Miasto bez szeryfa

Jak wiadomo, redakcja Pańskiej Skórki to zwolennicy i zwolenniczki ciągłości historii Warszawy, tej architektonicznej szczególnie. Nie znosimy zbyt dobrze nagłego wjeżdżania buldożerami w nasze wspólne miejskie sprawy. Tymczasem w takim właśnie trybie, 1 sierpnia dowiedzieliśmy się z profilu Stołecznego Konserwatora Zabytków, Michała Krasuckiego, że wojewoda mazowiecki bez uzasadnienia likwiduje jego Biuro. Komentujemy to dopiero dziś, ponieważ nasze pierwsze reakcje nie nadawały się do publikacji w dniu najbardziej podniosłej rocznicy w historii Warszawy.

Zwłoka w opisaniu tej sytuacji dała fory innym mediom, aktywistom i politykom. Temat jest nośny i wywołał lawinę komentarzy nieprzychylnych dla wojewody Zdzisława Sipiery (PiS). Większość z opinii jest niestety mocno kulą w płot i utrudnia zrozumienie daleko idących konsekwencji. Oczywiście można by posłuchać samego Krasuckiego, bo on akurat mówi wprost o największym zagrożeniu jakie wynika z nagłej likwidacji SKZ, ale po co – lepiej jak media (m. in. „Fakty”!) znów rozdmuchają temat zastępczy.

„Prawo pomnika”

Dzisiejsza komunikacja jest kształtowana przez Internet, czego trochę śmiesznym, a trochę strasznym przejawem jest powszechne działanie różnych odmian tzw. Prawa Godwina czyli reductio ad Hitlerum: „Wraz z trwaniem dyskusji w Internecie prawdopodobieństwo użycia porównania, w którym występuje nazizm bądź Hitler, dąży do 1”. W mniejszej skali, w każdym złożonym temacie jest pewien argument, który raz użyty kończy sensowną dyskusję i uniemożliwia racjonalną analizę sytuacji. Przykładowo w dyskusji o ruchach miejskich takim hasłem jest „fanpejdż”, w dyskusji o opozycji „przepijanie pińcetplus”, a w filmie Miś „a gdyby tu było przedszkole”.

No a w dyskusji o likwidacji samorządowej ochrony zabytków w stolicy tym słowem jest „pomnik”. Argumentum ad pomnikum używają wszyscy, od pretorianów PO do memetyków partii bez wodza. A ja zdradzę wam sekret: nie chodzi o żaden pomnik!

To zresztą bez wahania przyznał wojewoda. Dodał jednak, że chodzi o „powagę miasta” – i w to już uwierzyć trudno, bo na konferencji wybrzmiewała niekryta satysfakcja z odstrzelenia kogoś, kogo warszawski Ratusz nie musi się wstydzić. Brakowało tylko podkładu z „I Shot the Sheriff”.

Zresztą praca Krasuckiego jest jak najbardziej poważna.

Dobry, zła i brzydki

Krytyka Biura SKZ, między innymi ze strony Wojewódzkiego Konserwatora, prof. Jakuba Lewickiego, dotyczy najczęściej działań poprzednich SKZ – nazwanych gdzieś w Internetach uroczym prawie-wierszem: „Niszczycielski Tandem Trepka-Brabander”. NTTB ma na sumieniu m. in. pozwolenie na budowę ohydnej szklarni na Hotelu Europejskim oraz bezczelną masakrę CDT, przez które „warszawska szkoła konserwacji zabytków” stała się swoją własną karykaturą.

Tu zresztą wojewódzkiemu konserwatorowi wtórują aktywiści, np. Wolne Miasto Warszawa („Nasz wpis nie ma na miejscu bronić SKZ przed krytyką, bo można bez problemu wyliczać decyzje, które nie zostały wydane w interesie mieszkańców Warszawy. Sprzeciwiamy się natomiast ograniczaniu kompetencji samorządów”), a Miasto Jest Nasze zaznacza, że Biuro SKZ pozytywną przemianę przeszło w ostatnich latach.

Część grup (MJN; Tu było, tu stało) zapowiada jednocześnie, że będzie bronić Konserwatora. To jest niewątpliwie osobisty ukłon wobec Michała Krasuckiego. Ja też pokuszę się o mały przegląd jego działalności. Ogólnie kiepsko mi wychodzą laurki, ale w tym przypadku nie brakuje konkretnych przykładów spraw trudnych, gdzie w ostatniej chwili wchodził on – „cały na biało” – i ratował sytuację.

