Najfajniejszy jest swing! #Abordaż!

Ten wywiad obfitował w zaskoczenia. Pierwszym była moja rozmówczyni. Spodziewałem się weteranki zawodu. Kogoś, kto będzie wspominał, jak tramwaje stanęły zimą stulecia siedemdziesiątego dziewiątego, albo jak zmieniono trasy w stanie wojennym. Kogoś, kto w tym mieście widziała już WSZYSTKO, i o tym wszystkim opowie mi chrapliwym głosem, odpalając jednego papierosa od drugiego, popijając na zajezdni kawę plujkę ze szklanki w metalowym koszyczku… Paulina okazała się subtelną, młodą kobietą, spoglądającą spod długich rzęs, z fascynacją opowiadającą o jeżdżeniu tramwajem. Kiedy już szczękę zebrałem z podłogi, wyrzuciłem wszystkie swoje styropianowo kombatanckie pytania do kosza, i starając się opanować speszenie zadałem pierwsze pytanie.

Andrzej: Jakie wagony prowadzisz?

Paulina: Na 13N już się nie załapałam. Jeżdżę na sto piątkach, na swingach, na jazzach… najfajniejszy jest swing! Jest wygodny, bardzo fajnie się go prowadzi. Choć mam wielki sentyment do sto piątek., uczyłam się na nich prowadzić. W nich jest większy klimat.

Jak wygląda nauka zawodu?

Najpierw jest długi proces rekrutacji, testy psychologiczne, rozmowa kwalifikacyjna. Trzeba mieć przynajmniej średnie wykształcenie, niekoniecznie techniczne. Wybrane osoby idą na trzymiesięczne szkolenie. Trzeba zdać egzamin wewnętrzny, potem państwowy i zaliczyć jazdy. Przez pierwsze dwa tygodnie pracy jeździ się z patronem lub patronką – bardziej doświadczoną motorniczą, która pomaga i uczy nas obsługi poszczególnych przystanków.

W moim przypadku to było tak, że bardzo długo nie wiedziałam, co bym chciała robić. Moi znajomi kończyli studia, a ja ciągle imałam się różnych zajęć. Przypadkiem trafiłam na film dokumentalny o motorniczych, z lat sześćdziesiątych, bardzo ciekawy! Wtedy ludzie szli „na motorniczego” z pokolenia na pokolenie. To był bardzo szanowany zawód. Tak mi się to spodobało, że weszłam na stronę Tramwajów i akurat trafiłam na ostatnie dwa dni rekrutacji!

Czy w zawodzie jest dużo kobiet?

W Warszawie na około 1400 motorniczych jest nas około 300. Na moim kursie, na 23 osoby były 2 panie.

Mówisz o sobie motorniczy, czy motornicza?

W pracy używamy żeńskiej końcówki, tak jest przyjęte. Z tego co wiem, stanowisko oficjalnie brzmi „motorniczy”. Ja o sobie mówię „motornicza”.

Jak mężczyźni traktują koleżanki po fachu?

Ja chyba mam łatwiej ze względu na kolor włosów [blond – AJ]. Przyznaję, że czasem to wykorzystuję, na zasadzie „jestem blondynką, i coś mi tu nie działa, kto mi pomoże”. Panowie chętnie pomagają.

A nie traktują Cię przez to z góry? Że „blondynka, to co ona wie, na pewno popsuje ten tramwaj”?

Nie, nigdy się z tym nie spotkałam. Również z tego co słyszałam od innych, relacje są partnerskie. Ja jestem krótko w zawodzie i myślę, że z tej racji bardziej doświadczeni koledzy mi pomagają. Płeć nie ma tu znaczenia.

Czy kobiety spotykają się po pracy, tak jak faceci? Czy masz koleżanki motornicze, z którymi chodzisz na piwo?

Ja na razie mam znajomych głownie z kursu. Co do wyjść na piwo, to ja jestem trochę ograniczona czasowo, mam  dwójkę dzieci.

 

Co najbardziej lubisz w pracy?

Samą jazdę!

Nie nudzi się?

Nie, nie ma takiej możliwości! Zawsze jest coś nowego, nawet na tej samej trasie. Póki co bawi mnie to, jak ludzie na mnie reagują. Myślę, że młodo wyglądam, ludzie się tego nie spodziewają. Kiedy np. w mikołajki jeździliśmy w czapkach Mikołaja, to jedna z pasażerek rozglądała się tak, jakby spodziewała się, że zaraz jakiś Filip Chajzer wyskoczy, że to jakaś wkrętka. Dzieci mi machają z ulicy, kiedy mnie widzą – „zobacz, zobacz, Pani!” Śmieszne to jest. Ludzie generalnie reagują pozytywnie.

Jacy są warszawiacy, z perspektywy motorniczej?

Zabiegani. Bardzo zabiegani. Trochę jakby nieprzytomni. Zabawni są. Wskakują w ostatnim momencie, nawet w jednowagonowym Swingu potrafią wyjść jednymi drzwiami i wrócić innymi, na tym samym przystanku. Zadziwiające!

Czy są uprzejmi?

Raczej tak. Nie zdarzyło mi się jeszcze, by ktoś miał do mnie jakieś pretensje…  Bardziej problematyczni są inni uczestnicy ruchu. Rowerzyści!

O, to może pouczymy naszych rowerowych uczestników…

Żeby uważali! Czasem najwyraźniej brak im instynktu samozachowawczego, co w starciu z tramwajem może być bardzo groźne.

A kierowcy…

Zastawiają torowiska!

Piesi?

Przebiegnięcia na czerwonym świetle. Przed tramwajem. Z dziećmi!

Jesteś z Warszawy. Lubisz Warszawę?

