O miejscach w Warszawie

Dzień dobry, przedstawiam się najczęściej Anna Maria Żurek, a część znajomych mówi na mnie Krata, funkcjonuję jako animatorka, promotorka i organizatorka, bo te role towarzyszą mi w zasadzie od dziecka i opowiem Wam na zaproszenie Pańskiej Skórki o moich ulubionych miejscach w Warszawie. Zazwyczaj to ja proszę ludzi o to, by coś dla mnie napisali i opublikowali, nagabuję, przypominam się, molestuję, tak więc jest duża szansa, ze wcale mi nie wyjdzie ta wycieczka w cudze pisarskie buty. Ale zobaczymy.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: ANNA-MARIA ŻUREK

 

EC_Powisletak

 

 

Do Warszawy sprowadziłam się zaraz po maturze, na studia, czyli dawno dawno temu we wrześniu 2003. Lądowanie było miękkie, gdyż z rodzinnego Nałęczowa trafiłam na Powiśle, niewiele więc się zmieniło w moim ekosystemie – dalej niskie stare bloczki otoczone zielenią, dalej wszędzie blisko, dalej mnóstwo miłych starszych osób w sąsiedztwie. Zero szoku, zero metropolii, zero tego czegoś, przed czym wszyscy mnie ostrzegali ‘w tej Warszawie”. Na Powiślu mieszkam do teraz i mimo, że nie jest już ono tym samym miejscem, to dalej je lubię (ani mniej, ani więcej, tak samo). Teraz już jest gdzie zjeść (aż nadto), ale za to zupełnie nie ma gdzie zaparkować (mój pierwszy samochód stał na ulicy, a strefa nie była jeszcze płatna!). I tu właśnie z łezką w oku pojawia się pierwsze z moich miejsc – Elektrociepłownia Powiśle. Miejsce, wewnątrz którego byłam jeden jedyny raz, raz a dobrze, bo na fantastycznym wydarzeniu Trzecie Ucho (Pantha Du Prince!). Niestety EC Powiśle znika w paszczy dewelopera i nie wiem ile czasu jeszcze będę miała przyjemność zerkać z okna na tajemniczą bajkową niebieską budkę na jej majestatycznym dachu.

 

pizza

 

Skoro wywołałam już Powiśle i padło hasło, że jest gdzie zjeść, to z czystym sumieniem mogę wskazać najlepszą pizzę w Warszawie, nie gdzie indziej, nieopodal. Mowa o Ave Pizza! na Topieli. Nie zagłębiając się specjalnie – to po prostu najlepsza pizza w Warszawie i kropka. Najlepsza pizza: najlepsze ciasto, najlepsze składniki. Blogerką kulinarną nie zostanę nigdy, bo jak widać nie mam za wiele głębokich zdań do przekazania w temacie jedzeniowym. Przyspieszając dorzucę więc jeszcze tylko swoje ulubione miejsce ciastkowo-kawowe, jest nim Vincent na Nowym Świecie, oraz kanapkowo-komputerowo-spotkaniowe, czyli Dwa Osiem na Pradze. A do domu zamawiam najczęściej z Mandali (Butter Chicken!). Temat kulinarny załatwiony po łebkach, ale z czystym sumieniem. Smacznego.

 

11043119_803770096377552_4470643977811398920_n

 

Jakieś trzy-cztery lata temu popełniłabym w tym miejscu pewnie obszerny i zapewne nudnawy akapit na temat tego, gdzie należy imprezować, gdzie pójdę jutro, w weekend i za tydzień. Tymczasem starość-radość-macierzyństwo i nocne hulanki poszły w odstawkę. Ale oczywiście coś na temat życia nocnego napiszę, jakoś tak wypada. Otóż słuchajcie – MÓZG. Mózg, a przede wszystkim jego odmiana, która nie wydarza się tak często, mianowicie sporadyczne wydarzenia w małej sali Teatru Powszechnego. Nie chciałabym uderzyć w pretensjonalne nuty zachwytu, bo ani nie lubię określenia “jarać się”, ani nie lubię zbyt ostentacyjnie tego robić, ale uwierzcie mi – to jest naprawdę wyjątkowe miejsce. Wydarzenia muzyczne znam od drugiej strony i ciężko mi ich nie oceniać (nie jęczeć, nie narzekać…). Naprawdę dobrze czuję się w zasadzie już tylko na Sacrum Profanum (bo nawet na Unsondzie coraz gorzej), ale MÓZG i impreza 2.urodzin kolektywu dype zupełnie mnie porwała. Bo naprawdę ciężko o imprezę z muzyką techno, gdzie wszystko jest na swoim miejscu, w odpowiednim stężeniu i proporcjach: brzmienie, wnętrze, ludzie, bar. Jeżeli niekoniecznie interesuje Cię impreza, na której ginie 17 iPhonów i 25 kurtek, oraz nie poszukujesz wyłącznie mroku, offu, syfu – musisz sprawdzić nadchodzące wydarzenia w małej sali Powszechnego produkowane przez bydgoski Mózg.

