Nie chcę drugiej Hali Koszyki

Nie chcę drugiej Hali Koszyki. Zwłaszcza w Hali Gwardii. Koszyki lubiłem do momentu otwarcia ich nowego wcielenia. Architektonicznie nie są złe, ale potrafię je znieść tylko za dnia, kiedy są puste. Wieczorem poziom pretensjonalności sięga zenitu. Z miejsca przyjaznego wszystkim sferom społecznym zmieniły się w gastrocentrum dla mocno homogenicznej publiczności. To samo widmo krąży od niedawna nad Halą Gwardii (i Halą Mirowską).

Do Hali Gwardii po raz pierwszy trafiłem kilka miesięcy po jej hucznym otwarciu. Wcześniej kojarzyła mi się tylko ze znakomitym barem azjatyckim. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że nowe hipsterskie miejsce wcale hipsterskie nie jest. Hala Gwardii została odpicowana przez inwestora na tyle, żeby odzyskać swój powab i przyciągnąć różnorodną publikę – od korpofinansistów przez modne mamy aż po miejscowych amatorów trunków. Właśnie w takim charakterze leży jej siła. Hala Gwardii zapewnia swobodę, której nie mają Koszyki. Całości znakomicie dopełnia bazarek i Hala Mirowska ze swoim handlowych żywiołem. Razem tworzą wyjątkowy śródmiejski miks – uporządkowany, ale nie sterylny, z szeroką ofertą na każdą kieszeń oraz niezgentryfikowany. Mam nadzieję, że nie do czasu.

Nie chcę drugiej Hali Koszyki, bo lubię miejsca, które są naturalnie zrośnięte z tkanką miasta. Hala Gwardii właśnie taka jest. Najbardziej obawiam się całkowitej przebudowy miejsca, które przetrwało transformację ustrojową i w znakomity sposób dostosowało się do rzeczywistości. Obawiam się, że zamiast bazarku z tysiącem różnych stoisk będę zmuszony robić zakupy w podziemnym „Piotrze i Pawle”. Z całym szacunkiem dla sieci apostolskich supermarketów, ale wolę zaopatrywać się w kurczaka u pana Waldka w „Chirurgii Drobiowej”. Gdzie indziej na świecie znajdziecie stoisko z drobiem reklamowane przez koguta w masce chirurgicznej? Pracownicy pana Waldka wyselekcjonują dla was skrzydełka i nóżki w zimnym świetle lekarskich lamp. Makabra? Trochę, ale bezsprzecznie z charakterem. Jest też opcja dla wegetarian. Kilka stoisk dalej pan Darek oferuje chyba największy wybór bulw i egzotycznych warzyw w centrum miasta. Naprzeciwko zaś można wybierać greckie chałwy o przeróżnych smakach. Nie sposób zapomnieć o najbardziej ekskluzywnych jajkach w Warszawie, które kosztują pięć złotych za sztukę. Sprzedawcy eksponują je na czarnym atłasowym obrusie. Każde jajko stoi osobno na złotym podnóżku. Takie atrakcje na bazarze w centrum stołecznej finansjery. Tylko czy jedno licuje z drugim?

Nie wiem w jakim stopniu BBI Development i Społem zamierzają godzić ze sobą światy „biurowców szklanych drzwi” i drobnego handlu. Obie strony mówią na razie o wspólnej wizji, a żadne prace budowlane jeszcze się nie rozpoczęły. Na wiadomość e-mail z pytaniem o plany inwestora wobec Hali Gwardii (czy zostanie zachowany zabytkowy charakter miejsca, czy w prace zaangażowany jest konserwator zabytków, czy miejsce zachowa społeczną funkcję?) nie dostałem odpowiedzi. Pozostaje korzystać ze skarbu, który mamy pod nosem i po obywatelsku życzyć deweloperowi i Społemowi: „Nie spieprzcie tego!”. Więcej Hal Gwardii w Warszawie nie mamy.

Co sądzisz? Skomentuj!