Organizacja warszawskich biegów potrzebuje ewolucji

Warszawskie maratony już nie są raczkującą w naszej świadomości rzadkością, tylko prężnie działającą machiną marketingowo-„zdrowotną”. Po którejś z kolei edycji nadszedł czas na ewolucję warszawskich biegów, której od organizatorów coraz głośniej domagają się mieszkańcy stolicy.

Drogi przyszły organizatorze, Urzędzie m.st. Warszawy! Błagam! To, że coś nie jest zapisane w ustawie lub innych przepisach, rekomendacjach, rozporządzeniach, zarządzeniach, decyzjach albo opiniach Trybunału Konstytucyjnego, nie znaczy, że można wyłączyć zdrowy rozsądek.

Z roku na rok rośnie zainteresowanie imprezami masowego biegania po mieście. W 2012 roku w 10 największych warszawskich biegów długodystansowych na metę dotarło 41 tys. uczestników, a w roku 2013 prawie 64 tys. osób. W tym roku w ramach drugiej edycji maratonu Orlen Warsaw Marathon na wszystkich dystansach wzięło udział ponad 30 tysięcy biegaczy! Stanowi to połowę uczestników dziesięciu największych wydarzeń zeszłego roku i 75% uczestników największych warszawskich biegów 2012 roku.

Czy mam bić brawo? Mamy sukces?

Niestety nie potrafię zmusić się do aplauzu. W niedzielę 13 kwietnia czas, jaki biegaczom zajęło pokonanie początkowego odcinku biegu, czyli Placu Krasińskich, wyniósł prawie godzinę! Co to w efekcie oznacza? Że wszystkie osoby, które chciały przedostać się z Muranowa na Stare Miasto, musiały czekać, aż wszyscy przebiegną, bo nie było innej możliwości przedostania się na drugą stronę. Sam pewnie nie miałbym problemu, bo być może płynnie udało by mi się przebiec między biegaczami :), ale największy problem miały osoby starsze, o kulach, rodzice z dziećmi i z wózkami, których właściwie w niedzielne przedpołudnia jest w Warszawie najwięcej. Choć niektórym może się to wydawać dziwne, w niedzielę w Warszawie toczy się życie! Jedni spieszą się na spotkania, inni na spacer, niektórzy do kościoła (szczególnie, że 13 kwietnia była niedziela palmowa)…

 Orlen Marathon

Być może na głównym zdjęciu dokładnie nie widać opisywanego przeze mnie problemu, ale zdjęcia robiłem wtedy, gdy już szeregi biegaczy nieco się przerzedziły, a po ponad pół godzinnym oczekiwaniu część zwykłych przechodniów nie wytrzymała i postanowiła przekroczyć napotkaną przeszkodę. Jeden wolontariusz nie dał rady nikogo powstrzymać, część osób postronnych, a nawet i część biegaczy krzyczała, a nawet wyzywała osoby, które chciały przejść, szydząc że na pewno biegną do kościółka z palemką. Co w tym dziwnego i niestosownego, że ktoś ma swoje plany, które mogą uwzględniać pójście z palemką do kościoła i nieprzegapienie całej mszy? Do dziś nie wiem. Stworzył się chaos, a na mniej zaradne osoby, którym bardzo zależało na przejściu na drugą stronę, wpadali biegacze zaskoczeni obrotem spraw. Na szczęście wśród oczekujących były też takie osoby bardziej wyluzowane, które nie musiały się spieszyć i z uśmiechem pomachały biegaczom, dopingując ich w biegu.

