Nie strzelaj Warszawo!

O tym, że strzelanie to obciach, mówi się coraz głośniej od lat. Koniec roku przynosi wreszcie przełom. Najpierw Rafał Trzaskowski zapowiedział, że po raz pierwszy bez fajerwerków obejdzie się miejska impreza sylwestrowa. Chwilę później ruszyło domino i do grona niestrzelających dołączył Jurek Owsiak, który zapowiedział bezeksplozyjne Światełko do Nieba w czasie styczniowego finału WOŚP. Super!

Z drugiej strony – niestety – spora część mieszkańców Warszawy nie może sobie wyobrazić sylwestrowej celebracji bez rac, petard i rakiet. Kanonada zaczyna się nieśmiało około południa i trwa do następnego świtu, w szczycie od ok. 23:30 do 1:00 osiągając stężenie na poziomie operacji militarnych na dużą skalę. A może by tak odpuścić?

Przede wszystkim dla zwierzaków – i tych wolno żyjących, i domowych. Większość osób, z którymi mieszkają psy, koty, świnie lub ostronosy, wie, jak dużym dyskomfortem dla naszych pozaludzkich towarzyszy jest sylwestrowa kanonada. Zwierzęta w panice chowają się pod kanapy, za szafy lub – w skrajnych przypadkach – uciekają z posesji (zapytajcie Schronisko na Paluchu o noworoczne statystyki). Niektórzy właściciele podają swoim podopiecznym duże ilości środków uspokajających. Inni spędzają z nimi czas i starają się kompensować stres w inny sposób. A teraz, mając w pamięci stres domowego psa lub kota, wyobraźcie sobie, jak gigantyczny stres czują zwierzęta żyjące w mieście na wolności (albo w schroniskowych klatkach) i jak katastrofalne skutki ma dla nich chwila ludzkiej „zabawy”.

Ale też dla ludzi: o ile zapewne spora część z nas byłaby w stanie zaakceptować (z wyłączeniem punktu 1) kilka minut widowiskowej „strzelaniny”, to już kanonada kilkunastogodzinna (a taki trend narasta od lat) nie jest komfortowa chyba dla nikogo. A nawet te „kilka minut” to co roku dziesiątki poparzonych delikwentów, którzy nie zatrybili, że połączenie materiałów wybuchowych i alkoholowej brawury nie jest najszczęśliwsze na świecie. Nie wspominając okazjonalnych (ale jednak) pożarów wywołanych przez „zbombardowanie” balkonu sąsiada rakietą, której trajektoria była inna od oczekiwanej przez domorosłego kanoniera.

Dla środowiska i otoczenia – to sprawa prosta i raczej bezdyskusyjna. Jedna kwestia to zadymienie i wzmaganie i tak duszącego nas zimą smogu, druga – pozostałości rac, petard i rakiet, które zaśmiecają miasto jeszcze długo po noworocznych balach. Ani to estetyczne, ani ekologiczne, a nie bardzo ktokolwiek kwapi się, aby pozbierać rozmoknięte resztki.

No i wreszcie dlatego, że – z wszystkich ww. powodów – strzelanie w sylwestrową noc to obciach i naprawdę zero RiGCzu. Rozbłyskujące na nocnym niebie światełka zachwycały starożytnych i kolejne pokolenia, które nie miały dostępu do szeregu innych atrakcji dostępnych nam dzisiaj. Serio – biorąc pod uwagę wszystkie minusy fajerwerków – jest to tego warte dla paru rozbłysków na tle nocnego nieba? Że tradycja? Kiedyś tradycją było topienie czarownicy – to też dostarczało gawiedzi dużo zabawy. Za odpalanie petard w dowolny inny dzień można zapłacić słoną grzywnę. Może czas już zakończyć średniowieczne rozrywki także w tę jedną, ostatnią noc?

Nie bądź egoistycznym burakiem – nie strzelaj w Sylwestra.

Co sądzisz? Skomentuj!