Ksiądz z generałem w porannej rosie – o nazewnictwie warszawskich ulic

Jak na naród odmieniający słowo „wolność” przez wszystkie przypadki, zadziwiająco często nadajemy ulicom nazwy związane z instytucjami totalnymi – wojskiem i kościołem. Na patronów wybieramy samych mężczyzn. „Komuny” unikamy jak ognia! Kiedy zaś uciekamy od nieznośnego patosu – popadamy w nieznośny kicz. Może czas to zmienić?

Tak jak obiecywałem wcześniej, przedstawiam wyniki mojej tytanicznej pracy. Pod łupę wziąłem 1111 (sic!) nazw „nadanych” oraz 148 nazw „zlikwidowanych” w tym okresie. Obraz okazał się (dla mnie) zaskakujący, choć, niestety, nie do końca.

Walec historii

Najbardziej rzucające się w oczy zmiany w nazewnictwie po 1989 roku to te związane ze zmianą ustrojową. Są one tak widoczne również dlatego, że często dotyczyły ważnych, reprezentacyjnych ulic. Wśród 148 zmian, zmian „ideologicznych” było 97 (65%). Reszta to zmiany „techniczne” (np. związane ze zmianami biegu ulic), rzadziej „neutralne” i „porządkujące” (np. zastąpienie ulicy Grafitowej ulica Sezamkową, by nazewnictwo w okolicy było podobne).

Po 1989 roku na śmietnik historii powędrowały wszystkie nazwy związane z „komunizmem”. Ten cudzysłów jest  jak najbardziej celowy – ideologiczna miotła pracowała bowiem z imponującym rozmachem. Swoje ulice potracili (i słusznie), stalinowscy namiestnicy (Bolesław Bierut) i wprowadzający ludowy ustrój siepacze (Karol Świerczewski). Ale niegodni okazali się też przedwojenni działacze polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego, akademicy, lekarze, społecznicy, często nie mający wiele wspólnego ze stalinizmem, często ofiary stalinowskich czystek (np. Róża Luksemburg, Wera Kostrzewa, Józef Feliks Ciszewski). Problematyczni okazali się wszyscy, którzy chcieli budować nową, niechby i ludową Polskę (tak jak profesor Jerzy Bukowski).

Ponieważ stosowano odpowiedzialność zbiorową, honory odebrano również bojownikom Gwardii Ludowej, Paryskim Komunardom (bohaterom mojego nastolactwa!), Przodownikom Pracy, ochotnikom z Brygad Międzynarodowych. Nie znalazły zrozumienia również abstrakcyjne i, zdawałoby się, szlachetne idee, takie jak Jedność Robotnicza czy Polsko-Czechosłowacka Przyjaźń.

Nie uchowały się nawet takie postaci jak Estera Golde-Stróżecka, lekarka, działaczka społeczna, bliska współpracownica Józefa Piłsudskiego i Janusza Korczaka, organizatorka domów dziecka. Cóż z tego, kiedy komunistka, a na dodatek Żydówka. W konkurencji o nazwę ulicy pokonał ją jeden z nowych bohaterów polskiego nazewnictwa honorowego – katolicki ksiądz.

Dwie anegdoty – byście się Państwo nie nudzili

Oczyszczonym z lewicowych naleciałości ulicom w kilku przypadkach przywrócono nazwy historyczne (np. Plac Politechniki). W większości przypadków „starzy bohaterowie” musieli ustąpić miejsca „nowym bohaterom”. Ja mieszkałem wówczas na Gocławiu, przy ulicy Salamandry. Nazewnictwo tamtejszych ulic nawiązywało (i ciągle nawiązuje) do znajdującego się niegdyś na tych terenach lotniska. Osiedla Wilga, Iskra, Orlik, ulice Awionetki RWD, Samolotowa, Meissnera, Polskich Skrzydeł, Klub Osiedlowy Ikar… Ale oczywiście dwie główne arterie nosiły nazwy reżimowych dygnitarzy.

Do dziś pamiętam, że kiedy podawałem potencjalnym nabywcom gocławskiego mieszkania lokalizację, miałem przygotowaną taką formułkę: ulica Salamandry, przy skrzyżowaniu Bora Komorowskiego [gen. Tadeusz Bór-Komorowski] z Fieldorfa [gen August Emil Fieldorf „Nil”] dawniej [Bolesława] Bieruta i [Aleksandra] Zawadzkiego.

