Metro 2: 2033

– Kto tam? Hej, Antek! Zobacz no!

Antek odciągnął zamek karabinu, skierował latarkę w ciemność tunelu, ale po chwili zdał sobie sprawę, że to na nic. Wyłączył elektryczne światło i wbił wzrok w nieprzeniknioną czerń. Jego towarzysze z posterunku C10 zamilkli i wszyscy razem z dowódcą wstrzymali oddech. Minuta, dwie, trzy. Antek już unosił rękę, aby odwołać alarm, kiedy w ciemności tunelu coś poruszyło się w ledwie wyczuwalny sposób.

– Stój! Hasło!

Odpowiedzią była cisza. Po dłuższej chwili w głębi tunelu zapaliło się ledwie dostrzegalne światełko i do posterunku dobiegł głos.

– Nie strzelajcie! Swój!

– Hasło!

– Erbel!

Antek odetchnął z ulgą, jednak nie spuszczał lufy karabinu wycelowanej w tunel. Włączył latarkę. W snopie światła ukazała się ubrana w starą kufajkę postać. „Aktywista” – pomyślał Antek. – „Tylko dlaczego idzie od Daszyńskiego? Przecież nie miał prawa przeżyć u Dąbrowszczaków”.

Postać zbliżała się powoli. Był to rosły starszy mężczyzna z pokaźną brodą. Nie był uzbrojony, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Miał na sobie pikowaną kufajkę, bluzę moro, zielone bojówki i charakterystyczny pas oddziałów Śpiewaka, wyszywany w małe żółte syrenki.

– Pewnie szpieg!

– Spokojnie, trzymajcie go na muszkach. Ja go sprawdzę.

Antek ostrożnie wyszedł zza barykady i przeszedł kilkanaście kroków w kierunku zachodnim. Kiedy zbliżył się do mężczyzny, ten uniósł ręce. Kilku chłopaków podbiegło i szybko związało jeńca, po czym odprowadziło go za posterunek, do ogniska na skraju stacji Rondo ONZ.

– Kim jesteś? Skąd idziesz? Kto cię przysłał?

Mężczyzna przez długą chwilę milczał, światło ogniska wyraźnie raziło jego nieprzyzwyczajone do jasności oczy. Sprawiał wrażenie jakby przebywał w tunelu od bardzo dawna. Ale jakim cudem przeżył?

– Mówią na mnie Docent. Tu są moje dokumenty.

Antek wyciągnął rękę i zabrał mężczyźnie zniszczony, zalaminowany identyfikator AGP z wyraźnym symbolem C12, „uprawniający do wejścia na wszystkie odcinki budowy II linii metra”. Przyjrzał się plakietce uważnie w świetle ogniska, dokument wyglądał na autentyczny.

– Skąd przyszedłeś? Dlaczego idziesz od zachodu? Przecież na Daszyńskiego powinni cię natychmiast rozstrzelać, taki mają rozkaz. Górą też nie mogłeś, Straż Miejska natychmiast zauważyłaby cię w tym stroju!

– Nie mam wyjścia, muszę wam zaufać. W końcu to wy macie broń. Ale czy najpierw mógłbym dostać coś do jedzenia?

Żołnierze z posterunku C10 popatrzyli po sobie – od kiedy oddziały Komuny Bemowskiej pod dowództwem Jarosława Dąbrowskiego wyparły siepaczy HGW i zajęły niemal całą Wolę, a wraz z nią C9 i rozległe podziemne Plantacje Daszyńskiego, o jedzenie było trudno. Ponieważ Aktywiści przejęli kontrolę nad 2 linią natychmiast po Wydarzeniach Lipcowych w 2015, nawet szczury nie zdążyły się tu zadomowić. Zresztą zmutowane koty z Pałacu Kultury, które jakimś cudem przedostały się na ten odcinek tunelu, i tak nie dałyby im szans. Taki kot jest w stanie rozprawić się z dorosłym Aktywistą w mgnieniu oka. Jedynie rzadkie dostawy z C15, gdzie przemytnicy ze wschodu byli w stanie przekupić skorumpowanych strażników z Ratusza i dostarczyć żywność do tuneli, sprawiały, że Aktywiści byli w stanie utrzymać się od niemal 20 lat, choć rozkazy z pl. Bankowego dla oddziałów specjalnych Straży Miejskiej były jasne – na powierzchni strzelać bez ostrzeżenia, pod ziemią zagłodzić na śmierć. Odkąd więc Dąbrowszczacy zajęli C9, sytuacja była naprawdę trudna. Jednak jeśli to swój – nie można nie nakarmić. A jeśli wróg – też niedobrze, gdyby umarł z głodu zanim na torturach w podziemiach PASTy wyzna, kto i po co go przysłał. Takie wyznania zwykle następują bardzo szybko.

