Ostrzenie na Ogrodowej

Zupełnie o nich zapomniałem. Nawet nie wiem, kiedy i jak to się stało. Z perspektywy czasu nie wydają się ładne, ale w dziecięcych latach przemawiały do mnie swoim urokiem. Najbardziej niesamowite było w nich to, jak w tak małej przestrzeni mieścił się całkiem odrębny świat. Plastikowe pudełko niczym zamknięta enklawa. Najczęściej były czerwone z beżowymi elementami. Był to dla mnie ich naturalny kolor. Zdarzały się tez jednolite, na przykład niebieskie.

buda2_540x960

W tej przy kinie Luna serwowano azjatyckie dania. Była chyba dwu segmentowa – z kuchnią w pierwszym segmencie i z małym sklepikiem oraz zapleczem w drugim. Wyobrażałem sobie, że sprzedawcy i kucharze żyją w niej niczym w kosmicznej bazie. Wyjście na zewnątrz było niemożliwe, bo groziło nagłą dekompresją i zamarznięciem. Było w tym ziarno prawdy, bo tylne drzwi od ulicy Marszałkowskiej oddzielał jedynie wąski krawężnik. Segmenty łączył krótki rękaw przywodzący na myśl pociągowy łącznik. Skojarzenia ze środkiem transportu nie były aż tak wydumane. Kosmiczne wagony pomieszane z marsjańską bazą. Kucharze przemieszczali się łącznikiem między segmentami, prawie zawsze pozostając niewidoczni. Podejrzeć dało się ich tylko w chwili, gdy w środku robiło się za gorąco i otwierali tylne drzwi by wywietrzyć segment.

Kolejną z nich znaleźć można było w okolicach ul. Widok. Tam królowały słodycze, gazety i papierosy. Kioskowy asortyment szczelnie wypełniał każdy centymetr dużej szyby. Pokazywanie palcem produktu, który chciało się kupić było bez celu – sprzedawca i tak pytał się jego o nazwę.

buda3_540x960

Część nich miały charakterystyczne okna na mniej więcej połowę swojej wysokości. W niektórych wstawiano lustrzane szyby, co dodawało im tajemniczości. W słoneczne dni odbijał się w nich ruch miasta, a one emanowały spokojem. Bywały modele, w których okna zakrywało się opuszczanymi z góry blaszanymi „okiennicami”. Wtedy kojarzyły się mi z kosmiczną bazą jeszcze bardziej. Do pełnego zaciemnienia pozostały dwie godziny. Przez ten czas można było obserwować światło wylewające się przez ich szyby na zewnątrz. Dzięki temu spełniały też funkcje latarni morskiej. Zazwyczaj stały na samym środku placu lub chodnika, a snop światła pozwalał obrać na nie kurs, gdy nie działało uliczne oświetlenie.

buda1_540x960

Zawsze chciałem zobaczyć je od środka, od tej drugiej strony. Teraz, gdy sobie o nich przypomniałem może mi się to uda. Podobno wróciły albo przynajmniej kilka z nich się ostało. Ostrzenie na Ogrodowej. Obok świetliste zapiekanki podane zza plastikowej szyby. I to po obu stronach skrzyżowania. Z prawdziwego zdarzenia, a nie puste jak z wykopaliska.

Na rogu Ogrodowej i Żelaznej stoją punkty usługowe i fast-foody. Te dwa typy rządziły niepodzielnie światem plastikowych bud. Nie ulegam bezkrytycznej nostalgii lat dziewięćdziesiątych, ale o budach nigdy nie zapomnę. Oglądajcie je póki stoją. Architektura cienia.

Autorem zdjęć do tekstu jest Magdalena Markiewicz.

Co sądzisz? Skomentuj!