Nażarty Marrakesh

Jest w Warszawie taki brzydki wieżowiec. Jednym przypomina on kabinę prysznicową, drugim Toi Toia. Są w nim biura, jest ponoć galeria handlowa, kiedyś mieściła się tam redakcja tygodnika, w którym pracowałem i który nie potrafi mi zapłacić faktury za lipiec (nazwa tygodnika jedynie do wiedzy redakcji PS). Ale na parterze, oprócz sieciowej kawiarni jest też knajpka z marokańskim (i śródziemnomorskim) jedzeniem. Ale, ale! Wegetariańskim marokańskim jedzeniem!

Mowa oczywiście o Marrakesh Cafe. Przestrzeń na szczęście nie kojarzy się ani z galerią handlową, ani z wątpliwej czystości elewacją tureckiego biurowca. Stolików jest kilkanaście (może nawet bliżej dwudziestu), raczej małych – dwuosobowych, ale na luzie można łączyć, obsługa nie miała z tym problemu. Menu, bardzo ładnie zaprojektowane, stoi w zdecydowanej kontrze do menu lokalu niedawno otwartego w budynku warszawskiej ASP. Jest w nim oczywiście hummus. Są też kanapki, zupy i dania na większy apetyt. Ciekawą opcją jest bufet. Fajnie prezentują się śniadania. Tylko kogo interesuje, co jest w karcie, c’nie?

Zestaw Marrakesh 29.99

Zestaw Marrakesh 29.99

Zamówiłem zestaw Marrakesh (29,90) czyli 12 przystawek (m.in. hummus, baba ganouch, pasty z zielonego groszku, czerwonej fasoli, soczewicy, ras el hanout, tapenada etc.) do tego oczywiście pita (tak, tak, zawsze mnie to bawi, jak zamawiam ten pszenny placek). Niektóre przystawki okazały się super dobre, niektóre, znane z pospolitych kebabów, całkiem zwykłe. Problem z dwunastoma miseczkami był jeden: nie zawsze wiedziałem, co jadłem (może warto jakoś to zaznaczyć?).

Zestaw Marrakesh 29.99

Zestaw Marrakesh 29.99

Knajpka okej, dobra na lancz i myślę, że na śniadanie też się sprawdzi. Pewnie jeszcze zajrzę.

 

Co sądzisz? Skomentuj!