Narracje postutopijne. Wystawa BYĆ MOŻE na osiedlu Jazdów.

Osiedle Jazdów wyłamuje się z porządku wyznaczanego przez szybki puls Warszawy, ten specyficzny maniakalno-depresyjny nastrój dużego miasta u progu XXI wieku, w którym tak wiele można, a na tak mało wystarcza czasu i uwagi.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki Michał Augustyn.

Wśród ogrodowej zieleni stoją drewniane domki, a w nich toczy się życie, kulturalno-artystyczne i zwykłe, codzienne; niektóre są od lat zamieszkane, w innych działają organizacje obywatelskie i aktywiści, nie ma tu nawet jednego sklepu, w ogóle niewiele jest na sprzedaż. Są za to kompostowniki dostarczające organicznego nawozu, gromadzi się deszczówkę, można upiec chleb w glinianym piecu, pszczoły zbierają nektar, niemal co wieczór rozbrzmiewa żywa muzyka, poeci mijają się z ogrodnikami na wysypanych zrębkami ścieżkach, a oprócz psów i kotów można spotkać wiewiórki i jeże. W domkach na Jazdowie i w ogrodach pomiędzy nimi, w tym dziwnym letnisku wciśniętym pomiędzy ambasady a galerię sztuki współczesnej, wyłania się inne miasto – uspokojone, żywiące się energią społeczności, nie pędzące na oślep, ale zmierzające dokądś – może tam, gdzie uzbrojony w technologię człowiek i pozaludzkie istoty żyją ze sobą w zgodzie, a kultura może rozwijać się poza ramami instytucji i rynku. Nisza to czy zalążek? Wielu ma nadzieję, że to, co dziś może wydawać się zabawą ekscentryków lub w najlepszym wypadku sympatycznym eksperymentem, jest zwiastunem nieuchronnej ewolucji miast, jaka czeka nas w zbliżających się, kryzysowych dekadach XXI wieku.

fot. Michał Augustyn

Przyszłość nie ma dobrej prasy. Żyjemy w czasach, gdy łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu, praca jest przykrą koniecznością zamiast źródłem samospełnienia, miraże technoutopii rozpraszają się pod wpływem doniesień o postępującej zagładzie ziemskich ekosystemów, kolejna wielka wędrówka ludów budzi upiory ksenofobii i faszyzmu, a młode pokolenie obawia się, że będzie żyło mniej dostatnio niż poprzednie. Dramatycznej potrzebie zmiany systemu towarzyszy areszt wyobraźni i polityczny bezwład – marazm antropocenu, o którym pisze swojej książce Ewa Bińczyk, obezwładniający miks lęku i wyparcia. Mapy przyszłości, którymi dysponujemy, nie pokazują celów, do których warto byłoby dążyć. Brakuje porywających wizji sięgających daleko poza to, co zastane – wizji śmiałych, ale nie naiwnych, złożonych i pełnych sprzeczności, nie statycznych, lecz żywych, pulsujących, wielobarwnych, słodko-gorzkich, śmieszno-strasznych, łączących to co zastane, z tym co możliwe, retro-futurystycznych.

fot. Michał Augustyn

Gdy nadzieja słabnie, z pomocą przychodzi narzędzie kształtujące pożądaną przyszłość – wyobraźnia, oko skierowane do wewnątrz, spoglądające na to, czego nie ma, a być może. Tylko tak możemy wyrwać się z marazmu; jak ujęła to Olga Tokarczuk w swoim wykładzie noblowskim, „to co wyobrażone, jest pierwszym stadium istnienia”.

Właśnie na osiedlu Jazdów, w domku fińskim zajmowanym przez Solatorium, świetlicę kultury, powstał pomysł ćwiczeń z wyobraźni – zbiorowego wysiłku stworzenia wielowymiarowej narracji o życiu przyszłych społeczności w epoce człowieka. W czasie listopadowych spotkań heterogeniczna grupa tkała opowieści o przyszłości na przecięciu własnych pragnień i tego, na co pozwoli przekształcone przez człowieka biosfera. Zastanawialiśmy się dokąd prowadzi splot obserwowanych dziś fenomenów: galopującej technologii, zmian klimatycznych i działań społeczności, które w różnych kontekstach będą usiłowały zaadaptować się do nowych warunków. Eksplorowaliśmy pogranicza nauki i filozofii, analizowaliśmy dyskursy dystopijne. Wymyślaliśmy cele, które mogą zastąpić dominujące dziś dążenie do nieograniczonego wzrostu gospodarczego. Fantazjowaliśmy o świecie solarpunku, w którym konflikt między technologią i ekologią przestaje istnieć.

fot. Michał Augustyn

Niezwykły był sam proces powstawania wystawy. Po serii prezentacji, wykładów, dyskusji, ćwiczeń, zadań domowych i odwiedzeniu kilku warszawskich inicjatyw działających na obrzeżach systemu lub opierających się imperatywowi zysku, przyszedł czas na pracę wyobraźni. Z wolna wyłoniły się wizje dotykające różnych obszarów życia i osadzonych w różnych możliwych kontekstach, a jednak zaskakująco spójnych. Proces twórczy, którego zwieńczeniem jest wystawa, doprowadził do powstania różnorodnych, odświeżających, tchnących nadzieją, choć dalekich od naiwności opowieści dotyczących audiosfery, czasu wolnego, seksualności, relacji z przyrodą, rytuałów czy wymiany informacji. Uczestnikom warsztatów, wśród których znaleźli się antropolodzy, informatycy, animatorzy, ludzie wolnych zawodów, towarzyszyli młodzi artyści: Dobrawa Borkała, Zuzanna Kofta, Franciszek Orłowski, Maja Karina Rozbicka i Pola Salicka. Wystawa jest więc efektem ścierania się idei, współpracy ludzi spoza świata sztuki z artystami; tchnie świeżością spojrzenia, a zarazem nie odbiega poziomem artystycznym od tego, co prezentują instytucje sztuki.

Wystawa będzie dostępna w domku fińskim Solatorium przy ul. Jazdów 3/9 i na terenie okolicznych ogrodów w dniach:

20 grudnia (piątek) 17-20

21-22 grudnia (sobota-niedziela) 12-20

27 grudnia (piątek) 17-20

28-29 grudnia (sobota-niedziela) 12-20

Co sądzisz? Skomentuj!