Z historycznymi perturbacjami nazewniczymi w pocieszny, ale i godny sposób poradziła sobie moja szkoła, wówczas 8-letnia podstawówka nr 15, mieszcząca się na Saskiej Kępie przy ulicy Angorskiej. Pewnego roku na uroczystej inauguracji roku szkolnego śpiewaliśmy jeszcze taki refren szkolnego hymnu:

„Kochana szkoła, nasza piętnastka

Na dzielnych ludzi tu się wyrasta

Więc zdobądź imię, dobrego ucznia,

w szkole imienia Mariana Buczka

Na zakończenie tego roku szkolnego śpiewaliśmy już tekst nieco zmodyfikowany:

„ (…)

Więc zdobądź imię, ucznia dobrego

W szkole imienia Paderewskiego

Czy nie uroczo? Młyn historii miele, ale żyć trzeba i dzieci uczyć też trzeba.

Nowi bohaterowie narodowi

Wracając do ulic i nowych bohaterów – okazali się nimi głównie wojsko i Kościół Katolicki. Wśród nazw, które zastąpiły inne nazwy, aż 44 sławi mniej lub bardziej znanych wojskowych (kto wie bez sprawdzania w Wikipedii kim był np. Antoni Bohdziewicz?) lub wojskowe formacje – dywizjony, bataliony, zgrupowania. Aż 20 nazw ulic poświecono księżom lub katolickim świętym.

Oczywiście najlepiej, jeśli uhonorowany ksiądz miał jakiś związek z wojskiem (jak Teofil Boguski, kapelan Armii Krajowej), ale wieloletnie proboszczostwo i zbudowanie pokaźnych rozmiarów kościoła też predestynuje do upamiętnienia

Za przykład niech posłuży ks. Jan Sitnik, który ulicę odziedziczył po wspomnianej Esterze Golde-Stróżeckiej.

W sumie nowych bohaterów do uhonorowania okazało się być tak wielu, że miejsca musieli im ustąpić również „imiennicy” „ideologicznie neutralni”, a także nazwy pospolite. I tak Rondo Babka przemianowano na Rondo Zgrupowania AK „Radosław”. Franciszka Klimczaka (wilanowskiego ogrodnika) wyplewił prymas Hlond. Na ulicy Budowlanej objawiła się święta Matka Teresa z Kalkuty, a na ulicy Stołecznej urządził się ks. Jerzy Popiełuszko. Marię Konopnicką pokonały Szare Szeregi. Banalną ulicę Parczewską poświęcono kardynałowi Aleksandrowi Kakowskiemu, a Pożarową odbił Batalion Platerówek.

Nazwy warszawskich ulic - księża i wojskowi

Droga do spisu ulic wiedzie przez armię lub Kościół. Te dane dotyczą nowych nadań „honorowych”. W przypadku nazw, które zastąpiły nazwy „nieprawomyślne”, wojsko obsadziło również 45%, Kościół zaś – 20% ulic.

Ciekawa roszada dokonała się na Żoliborzu, gdzie Rydygiera Juliusza (przedwojennego PPS-owca i komunistę, męczennika Alei Szucha i Oświęcimia) wymieniono na Rydygiera Ludwika, lekarza, chirurga, oraz – naturalnie – generała Wojska Polskiego. Nie wiadomo jednak, czy ta nazwa się utrzyma. Śmiałe wizje pewnego dewelopera zakładają bowiem wmówienie swoim klientom, że zamieszkają na „Żoliborzu Artystycznym”, więc kto wie, swego imienia ulicy może kiedyś użyczy Dorota Rabczewska, Tadeusz Drozda, albo Michał Wiśniewski?

Może kiedyś zdarzy się nam rzucić od niechcenia taksówkarzowi: „Na Bayer Fula 9, przy Jacka Cygana proszę”. Wolę jednak nie rozwijać tego wątku, bo z niewiadomych przyczyn tę prywatną, komercyjną inwestycję wspiera całkiem publiczny burmistrz Żoliborza, który groził nam już pozwem.

Kogo jeszcze uhonorowaliśmy w „dekomunizacyjnym” szale? Prócz wojskowych i księży odrębne kategorie tworzą politycy (9 nadań), w szczególności międzywojenni, którzy od władzy ludowej raczej nie mogli spodziewać się docenienia. Są to postaci różnego autoramentu; w grupie tej znalazł się zarówno Kazimierz Pużak jak i Roman Dmowski. Uhonorowaliśmy też „Solidarność” i nielicznych PRL-owskich opozycjonistów i literatów (każdą z grup siedmioma nazwami). Reszta to zmiany techniczne, pospolite oraz bardzo nieliczny „honorowy plankton” – muzyk, inżynier, trzech lekarzy, piosenkarka, dziennikarka, dwóch sportowców i dwóch varsavianistów.