Tak. Najbardziej jej różnorodność. Mamy i centra handlowe, i wieżowce, i klimatyczne miejsca, starówkę. Każdy tu może znaleźć coś dla siebie.

Mieszkam od urodzenia na Mokotowie, ale bardzo podoba mi się też zielony Żoliborz. Także Wilanów, Powsin. Uwielbiam przejeżdżać przez mosty, szczególnie przez Śląsko-Dąbrowski. Jak się jedzie w stronę centrum, to po prawej stronie widać Starówkę, a po lewej nasz mały Manhattan. Lubię tę różnorodność.

Ludzie też się różnią. Lewa strona jest bardziej „korporacyjna”. Ludzie po tej stronie Wisły są bardziej zapracowani, zajęci telefonami, mniej zwracają uwagę na to, co się dzieje dookoła.

Czy czegoś w Warszawie nie lubisz?

Generalnie przykra jest w Warszawie znieczulica, choćby wobec osób bezdomnych. To jest szczególnie trudne w zimie. Kiedyś widziałam w dziewiątce taką sytuację: w zatłoczonym wagonie na podłodze leżał człowiek. Ludzie po prostu nad nim przechodzili. Pomachałam motorniczemu, żeby zatrzymał tramwaj, i sprawdziliśmy co się stało. Ten człowiek był akurat pijany, ale mnie jednak zmroziło jak ludzie obojętnie nad nim przeskakiwali. On tam mógł równie dobrze umierać. Zawsze apelujemy, żeby zgłaszać takie sytuacje motorniczym, bo my nie zawsze je widzimy.

Co z bezdomnymi, którzy po prostu brzydko pachną?

Naszym przykrym, regulaminowym obowiązkiem, jest wypraszanie takich osób. Oczywiście nie możemy nikogo dotykać. Jeśli jest taka konieczność, to wzywamy Straż Miejską.

A co z osobami agresywnymi?

Wiem, że się zdarzają, mi na szczęście jeszcze nie. Co innego wandalizm. Niedawno rozwiązywaliśmy „sprawę fotelarza”. Mieliśmy plagę uszkodzeń: porysowane kasowniki, zniszczone przeguby, pocięte siedzenia. Sprawdzaliśmy wagony po każdej trasie, żeby wytypować na jakich trasach i kiedy się to dzieje. Trzeba było przejrzeć kilkaset godzin monitoringu, bo facet się świetnie maskował! Okulary czapka, kurtka, jak na filmie. Fotele niszczył siedząc na nich, gmerając nożem między plecami a oparciem.  Do przejrzenia monitoringu potrzebna była zewnętrzna agencja detektywistyczna. W końcu go namierzyliśmy i zawiadomiliśmy policję.

Agresja na tle rasowym?

Pojawiła się w zeszłym roku. Wcześniej tego nie było. To są ciągle pojedyncze zdarzenia, ale nawet jedno, to za dużo.

Czy masz prawo jazdy?

Oczywiście. To jest warunek, żeby zostać motorniczą.

A wolisz prowadzić samochód, czy tramwaj?

Tramwaj! To jest coś zupełnie innego, coś co nie każdy może robić.

Czego nie lubisz w swoim zawodzie?

Dużym obciążeniem jest odpowiedzialność związana bezpieczeństwem. To cały czas mam z tyłu głowy.

Jeśli nie tramwaj, to co?

Ja studiuję jeszcze kosmetologię. Znajomi śmieją się, że studiuję bardzo kobiecy kierunek, a wykonuję raczej męski zawód. Ale nie mam zamiaru iść w kosmetologię na poważnie. Ewentualnie przy okazji, hobbistycznie. Kiedyś pracowałam w gabinecie podologicznym. To jest cały czas walka o klienta, cały czas trzeba rywalizować, powstają nowe gabinety.

Stawiam na Tramwaje. To jest firma z tradycjami, daje stabilne zatrudnienie, powstają nowe trasy, więc zapotrzebowanie będzie. Niewiele jest takich firm na rynku, które zatrudniają ludzi po szkole i dają zatrudnienie w zasadzie do emerytury. Od strony finansowej tez jestem zadowolona.

Transfer do konkurencji? Autobusy? Metro?

Nie! Pod ziemią nic nie widać, a ja mam lekką klaustrofobię. Autobus stoi  w korkach. W korkach, to ja mogę sobie samochodem postać [śmiech]. A ja jeżdżę po Warszawie takim małym pociągiem!

A nie boisz się, że zastąpią Was automaty?

Nie wierzę, że cokolwiek może zastąpić człowieka w tak odpowiedzialnej pracy. Tu naprawdę może się wiele wydarzyć, wiele sytuacji jest nie do przewidzenia, trzeba szybko reagować.

Czy chciałabyś na koniec coś od siebie przekazać warszawiakom, czytelnikom Pańskiej Skórki?

Uważajcie na siebie! Uważajcie na ulicy. Na kursie  powtarzali nam, że codziennie będziemy ratować przynajmniej jedno ludzkie życie. Myślałam, że to zbyt górnolotne, ale okazało się bardzo prawdziwe.

Super. Dzięki za rozmowę.

 

Paulina Ginalska pracuje w Tramwajach Warszawskich od października 2017 roku, w zajezdni R3 Mokotów. Jeździ wszystkimi liniami z tej zajezdni: 1, 4, 7, 10,14, 15, 17, 18


PS. Zdjęcia w tekście oglądacie dzięki uprzejmości Tramwajów Warszawskich. Więcej arcyciekawych zdjęć znajdziecie w specjalnej, 8-marcowej galerii fotografii Tramwajów Warszawskich

Co sądzisz? Skomentuj!