Moje doświadczenia z masowymi imprezami biegowymi

Moje doświadczenia z masowymi imprezami biegowymi również nie są najlepsze. Zeszłorocznej wiosny sporo spóźniłem się na „Salony Poezji” w Łazienkach Królewskich. Nikt mi nie zwróci pieniędzy za straconą część odczytów, nie usprawiedliwi mojego spóźnienia przed oczekującymi na mnie współtowarzyszami ani nie odda straconych nerwów na przebiegnięcie trasy od Ronda de Gaulle’a do Starej Pomarańczarni, gdy byłem odcięty od poblokowanych autobusów czy możliwości przejścia do tramwajów na Marszałkowskiej. Innym razem, wczesnej jesieni, nie mogłem dostać się do kościoła na placu Trzech Krzyży na chrzciny mojej bratanicy, bo bieg akurat odbywał się dookoła Centrum. Uratowała nas jedynie wyrozumiałość księdza i moje olśnienie, że jak z Książęcej pobiegnę do podziemi w Centrum to uda mi się w ten sposób pokonać trasę długości ok. kilometra, która zazwyczaj polega na przejściu po pasach na drugą stronę ulicy. W innym przypadku chrzciny w sumie sześciorga dzieci nie odbyłyby się, a zaproszeni goście musieliby przyjechać jeszcze raz. Być może w skali problemów Warszawy jest to błahostka, a te kilka jednostek może pocierpieć w imię przyjemności 1000 osób, ale po to się rozwijamy, żeby wykorzystać zdobyte doświadczenie w przyszłości i móc uszczęśliwiać jednych i drugich.

Z organizacją Orlen Warsaw Marathon wiązało się jeszcze kilka innych problemów, jak odcięcie lewej strony Warszawy od prawej, godzinne błądzenie kierowców i tym podobne żale, które można by wylewać godzinami.

Jaki jest z tego morał?

Z roku na rok frekwencja na miejskich imprezach biegowych jest coraz większa, co sprawia coraz większe problemy organizacyjne, które zmuszają nas do refleksji i zastanowienia się nad zmianami. Skoro pomimo tragicznych wydarzeń podczas zeszłorocznego bostońskiego maratonu, bieg ten odbył się również w tym roku i będzie organizowany w następnych latach, a nikt nawet nie dopuszcza myśli o tym, że można by zrezygnować z jego organizacji z powodów bezpieczeństwa, takie samo podejście powinniśmy mieć i u nas. Stawmy czoła przeciwnościom i problemom, postarajmy się zrobić coś jeszcze lepiej niż poprzednio. Idźmy do przodu i nie stękajmy z niezadowolenia, tylko weźmy się do roboty i wyciągnijmy wnioski. Tylko błagam! Organizatorzy, urzędnicy wydający pozwolenia na organizację, proszę was, myślcie.

W dodatku organizator biegów komercyjnych, w tym przypadku Orlen, musi również pamiętać, że być może wśród biegaczy z miejsca wzbudzi sympatię, ale może także zdenerwować swoich klientów, tak jak bieg z 13 kwietnia mocno zirytował stołecznych kierowców.

Na razie rozwiązań jest kilka!

