Na Żoliborzu, czyli jak w Domu

Jeszcze trzy, cztery lata temu Żoliborz był lokalowo-gastronomiczną pustynią. Kilka knajp, bar na Sadach, kebab i chińczyk pod Halą Marymoncką, kawiarnia pewnie też jakaś była, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć. Pustynny klimat tej dzielnicy przeszkadzał mi na tyle, że sam nosiłem się z zamiarem rozpoczęcie gastro działalności (nadal się noszę, inwestorów zapraszam na priv). Aż nadeszła wiosna, a – jak wiadomo – wiosną wszystko kwitnie, knajpy też!

DOM (Mierosławskiego 12) otworzył się na początku lutego, ale już w zeszły sobotni wieczór trzy osoby opowiadały mi, jak tam jest fajnie. Dom nie ma szyldu, neonu, billboardu. Wchodzi się do przedwojennej willi, tak samo, jak wchodzi się do domu przyjaciela. Stolików nie ma za wiele, ale jest oczywiście obowiązkowy duży, drewniany stół. Duże okna, jasny parter, wyjście na taras i w lecie zapewne do ogródka. Bar, a za nim po części otwarta kuchnia, widać w każdym razie krzątającego się szefa kuchni.

Lancz kosztuje 25 złotych i serwowany jest od południa do 16. W zeszłym tygodniu trafiłem na krem z porów lub sałatkę z pęczakiem i burakami, a na drugie tagliolini z suszonymi pomidorami i rukolą. Warto dodać, że focaccia i woda są już wliczone w cenę zestawu. Ja i kolega (też fotograf) wyszliśmy zadowoleni. W niedzielę można też wpaść na śniadania, a od 13 zaczyna się menu obiadowe.

Rzekłbym, że wróżę sukces temu miejscu, ale z taką opinią spóźniłem się o co najmniej półtora tygodnia. Teraz pozostaje trzymać za nich kciuki i regularnie wpadać, by być dobrze zażartym!

Co sądzisz? Skomentuj!