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie…

Profil Michała Krasuckiego jest jednym z ciekawszych portów, do których można zawinąć na warszawskim Facebooku. Na chwilę oddam głos Konserwatorowi, który zaskakująco – bo wprost! – pisze, jak to jest być nim. A może właśnie to się za bardzo wyróżniało? Oceńcie sami.

14 lipca: Ul. Bohaterów Getta – najpierw badania, potem budowa. Udało nam się nakłonić inwestora do przeprowadzenia badań archeologicznych na terenie d. Pasażu Simonsa. Dzięki informacji od Związku Powstańców Warszawskich i nadzorowi społecznemu niektórych organizacji zapobiegliśmy niekontrolowanemu przekopaniu całego terenu.

11 lipca: Kolejny raz pod warstwą styropianu znika szara cegła [elewacja siedziby SWPS]. A dzieje się to na podstawie starego, ale aktualnego pozwolenia na budowę, które w momencie wydawania nawet nie było uzgadniane z konserwatorem, bo budynek jeszcze nie był ujęty w gminnej ewidencji zabytków.

29 czerwca: Burza skonsultowała uchwałę krajobrazową. [Komentarz do zdjęcia porwanej przez żywioły reklamy wielkoformatowej szpecącej kamienicę].

21 czerwca: Szansa dla Młynu Michla. Dzięki 5 mln złotych w ciągu najbliższych dwóch lat uda się zapobiec jego dalszej degradacji.

2 czerwca: W pracy. W ogrodzie pałacu Zamoyskich na Foksal są już trzy pawilony. I tylko jeden legalny.

31 maja: Kolejna samowola na terenie ogrodu Pałacu Zamojskich przy ul. Foksal!! Tym razem jeszcze nie pawilon, ale podest zajmujący teren prawie całego ogrodu. Przypomnę tylko, że pałacowy ogród jest wpisany do rejestru zabytków, a jego zarządcą jest Zarząd Główny SARP [Stowarzyszenia Architektów Polskich].

18 maja: W pracy. Garbarnia Temlera i Szwede przy ul. Okopowej wreszcie doczekała się pierwszego etapu remontu. W 2015 r. nasz nakaz, w 2016 r. przesunięcie dużej puli środków, w 2017 r. przetarg i prace. Warto!

9 maja: W pracy. Spotkanie z Panią arch. Marią Piechotkową. – Kiedyś w 1956 r. z wizytą na budowę domu przy Skalbmierskiej przyjechali Gomułka i Cyrankiewicz. Opowiadano nam potem, jak Cyrankiewicz pokazywał Gomułce okna z lufcikami mówiąc: „Piechotkowie zrobili lufciki i się socjalizm nie zawalił” […].

itd., itp.

Dzika banda

W tym samym czasie liczba interwencji, czy w ogóle konkretnych odpowiedzi po otagowaniu Konserwatora przez aktywistę, była zapewne nieporównywalna z żadnym innym urzędnikiem.

18 lipca, Robert B.:‎ „Ostatnie ulewne deszcze [odsłoniły] tajemnicze fundamenty. Najprawdopodobniej: fragmenty zabytkowego folwarku Moczydło. Czy konserwator zabytków wstrzyma budowę?” Słyszałeś? Sprawdzisz?
Michał Krasucki: Sprawdzamy to.

1 czerwca, Jan Ś.: Michał dałeś na to zgodę? To jest jedna z najładniejszych kamienic na Pradze i kolejna, którą Fenix masakruje nadbudową.
Michał Krasucki: To jest decyzja stara, sprzed kilku lat.

18 lipca, Rada Osiedla Falenica: A korzystając z okazji, bo wiemy, że Michał Krasucki czasem zagląda [na fanpage Miasto Jest Nasze], chcielibyśmy spytać, czy budowa ronda jest wystarczającym argumentem, żeby planować wyburzenie budynku znajdującego się w GEZ (WAW16344)? Bo wedle planów jest do rozbiórki. Ul. Patriotów 30D.

itd., itp.

No nie wiem, psze państwa, ale mi to wygląda na serię judaszowych pocałunków! Urzędnik, którego lubią aktywiści, to element mocno niewygodny w ekipie samorządowej, którą już prawie, prawie ma się na muszce (jako władza centralna). Prawda? Z kolei w obozie Krasuckiego niespodziewanie okazało się, że gdy urzędnik wykorzystuje swoje kompetencje na maksa, a nie ślizga się po powierzchni zdarzeń, to może całkiem sporo i jest wszędzie potrzebny (przesłuchania ws. reprywatyzacji boleśnie uświadamiają, że niegdyś takie podejście w Ratuszu istniało czysto teoretycznie).