Poranna Rosa o Zachodzie Słońca w Bocianim Zakątku

Nieco ciekawiej wygląda mapa Warszawy, gdy dodamy do niej wszystkie nadania, które nie odbyły się kosztem wcześniejszych patronów, czyli nazwy nadawane nowym ulicom, placom, rondom, skwerom etc. W ostatnim ćwierćwieczu naliczyłem ich 963. I tu od razu warto zrobić rozróżnienie na nazwy honorowe i pospolite. Honorowe to te, które mają upamiętniać. Nazwy „ku czci” człowieka, grupy, idei. Nazwy pospolite to wszystkie inne nazwy, pochodzące najczęściej od pospolitych wyrazów. W ostatnim ćwierćwieczu, z wyjątkiem okresu dekomunizacyjnej gorączki, zdecydowanie więcej nadano tych drugich, bo aż 707. Jak mniemam, wpłynął na to dynamiczny rozwój nowych, peryferyjnych dzielnic, przy niewystarczającej podaży bohaterów nie wzbudzających większych kontrowersji. Ostatecznie nic prostszego niż obdzielić nowe osiedle powiedzmy nazwami 15 ziół. Kojarzy się dobrze, oddaje sielską atmosferę zacisznych okolic, jest spójne.

Dobrym przykładem może być Wesoła gdzie ulicom dano takie nazwy jak Gajowa, Bukowa, Wierzbowa… Forsycji, Konwaliowa, Lawendowa… Perłowa, Szafirowa, Szmaragdowa… Poezji, Liryczna, Literacka… Złotej Jesieni, Babiego Lata, Zachodu Słońca… i tak dalej.

Niech jednak nie tracą wiary patriotycznie wzmożeni rodacy. Dwie główne arterie Wesołej to Armii Krajowej oraz 1. Praskiego Pułku. Jest też Jana Pawła II oraz prowadząca do parafii im. Św. Brata Alberta ulica Brata Alberta.

Podobnie jest w innych peryferyjnych dzielnicach: na Kabatach, w Wawrze, na Targówku/Zaciszu, w szczególności zaś na Białołęce. Nazwy w tej ostatniej lokalizacji są jak ze snu natchnionego dewelopera kuszącego sielskością, anielskością i zaciszną błogością. Czym innym jednak zachwalać brzydkie mieszkania na ostatnim zadupiu świata? Przecież nie wielkomiejskim gwarem. Jednak

stężenie Bocianich Zakątków, Słonecznych Poranków, Cichych Zaułków, Porannej Rosy, Leśnych Potoków i Brzozowych Zagajników może zdrowego człowieka przyprawić o wymioty. Ale na tej samej Białołęce znajdziemy też moją ulubioną ulicę w tej kategorii – Samosiejki.

Ponadto nowe ulice dostawały nazwy odwołujące się do świata fauny i flory, zjawisk przyrodniczych, ukształtowania terenu, minerałów, zawodów, herbów, nazw geograficznych, nazw instrumentów muzycznych i tańców, imion męskich i żeńskich, greckich bogów i bajek oraz co tam jeszcze fantazja podsunęła. W sumie bardzo sympatycznie! Mniej sympatycznie robi się w dzielnicach centralnych, z ważnymi ulicami i reprezentacyjnymi placami, przy których stoją siedziby poważnych instytucji. Tu bowiem znajduje się większość z 404 nazw honorowych. A jakich?

Co nas kręci, co nas podnieca?

Gdyby jakiś kosmita-antropolog, marsjański Bronisław Malinowski, wylądował przypadkiem w naszym dzikim kraju, i próbowałby opisać nasze seksualne skłonności opierając się na ostatnio nadawanych ulicom nazwach, to odkryłby populację gejowską (sami faceci!), z inklinacją do sadyzmu (mundury!) oraz transgenderowych przebieranek (sutanny!). Dalej odkryłby, że

jak na naród miłujący wolności, za jaki się uważamy, zadziwiająco honorujemy przedstawicieli instytucji totalnych (wojsko i Kościół).

Po wyłączeniu zbiorowych bohaterów – Obrońców Tobruku, Zesłańców Syberyjskich, Rycerstwa Polskiego i podobnych – mężczyzn którym poświęcono ulice doliczyłem się 347. Kobiet zaś zaledwie 37, i to wliczając (z litości) postacie fikcyjne, Calineczkę, Złotą Rybkę, Małą Żabkę, Oleńkę od Kmicica, Psotkę i Śmieszkę oraz Dwie Dorotki. W sumie nic w tym dziwnego – armia i Kościół Katolicki raczej kobiet nie cenią, a w swe szeregi rekrutują je na stanowiska podrzędne. A to głównie przez te dwie instytucje wiedzie droga (również kobiet) na szyldy, do spisów adresowych, do boskiego i narodowego raju. Tak więc na swą nazwę (zbiorową) zasłużyły Wojskowa Służba Kobiet, kilka członkiń AK i uczestniczek Powstania Warszawskiego, św. Urszula oraz Matka Teresa. Poza tym kluczem na mapę miasta dostać się mogły jedynie aktorki.

