Ulice jak stygmaty – o nazewnictwie warszawskich ulic

Do podjęcia tego tematu skłoniły mnie dwa, nazwijmy to, „wydarzenia”, o których pisaliśmy na Pańskiej Skórce. Pierwsze z nich to wspominana przeze mnie próba nadania skrzyżowaniu ulicy Terespolskiej i Stanisławowskiej im. Ryszarda Ochódzkiego, głównego bohatera filmu Miś. Pomysł wydawał się świetny – postać jest powszechnie znana, a film jest uwielbiany do tego stopnia, że kolejne pokolenia cytują z pamięci obszerne jego fragmenty. Sam klub „Tęcza” zaś gra w filmie grochowsko-kamionkowski klub RKS „Orzeł”, którego budynki stoją tuż przy rzeczonym rondzie. Mimo poparcia Rady Dzielnicy oraz Zespołu ds. Nazewnictwa, pomysł przepadł na Radzie Warszawy. Tu jeszcze raz warto zacytować argumentację radnego PiS, Macieja Wąsika: – [Ryszard Ochódzki] To jest kreatura, złodziej, pijak, dziwkarz i oszust. Trudno sobie wyobrazić bardziej klasycznego czerwonego aparatczyka. Argumentacja ta zszokowała mnie i rozbawiła zarazem. Czyżby radni faktycznie nie mieli za grosz dystansu do siebie?

To  rondo wygląda jak emanacja ducha PRL, a wątek jego zbudowania mógłby z powodzeniem znaleźć się w jednym z filmów Barei. Postawione na łapu capu, po taniości, tandetne betonowe kloce pociągnięte odłażącą płatami żółtą farbą. W wyimaginowanym filmie mógłby odpowiadać za tę inwestycję jakiś „czerwony aparatczyk”, „złodziej, pijak, dziwkarz i oszust”. Ryszard Ochódzki? A może reżyser Hochwander? Cóż, życie nie film, i za wygląd tego ronda odpowiadają między innymi radni. Rozumiem, że taka nazwa może im lekko uwierać.

Drugie wydarzenie to artykuł Adama Kaliszewskiego Społeczeństwo jest niemiłe i poruszona w nim kwestia „ulic śmierci”.  W blisko 70 lat po wojnie Warszawę ciągle znaczą liczne blizny,  ślepe ściany oberwanych kamienic, ślady po kulach na nieodnowionych murach. Do tego niezliczone pomniki i tablice pamiątkowe przypominające miejsca kaźni i dziesiątki ulic, placów i skwerów przypominających tragiczną narodową historię. Czy faktycznie nadawanie kolejnemu rondu bolesnego imienia jest konieczne?
Czy nie jesteśmy w stanie oddać honorów historii i wyrwać się z tych martyrologicznych kleszczy?

Nazewnictwo ulic w Warszawie reguluje m.in. Uchwała Rady Miasta Stołecznego Warszawy z dnia 21 października 2010[1] (czyli uchwalona już po zmianie nazwy Ronda Babka), przedstawiająca wytyczne do nadawania nowych lub zmieniania starych nazw. Zgodnie z wolą radnych, nazwy powinny być zgodne z tradycją i dziejami Warszawy
i uwzględniać cechy charakterystyczne dla lokalizacji. Nie powinny nikogo poniżać lub ośmieszać. Te od nazwisk nie powinny być nadawane wcześniej niż pięć lat od śmierci osoby, której imię ma dawać nazwę. Radni chcą też, aby zmiany istniejących nazw przeprowadzane były jedynie w wyjątkowych i uzasadnionych sytuacjach. Postulują utrzymanie nazw utrwalonych w tradycji miasta. Co więcej, uchwała sugeruje unikanie dominacji nazw o charakterze pamiątkowym.

Wygląda na to, że w świetle tej uchwały zmiana nazwy Ronda Babka na Rondo Zgrupowania AK „Radosław” przepadłaby z kretesem. Dlaczego natomiast przepadł Ryszard Ochódzki? Zgodnie z uchwałą wniosek o nadanie lub zmianę nazwy mogą wystosować organy dzielnicy (np. Rada Dzielnicy) lub miasta, 5 radnych, 15 mieszkańców (o ile zbiorą 200 podpisów popierających wniosek), osoby prawne lub nie posiadające podmiotowości prawnej (również za poparciem przynajmniej 200 mieszkańców). Dalej wniosek trafia do zaopiniowania przez Zespół Nazewnictwa Miejskiego, a dalej, w szczególnych przypadkach do właściwej Komisji M. St. Warszawy. Ostatecznie jednak decyzję podejmuje grupa osób pozbawionych poczucia humoru czyli radni Warszawy (Tadeusz Ross się nie liczy, jego żarty nigdy nie były śmieszne).

Katalog ulic i placów Warszawy zawiera 5327 nazw. Drodzy czytelnicy, wybaczcie że nie przeprowadziłem kompletnej analizy całego zbioru. Postanowiłem za to przyjrzeć się nowym nadaniom i zmianom po 89 roku. Oczywiście katalog taki nie istniał… ale już istnieje!

Zachęcony praktykami pewnego nie-blogera przećwiczyłem swoje prawo dostępu do informacji publicznej i złożyłem odpowiedni wniosek w Wydziale Geodezji i Katastru warszawskiego ratusza. I tu od razu miła niespodzianka – wniosek trzeba co prawda złożyć drogą pocztową, bo takie są wymogi naszej analogowej administracji,
ale urzędnicy są już cyfrowi, i zaczęli pracować nad odpowiedzią od razu po prośbie mailowej. Po dwóch tygodniach, również mailem, dostałem imponujące zestawienie (3597 pozycji!). Aż szkoda mi się zrobiło owego młodszego specjalisty czy też referendarza, który dostał ambitne zadanie opracowania odpowiedzi dla mnie. W każdym razie, na marginesie, zachęcam do stosowania ustawy o dostępie do informacji publicznej.

A wyniki przeprowadzonej analizy przedstawię tu niebawem.

 

[1] Uchwała nr XCIII/2730/2010 Rady Miasta Stołecznego Warszawy z dnia 21 października 2010 r.

Co sądzisz? Skomentuj!