Meat Warsaw – o burgerze słów kilka

Kiedy mieszkałam w Krakowie, do Okrąglaka chodziło się na wątpliwej jakości mrożone, acz tradycyjne, zapiekanki. W Warszawie ani razu nie pobiegłam dogodzić sobie czymś podobnym, a braku Okrąglaka praktycznie nie zarejestrowałam. Aż tu nagle wszyscy wokół zaczynają piać o jakimś okrąglaku, myślę sobie: Rotunda, czy co? A oni nawijają, że speluna, a teraz karmią, że dobrze karmią, że ho ho ho „place to be” jak nic. Jakoś tak puszczałam te krzyki mimo uszu. Przyznaję się bez bicia totalnie olałam ten news wakacji. Wolałam taplać się w rozpaczy jaka to ja biedna, nie mam co zjeść, że wszystko jest podłe i przewidywalne, a z tej gastronudy nagle odkryłam, że lubię kimchi. Tak, proszę państwa, takie rzeczy dzieją się ze znudzonymi kubkami smakowymi.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Nobotak

Kiedy kolejny raz wylewałam łzy na kanapie nad upadkiem jakości w Barn Burgerze usłyszałam „Pójdziesz Ty w końcu do tych śródmiejskich Pogromców Meatów?” i tu zapaliła się lampka w mojej głowie, że co to za dyrdymały, że jak to Pogromcy bez katorżniczej wyprawy rowerowej? Dopiero wtedy dotarło do mnie, że pod domem powstała mi perełka. Czym prędzej popędziliśmy pod Pałac Kultury. Okrąglak, jak się patrzy! Przyjemniejszy trochę, usiąść jest gdzie, widok na zieleń jest i ta lokalizacyjna petarda. Naturalnie uderzyłam od razu do lady, bo przecież odrobiłam w domu lekcje i wiedziałam, czego mi trzeba, a tu niespodzianka! Nie ma samoobsługi, siada się, czeka się, czyta się, zamawia się…Oh la la! Pełna kultura w tym centrum.

Zamówiliśmy Burgera i Pita Philly Cheese Steaka, dwa browary, żeby nam się atmosfera zbyt randkowa nie zrobiła. Karta jest krótka, a i tak zawahałam się nad domową kiełbaską. Szybki research wskazywał jednak, że nie podają jej z keczupem, a co ja poradzę, że nadal potrzebuję tego czerwonego sosu niczym wielbiciele daGrasso potrzebują polać sobie Wiejską sosem czosnkowym. Nie będę walczyła z siłą nawyku, choć w głębi serca liczę na to, że wyrośnie ze mnie kiedyś prozjadacz kiełbasek bez keczupowej omasty. Kiedyś.

Na jedzenie czekaliśmy wieki dwa, ale nie jestem obiektywna, bo wiadomo, że nóżki pod stołem chodziły mi z ekscytacji. A tu jeszcze czekała nas sesja zdjęciowa najwyższej rangi, zanim w ogóle pozwolę komukolwiek na gryz.

Przyszły, piękne, dostojne, strojne w piórka i brokat. Burger jak malowany! Bułka – brioszka niczym od Waleckiej – znana i lubiana. Sos ciekł mi po rękach, na talerzu powstało jezioro, a ja walczyłam z tym monstrualnym dziełem. Wiedziałam, że bułka będzie petardą, że mięso nie może się nie udać, ale że z konfitury z cebuli wykrzeszą coś więcej niż te nudne, słodkie mazidła podawane do koziego sera? Potem był ser, nie ten kolorowany na żółto z Biedronki, o nie, ten był cudny, pełen smaku, to był po prostu Mimolette z moich snów. Wymyślony w głowie archetyp sera dealują nim pod Pałacem – polecam!  A teraz będzie hit! Z całej kanapki, która nie udawajmy, musiała się udać w mojej pamięci zostaną pikle z ogórka. O słodka kimchi, jak ja bym chciała podmienić cię na te ogórki. Philly Cheese też był smaczny, też kąpał się w serze, pita jak to chleb, zawsze wchodzi. Jednak przyznaję bez bicia, że to moje klasyczne zamówienie rozbiło bank.

Podsumowując, czego się Pan Tomasz Tomaszek w kuchni nie dotknie to niczym Midas w złoto, tak on w totalny foodporn to zmienia! W jego gastrokonceptach można śmiało inwestować swoje ciężko zarobione złotówki, bo inwestycja to pewna! W okrąglaku na pewno znajdziecie w jesienną pluchę komfort food zamknięty w brioszce. Najlepszy burgerze w Śródmieściu witaj w domu!

Dwie osoby bardzo napełniły brzuchy za 70zł. Dwie osoby nie mogły zjeść deseru przez kolejnych pięć godzin. Prawie jak dieta!

Co sądzisz? Skomentuj!