  1. W mojej opinii wystarczy, że organizator, znając liczbę uczestników, lokalizację trasy, pogodę, wydarzenia towarzyszące, po prostu podzieli biegaczy na grupy, które będą startowały w określonych odstępach czasowych tzw. bieg grupowo-pościgowy. Podobna zasada dotyczącą dzielenia startów funkcjonuje w biegach narciarskich, z których można by wyjąć pomysł biegu pościgowego w celu wyznaczenia kolejności startu określanej na podstawie zeszłorocznych wyników dotarcia do mety, a nowe osoby były by ustawione alfabetycznie na końcu. Natomiast sam start mógłby odbywać się podobnie jak w przypadku indywidualnych biegów narciarskich, przy czym zamiast startów indywidualnych byłyby to starty grupowe liczące ok 100 osób w odstępnie czasowym ok 15 min, a nie 30 sekund.
    Dzięki temu będzie możliwe przepuszczenie na drugą stronę oczekujących rowerzystów, starsze osoby, rodziców z dziećmi i wózkami, by zapewnić swobodę poruszania się po mieście. Natomiast trasę należałoby zaplanować tak, aby nie odcinać dwóch połówek Warszawy od siebie i umożliwić kierowcom swobodne objazdy. W powstałych przerwach pomiędzy poszczególnymi grupami pościgowymi wolontariusze organizowali by w wyznaczonych punktach komunikacyjnych bezpieczne przejście oczekujących osób.
  2. Na jednym z wyścigów rajdowych organizowanych w Warszawie prawdopodobnie przez tego samego sponsora, który organizował maraton 13 kwietnia, wymyślono mobilne kładki dla pieszych zbudowane specjalnie na czas trwania zawodów, by mieszkańcy mogli bez problemu przekroczyć zajęte ulice i normalnie funkcjonować w swoim mieście. Takie rozwiązanie wydaje się dość kosztowne, ale czego sponsor nie zrobi dla zachowania dobrego imienia firmy…
  3. Podobno nie każdy może śpiewać i nie każdy może biegać. Rozpowszechniona w Warszawie moda na bieganie często okazuje się szkodliwa dla naszych organizmów. Na świecie było już kilkanaście przypadków śmiertelnych[1], w Warszawie również był taki przypadek. Było sporo zasłabnięć, kontuzji itd. Może po prostu zamiast dopuszczać do biegu każdego, kto się zgłosi, powinno się wydawać karty zdrowotne z zaświadczeniami, że startujący nadaje się do uczestnictwa w biegu masowym i w ogóle do uprawiania tej dyscypliny sportu… Ograniczyłoby to liczbę ludzi, a organizator nie miałby problemów z przygotowaniem się do imprezy. Ciekawy głos w dyskusji znajdziecie tutaj.
  4. Najczęściej pojawiającym się głosem w komentarzach internetowych na temat organizacji masowych biegów był pomysł, aby biegaczy wysłać do lasu na Młociny, na Kabaty lub do Kampinosu. Mimo że ten pomysł budzi kontrowersje i nie spełnia podstawowego założenia organizacji takich biegów w mieście, wydaje się propozycją. Biegi organizowane przez miasto z okazji świąt są znakomitą formą promocji i zachęcają coraz większe grupy ludzi do aktywnego uczestnictwa w życiu miasta, ale być może sponsorowane imprezy, szczególnie, gdy nazywają się Orlen Warsaw Marathon, a nie np. Orlen – Warszawski Maraton, powinny odbywać się na obrzeżach miasta w miejscach, gdzie w zwykłe niedziele nie będą blokować Centrum.

Osobiście sam lubię biegać, szczególnie latem. Jednak jestem zwierzęciem nocnym i nie lubię tłumów. Nie ma dla mnie nic fajniejszego niż samotny bieg po warszawskich chodnikach przy światłach miasta i późno-wieczornym wietrze. Jakoś mnie nie ciągnie do biegania w tłoku, w pełnym słońcu i po ulicach. Mimo to doskonale rozumiem tych, którzy marzą o osiągnięciu dobrego czasu biegu na dużej imprezie. pobiciu rekordu, wspólnym biegu, rywalizacji i przemykaniu specjalnie przygotowanymi dla nich ulicami wielkiego miasta. To też może być super doświadczenie i przyjemność. Tak więc w dalszym ciągu będę gratulował i lajkował publikowane zdjęcia znajomych z ich biegów. Z drugiej strony doskonale rozumiem tych, którzy dają upust swojej złości, opisując frustracje związane z przemieszczaniem się w tym czasie po mieście czy z podróżą do własnego domu.

Stawiajmy na rozwój, a nie na zaprzaństwo, które przenika z polityki i życia społecznego do sportu polaryzując społeczeństwo na dwie nienawidzące się strony.

Ciekawostki i fakty o warszawskim bieganiu

Zdjecie0316 (1)

Swój start w drugiej edycji ORLEN Warsaw Marathon – Narodowego Święta Biegania zgłosiło na wszystkich dystansach ponad 30 tysięcy miłośników biegania. Stanowi to połowę wszystkich uczestników dziesięciu największych warszawskich biegów zeszłego roku i 75% uczestników dziesięciu największych warszawskich biegów 2012 roku.