Bez przebaczenia

Czym różni się ten SKZ od poprzednich? Szerszą listą zainteresowań? Bardziej różnorodnymi wpisami do gminnej ewidencji? Tak. I, co za tym idzie, dłuższą listą niezadowolonych zwolenników świętej własności prywatnej i re-prywatnej.

Interwencje bywały różne. A to uratowano zabytkowe wyposażenie apteki przy Nowym Świecie, a to zatrzymano wyburzenie hali fabrycznej w połowie, a to w ostatniej chwili zabezpieczono zbiory upadającego Muzeum Techniki przed prywatnymi osobami chcącymi je rozparcelować. Przy tej okazji zresztą Konserwator przeczytał o sobie, że nagina prawo jak bolszewik – choć właśnie zabezpieczał zbiory zgodnie z ustawą o ochronie zabytków.

Krasucki wpisał do gminnej ewidencji zabytków różne obiekty, które wcześniej deweloperzy byli gotowi „zmodernizować poprzez likwidację”, wypatroszyć lub przerobić na styl „nadmodernistyczny” – czyli dobudować nadbudowę bez ładu i składu.

Wiosną SKZ nie usunął z GEZ oficyny z Wileńskiej 5, mimo że zawaliła się w „oczekiwaniu na wyjaśnienie sprawy roszczeń”. Oświadczył też, że nikt nie pytał go o sprzedaż Kamionkowskich Błoni Elekcyjnych, po czym afera trafiła na Radę Miasta, a za sprawą aktywistów do prokuratury (tym razem o „quasi-bolszewickie myślenie” oskarżał radny PO). Jeśli dobrze pamiętam, to również dzięki niemu na Błoniach stanął znak zakazu postoju (wcześniej przezywano teren Parkingiem Elekcyjnym) – choć stawianie znaków drogowych przez Konserwatora Zabytków wydaje się takim kuriozum, że nie wiem, czy mi się to nie śniło.

SKZ chronił też wnętrza „Syreniego śpiewu”, póki MWKZ nie wpisał go do wojewódzkiego rejestru i zajął się chyba zbyt gęstymi nasadzeniami zastępczymi przy tym pawilonie. „Lipa co krok” – swoją drogą to świetne podsumowanie wszelkich zakusów na ten budynek. Wcześniej wiele spraw dotyczyło legalnej (w świetle LexSzyszko), choć bezczelnej wycinki drzew, np. przy Frascati czy na skwerze przewracającego się w grobie Agatona.

Potem Krasucki negocjował ratowanie Rotundy, gdy okazało się, że jej konstrukcja jednak jest oryginalna, co „przeoczył” poprzednik. Niedawno zaś odmówił uzgodnienia warunków zabudowy dla pawilonu usługowego, który bez dania racji miałby wyrosnąć w naszym najstarszym publicznym parku, czyli Praskim.

No i wreszcie zaczął chronić perłę w koronie warszawskich ruchów miejskich, czyli Osiedle Jazdów, skąd wyruszyli na podbój stolicy najlepiej rozpoznawalni dzisiaj aktywiści. Niektórzy z nich komentowali, że dzięki wpisowi do GEZ „wartość rynkowa osiedla spadła do zera”.

Otóż to.

Czyje to El Dorado?

Przy tak nagłych i arbitralnych decyzjach każdy rozsądny człowiek zadaje sobie pytanie: „Cui bono?” Komu to posłuży? Wszystkie powyższe próby ochrony interesu publicznego to kamyk w bucie na drodze do bogactwa u jakiegoś rzutkiego inwestora. A chętnych na prywatyzację zysków po uspołecznieniu kosztów jest niesłychanie wielu.

Dlatego ja dostaję białej gorączki, gdy ktoś twierdzi, że PiSowi chodzi o pomnik smoleński na KP. Nie! Chodzi o to samo, co przy LexSzyszko: znika kolejne (ostatnie?) ograniczenie dla destrukcji najbardziej charakterystycznych elementów tego, co znamy jako Miasto Stołeczne Warszawa.

Posłuchajmy Konserwatora uważniej. W rozmowie z TVN Warszawa powiedział:

„Najbardziej się boję okresu przejściowego i sytuacji, w której dojdzie do niekontrolowanych samouzgodnień. Są decyzje, w których, jeśli konserwator nie zajmie stanowiska w ciągu 14 albo 30 dni, to tak, jakby się zgodził. Takich spraw mamy po tysiąc rocznie. One dotyczą np. zabudowy parków, rozbiórek budynków, przebudowy, ociepleń… Gdy jest problem z kadrami lub okres przejściowy i nie ma kto tego robić, to jest idealny moment, aby to wszystko się samouzgodniło”.

I już wiecie, po co było to „zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”. Witajcie na Dzikim Zachodzie.

Co sądzisz? Skomentuj!