Docent posilił się i zaczął opowieść.

– Niesamowite, że niczego nie wiecie. Oczywiście wszyscy zdają sobie sprawę, że za dwusetnym metrem kontakt się urywa, a między stacjami są w stanie przemieszczać się tylko drezyny przemytników, o ile w ogóle sforsują wyziewy w tunelu pod Wisłą i nie trafią na eskapadę oddziałów z Centrum Dowodzenia Kopernik. Ale myślałem, że informacje jednak tu docierają. Jakieś cztery miesiące temu w Ratuszu był przewrót. HGW z kancelarią ewakuowała się na Przyokopową. Była na dobrej drodze do odzyskania kontroli, a jej oddziały panowały nad prawie całym Mirowem. Rebelianci nie mieli więc dużych szans. Ale wtedy nieoczekiwanie rozpoczęła się druga ofensywa Dąbrowszczaków. Broń chemiczna, którą zdobyli po szturmie na Kompostownię Radiowo, wystarczyła, żeby przełamać pozycje Straży Miejskiej. Nawet jej Sotnie Specjalne uciekały w popłochu.

– A co się stało z Bufetową? – nie swoim głosem zapytał Antek.

– Nic się nie stało, zobaczyli co się dzieje i zawalili tunel prowadzący do Muzeum Powstania. Ludzie o tym nie wiedzą, myślą, że nadal jest w Ratuszu. To sprytny plan, bo gdyby dowiedzieli się, że terror ustąpił – kto wie, może nawet posterunki przy zejściach do drugiej linii nie utrzymałyby się długo i moglibyśmy wyjść na powierzchnię.

– Ale oni wszyscy tam są?

– Tak, co więcej – pracują jak przed przewrotem. Nie uznali nowych władz miasta, utrzymują, że wprowadzili w Ratuszu zarząd komisaryczny, wysyłają pisma, podważają uchwały. Tyle, że Oni kontrolują komunikację – wszystko zatrzymuje się na pierwszym, lojalnym wobec nowej władzy, posterunku. A urzędnicy tam siedzą. Nie wydostaną się. Górą nie przejdą, tunelem też. Zasypało jakieś 40 metrów, bez ciężkiego sprzętu, proszę ciebie, nie bardzo… I skąd tu ten sprzęt wziąć? Mają tylko parę muzealnych karabinów, atrapę kanału, Liberatora…

– A kim są Oni?

– Naprawdę nie wiesz? – Docent zaśmiał się głośno – WZD – Warszawski Związek Deweloperów. W połowie 2015 sytuacja zaczęła im się wymykać spod kontroli, więc wprowadzili do Ratusza swoich ludzi – jako doradców, kierowników departamentów itd., ale tak naprawdę to oni zaczęli rządzić miastem. Przecież Wydarzenia Lipcowe nie wzięły się znikąd – Aktywiści byli wtedy zbyt słabi, aby realnie zagrażać HGW. A jednak postawiła na konfrontację zbrojną. Nie zdawała sobie sprawy, deweloperzy zresztą też nie, że w tunelach 2 linii jesteśmy w stanie przetrwać tak długo. WZD nalegał na ostateczną rozprawę, ale Ratusz uważał, że takie status quo, nawet kosztem 20 lat opóźnienia w oddaniu metra, jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem. No i w końcu cierpliwość deweloperów się wyczerpała, a Dwór wylądował w Muzeum Powstania – co za ironia.

Antek zaczął już żałować, że poprosił Docenta, żeby opowiedział o Bufetowej. Czy był lepiej poinformowany, czy dodawał coś od siebie, dość, że opisywał takie szczegóły, o jakich nie śniło się przemytnikom, chociaż uwielbiają opowiadać bajki i są w tym mistrzami. Od tych szczegółów mróz szedł po kościach i robiło się nieswojo nawet przy ognisku, a każdy, najbardziej niewinny szmer dochodzący z tunelu rozbudzał wyobraźnię.

Powyższy tekst powstał na podstawie i z wykorzystaniem fragmentów rozdziału 1 powieści D. Glukhovsky’ego „Metro 2033” w przekładzie Pawła Podmiotko, wyd. II, Insignis Media, Kraków 2010-2012.

Co sądzisz? Skomentuj!