Poniżej możecie zobaczyć, jak prezentują się suche statystyki porównawcze 10 największych biegów w Warszawie w dwóch następujących po sobie latach:

Top 10 biegów długodystansowych w     Warszawie w 2012[2] Top 10 biegów długodystansowych w   Warszawie w 2013[3]
1. Biegnij Warszawo (10 km) – 9781 1. Biegnij Warszawo (10 km) – 11856
2. Bieg Niepodległości (10 km) – 7209 2. Bieg Niepodległości (10 km) – 10188
3. Półmaraton Warszawski (21 km) – 7175 3. Półmaraton Warszawski (21 km) – 10074
4. Maraton Warszawski (42 km) – 6796 4. Maraton Warszawski (42 km) – 8509
5. Bieg Powstania Warszawskiego (5 i 10 km) – 4493 5. Bieg na 10 km w ramach Orlen Warsaw Marathon (10   km) –   7739
6. Bieg Konstytucji (5 km) – 2065 6. Bieg Powstania Warszawskiego (10 km) – 6205
7. Bieg Ursynowa (5 km) -1224 7. Warsaw Orlen Marathon (42 km) – 3947
8. Bieg Chomiczówki (15 km) – 1020 8. Bieg na Piątkę w ramach Maratonu Warszawskiego (5 km) –   3157
9. Bieg Dookoła Zoo (10 km) – 913 9. Bieg Konstytucji 3 Maja (5 km) – 2589
10. Samsung Irena Run (5 km) – 786 uczestników 10. Samsung   Irena   Women’s Run (5 km) – 1626 

x

Co wynika z powyższej tabeli? Biegaczy chętnych do wzięcia udziału w tego typu imprezach na warszawskich ulicach z roku na rok gwałtownie przybywa. Organizatorzy i współorganizatorzy muszą zdać sobie sprawę z tego, że po maratonie, który odbył się 13 kwietnia, w Warszawie kolejne zaniedbania organizacyjne już nie przejdą, bo zbyt dużo zwykłych mieszkańców miasta na tym cierpi. Liczby te robią wrażenie, więc tym bardziej trzeba przyłożyć się do organizacji i postarać się zrozumieć mieszkańców oraz ich oczekiwania, ponieważ to my jesteśmy gospodarzem tych ulic, a sponsor jedynie gościnnie próbuje zorganizować imprezę.

Ponadto niszowe biegi z 2012 roku, takie jak Bieg Ursynowa czy Chomiczówki wypadły z pierwszej dziesiątki w 2013 roku na rzecz szeroko przeze mnie opisywanego orlenowskiego maratonu. Pierwsza czwórka przez dwa lata utrzymała swoje pozycje, zwiększając jedynie liczbę uczestników. Natomiast pierwsze miesiące tego roku potwierdzają tendencję zwyżkową oraz to, że orlenowski bieg namiesza w rankingu największych imprez, choć w kolejce czekają  organizowane niemal cotygodniowo biegi PZU, Nike, Reebok, Podpaski ALWAYS RUN WARSAW, Pepsi, BMW, Man Expert, Braveran START RUN, Hemorol Bieg , czy Czopki Procto-Glyvenol Warsaw Marathon :)

Jeśli ktoś jeszcze nie ma dosyć czytania o bieganiu zapraszam na strony, gdzie znajdziecie więcej informacji:

Kalendarz biegów Warszawy i okolic: http://run-log.com/events/kalendarz_biegow_warszawa.html

Lista maratonów w woj. Mazowieckim: http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php

Gran Prix Warszawy 2014: http://biegi.waw.pl/


[1] „na ponad 11 milionów zawodników, którzy w ciągu dziesięciu lat ukończyli maratony były 42 przypadki śmiertelne” cyt. za http://bieganie.pl/?cat=24&id=4474&show=1

[2] Dane pochodzą ze strony:  http://www.warszawa.sport.pl/sport-warszawa/1,124623,13098959,Top_10_biegow_w_Warszawie__41_tysiecy_biegaczy_na.html

Co sądzisz? Skomentuj!