 

dype_n

Zdjęcie udostępnione przez ekipę DYPE, dzięki!

 

W związku z tym, że posiadam małego dwuletniego towarzysza (i dużego dwudziestoparoletniego) jest jeszcze jedna istotna kategoria miejsc odwiedzanych przez nas – chodzi o miejsca rodzinne. Przetoczyliśmy się przez wiele z nich, postanowiłam wybrać 3. Zacznę od klubokawiarni Ale Heca Cafe na ulicy Bluszczańskiej. Główną zaletą tego miejsca jest to, że o tej ulicy nikt nigdy nie słyszał. Dzięki temu, choć trudno w to uwierzyć, Ale Heca zachowuje zdrową atmosferę, gdzie śmiech dzieci dalej jesteś w stanie nazwać dźwiękiem przyjemnym (i nie chodzi mi o to, że śmieje się tylko moje dziecko, bo jest tam samo). Owszem – miejsce to nie jest szczególnie oblegane, ale na pewno nie można nazwać go pustym. Uwierzcie – są klubokawiarnie, gdzie nawet najsłodsza rozkochana w maluchach wyluzowana mamunia zaczyna używać słowa bachor. Tak więc polecam Hecę, ale nie przesadzajcie i nie zacznijcie tam wszyscy chodzić, proszę.

 

plazatak

 

Chyba trochę za dużo znaków poświęciłam Hecy, więc szybko kolejne super miejsce i świetny plan dla rodziców nawet z bardzo małym potomkiem – Teatr Małego Widza na Starówce. Naprawdę należy przetestować. W oczekiwaniu na spektakl można zwiedzić zakamarki podziemi kamienicy i skorzystać z bawialni. A na samym przedstawieni dzieci zupełnie się nie nudzą, są grzeczne i zafascynowane przedstawieniem o wiele bardziej niż kreskówkami w domu, rodzice, którzy wybierają to miejsce również trzymają poziom, tak więc wszystko na plus. Po występie aktorzy zapraszają do zabawy – trafiliśmy do wielkiej piaskownicy, gdy za oknem padał śnieg. Naprawdę super. Skoro już pojawił się piasek, to przygotuję Was na nadchodzące lato – z plenerowych miejsc warszawskich dla rodziców z dziećmi tylko Boogaloo Beach Bar i Plaża Żoliborz. Czysta, otoczona drzewami plaża, świetnie zaprojektowany budynek baru z pycha koktajlami i drinkami, bardzo fajny plac zabaw. Nie spotkacie tam tego, co najbardziej odstrasza nad Wisłą, czyli petów, butelek i afterowiczów w niedzielę w południe. Planuję tam spędzić nasze rodzinne lato w mieście.

 

teatr tak

 

Jako, że już trochę zmęczyłam się dobieraniem słów, spróbuję na koniec zachęcić tych, którzy jeszcze nie próbowali do sprawdzenia stosunkowo nowej rozrywki w Polsce, czyli pokoi typu “escape”. Let Me Out na Górskiego, Escape Game w Nowej Jerozolimie, Room Escape na Śniadeckich – to tylko kilka takich miejsc. Masz godzinę i za pomocą wskazówek, podpowiedzi i intuicji (oraz fuksa) musisz wydostać się z wystylizowanego na bardzo wymyślne sposoby pokoju. No i jeszcze Laser Tag, ale w dorosłym życiu nie ma się niestety na to wszystko czasu.

TEKST I ZDJĘCIA: ANNA-MARIA ŻUREK

Co sądzisz? Skomentuj!