Kobiety  vs. mężczyźni - aby kobieta została uhonorowana nazwą ulicy musi być świętą/zakonnicą lub bojowniczką. Ostatecznie sławę zapewnić może jej estradowy wygląd i głos.

Kobiety vs. mężczyźni – aby kobieta została uhonorowana nazwą ulicy musi być świętą/zakonnicą lub bojowniczką. Ostatecznie sławę zapewnić może jej estradowy wygląd i głos.

Ogółem wśród nazw honorowych tych związanych z wojskiem doliczyłem się 181. Na tę liczbę złożyli się wojskowi i najróżniejsze formacje, w dużej mierze powstańcze – bataliony i zgrupowania AK. Patronów ulic związanych z KK znalazłem 48 – księży, świętych i święte (dwie wspomniane wyżej). Moje ulubione combo łączące obie kategorie (AK i KK!) to gocławska ulica Kapelanów Armii Krajowej.

Do martyrologicznych nazw powstańczych należy dodać jeszcze ok. 10 ulic, których nazwy w jakiś sposób związane są z narodowym męczeństwem. W śród nich ulicę Matki Sybiraczki, Skwer Sybiraków, Rondo Zesłańców Syberyjskich, ulicę Zesłańców Polskich, Skwer Wołyński i Skwer Więźniów Politycznych Stalinizmu, Rondo Ofiar Zbrodni Katyńskiej oraz, nazwany bardziej ogólnie i pojemniej, Skwer Pamięci.

W ciągu 25 lat wolności, prócz żołnierzy, księży–żołnierzy, męczenników, żołnierzy-męczenników i księży-męczenników, uhonorowaliśmy:

  • 55 artystów – w tym lepszych i gorszych aktorów, piosenkarzy, kabareciarzy, mniej licznych kompozytorów, tancerzy, dyrygentów
  • 42 polityków – głównie polskich
  • 29 pisarzy/literatów/publicystów/dziennikarzy
  • 18 naukowców najróżniejszych dziedzin lub zasłużonych akademików
  • 14 architektów/inżynierów/budowniczych/konstruktorów
  • 7 sportowców…

… i w zasadzie tyle.

Ulica Pańskiej Skórki

Warszawskie nazewnictwo jest jak Polska. Oficjalnie narodowo-katolickie, poważne i martyrologiczne, patriarchalne do bólu. Najwyraźniej jednak, zmęczeni bolesną historią i narodowym wzmożeniem, uciekamy od pompatycznych nazw. Trudniej nam za to uciec od kiczu. Ten problem jest szerszy i dotyczy estetyki w ogóle. „Wanna z kolumnadą” ma swoje odzwierciedlenie w nazwie ulicy, przy której stoi.

Bo gdzież lepiej postawić grodzone osiedle pastelowych bloków jak nie przy ulicy Lawendowej? Pseudodworkowa chawira z obowiązkowymi kolumnami na froncie najlepiej będzie się zaś prezentowała przy ulicy Leśnego Potoku. Taka jest Polska.

Ale pojawiają się również perełki. Samosiejki, Calineczki, Dwie Dorotki? Cudo! Niezmiennie trzymam też kciuki za wysiłek inicjatywy Pan tu nie stał w staraniach o Rondo im. Ryszarda Ochódzkiego.

A w ramach odtrutki na nudę, ponuractwo, martyrologiczne i klerykalne inklinacje, w imieniu naszej redakcji chcę zaproponować, aby jedno z nowo powstałych w Warszawie rond, zamiast imienia pomordowanych-obrońców-wypędzonych-bohaterów-poległych-za-ojczyznę dostało imię… Pańskiej Skórki. Jest to nazwa skromna – tak jak skromne jest to rondo. Jest typowo warszawska – pańska skórka to jedyny prawdziwie warszawski produkt gastronomiczny. Jest to nazwa przyjazna i pozytywnie kojarząca się ze słodkim, różowym cukierkiem. W redakcji już przygotowujemy odpowiedni wniosek. Rondo Pańskiej Skórki. Brzmi dobrze!

[ZOBACZ CAŁĄ INFOGRAFIKĘ]

Co sądzisz? Skomentuj!