Pańska Skórka ćwiczy bicka #1: McFit

Styczeń się skończył, a to znaczy, że mniej więcej trzy tygodnie temu zapomnieliście o noworocznych postanowieniach. Jednak my, dzielni redaktorzy PS chcemy Wam pomóc i w ten oto sposób rozpoczynamy nowy cykl. Od dziś przez kilka tygodni będziemy pisać o stołecznych pakierniach. Tych popularnych, tych hipsterskich (sic!) i tych w różnych dziwnych miejscach. Liczymy, że każdy znajdzie coś dla siebie. A jak nie, to zawsze możecie wejść w poniedziałek na nasz fanpejdż i poczytać posty [ak] o pogodzie w Warszawie :)

Na pierwszy rzut idzie nowość. Najpierw nękali mnie mailowo, że szukają sales managerów (sprzedawca karnetów – tak to chyba powinno się nazywać po polsku), potem ‚zasłynęli’ olbrzymimi wentylatorami na dachu kamienicy na rogu Świętokrzyskiej i Nowego Światu. Tak, tak! Zaczynamy od McFit (ponoć są jakoś powiązani z fastfoodem, który ma podobną nazwę do nich i jest na parterze tego budynku, ale w tym cyklu nie będziemy się bawić w redaktora śledczego. Żadnego śledztwa, ani taśm nie będzie).

Kojarzycie fotę, która hulała po internetach – amerykańska siłownia i ruchome schody? Trochę śmiesznie, trochę strasznie. Do McFita wjedziecie windą… Normalne schody też oczywiście są, ale WINDA?! No, nieważne. Jest ładnie i nowocześnie. Na dzień dobry spotykam rednacza hipsterskich magazynów, a na do widzenia – właściciela modnych knajp ze Śródmieścia.

Przechodzę przez bramkę, jak w metrze, z kartą magnetyczną w ręku (a na niej wybite już moje imiona i nazwisko – sprytny sposób swoją drogą na to żeby klient poczuł się… hmm… wyjątkowo – a to tylko próbna wizyta). Mijam automaty z suplami, strefę cardio, salę express, pomieszczenie do spinningu i po przejściu 100 metrów jestem w szatni. Pierwsze wrażenia: ładnie, nowocześnie, dużo przyrządów, ładne dziewczyny, dobre oświetlenie.
Panska_skorka_DSC_1208
Instruktorzy spoko. Objaśnili, co mieli objaśnić, ćwiczenia pokazali. Standard, specjalnego zaangażowania w stosunku do mojej osoby nie wykazali, ale byli rzetelni. To teraz czas na maszyny! Bieżni jest sporo, ale ok godz. 21-ej wszystkie już były zajęte, jakby nie można było biegać na dworze! Są też dość wąskie, ale to już moje przyzwyczajenie bo w poprzednim klubie były inne. Nie ma za to półeczki na książkę, smartfona, tablet, laptopa, xboxa etc. Tylko trzymadełko na picie! Wiele osób będzie zapewne niepocieszonych. Maszyny do treningu obwodowego nowe, fajnie działają, ale nie są zbyt wygodne, co w perspektywie wielkiego bicka nie ma przecież znaczenia! Sala z wolnymi ciężarami duża, ale oblegana. Sztang sporo! Jest też obowiązkowy i modny TRX oraz kontener (serio kontener!) z workami do boksowania i dwoma punchmasterami.  Niestety nie ma darmowej wody i są zaledwie trzy prysznice (bez żelu rzecz jasna)!
Panska_skorka_DSC_1208


Zdecydowanymi zaletami McFit jest lokalizacja,  godziny otwarcia (24/7) i cena (89 zł). W skrócie: klub przypomina trochę bar typu fast food – każdy znajdzie coś dla siebie, w przystępnej cenie.

PLUSY MINUSY
  • Lokalizacja
  • 24/7
  • Cena
  • Dużo miejsca
  • Nowe sprzęty
  • Gotowe plany treningowe
  • Automat z suplementami
  • McDonald’s na parterze
  • Sala boksu
  • Strefa express 15 min
  • Niezbyt wygodne maszyny
  • Brak miejsca na telefon na bieżni
  • Brak (darmowej) wody do picia
  • Brak sauny
  • TYLKO 3 prysznice
    (oczywiście brak też żelu)
  • McDonald’s na parterze
  • Karta magnetyczna jako kluczyk do szafki
*Autor tekstu od 5 lat trenuje ultimate, od 3 ćwiczy na siłowni, od 2 regularnie biega. Miał już wszystkie możliwe kontuzje.
Co sądzisz? Skomentuj!