezwłocznie również przyjechali do Polski (efekt – koncertówka „Poland”). Dwa spojrzenia na Warszawę z perspektywy niemieckich elektroników znajdziecie poniżej:

Klaus Schulze – Warszawa

Tangerine Dream – Barbakane (Warsaw in the Sun)

Obiecałem Grochów – jest i Grochów :) Spróbujcie znaleźć go w teledysku norweskich pop-rockowców z Superfamily. Ich płyta „Warszawa” stała się przepustką grupy do wielkiej kariery (przynajmniej lokalnie), a oprócz piosenki „Warszawa” znajdziemy na niej także bardziej w moim odczuciu udany utwór „Plac Zamkowy October 2nd 1944” (niestety nie został on zilustrowany teledyskiem).

Superfamily – Warszawa

Zbliżając się do końca wpisu – dwa akcenty nieco bardziej iberyjskie. Na początek tylko z nazwy – zapomniany nieco amerykański zespół Volta do Mar, popełnił w 2001 roku uroczą miniaturkę „Warszawa Minor”:

Volta do Mar – Warszawa Minor

I drugi słoneczny akcent, z Zamkiem Królewskim w tle, sympatyczna piosenka barcelońskiej grupy Gyulia y los Tellarini (znanej głównie z przeboju „Barcelona”, wykorzystanego w filmie Woody’ego Allena), o tytule – cóż za zaskoczenie – „Warszawa”.

Gyulia y los Tellarini – Warszawa

Tu wypadałoby zakończyć. Warszawa jest obecna w wielu innych utworach (np. romantyczny opis spaceru starego dziada po warszawskim parku z niejaką „Mawgozjetą” w „Goldfish & Clowns” Fisha, szczekanie warszawskich psów w „Dogs of Warszawa” kolektywu Matthias Bossi-Shahzad Ismaily-Carla Kihlstedt), czy na płytach muzycznych obieżyświatów (Geoffrey Downes – „Warsaw”, Destroyer – „From Oakland to Warsaw”), nie należy też zapomnieć o The Warsaw Falcons z Cincinatti, wykonujących rasowe rockabilly. Skończę jednak anegdotą – czy wiecie, że o Warszawie roku 1942 śpiewają przy ogniskach amerykańscy skauci? Niestety (?) okazuje się, że słowa „Warsaw, the 42nd, Warsaw going to war” to tylko nieudolna parafraza (jak to bywa z harcerskimi piosenkami) szkockiej pieśni „Wha Saw the 42nd”.

Wha Saw the 42nd

Co sądzisz? Skomentuj!