McCepelia, czyli cyrograf modernisty

Kilka dni temu miłośników architektury, miejskich aktywistów oraz smakoszy fast-foodów zelektryzowała wieść o planowanej metamorfozie pawilonu Cepelii przy rondzie Dmowskiego. Lekką, socmodernistyczną konstrukcję, od lat oszpeconą, oblepioną i przekształconą w reklamowy wieszak, planuje się bowiem przebudować na bar najsłynniejszej światowej sieci fast-foodowej. Dyskusje są gorące – włączają się do nich aktywiści, politycy, zwykli mieszkańcy. Ale czy to faktycznie najgorszy pomysł świata?

Zacznijmy od tego, że większości „ikonicznych” pawilonów handlowych z okresu powojennego modernizmu w Warszawie już nie ma. A szkoda, bo była to często dobra, funkcjonalna i estetyczna architektura. Szczególnie w śródmiejskim wydaniu – bardziej reprezentacyjnym i dopracowanym niż wielofunkcyjne pawilony na blokowiskach. O estetyce tych ostatnich faktycznie często trudno mieć dobre zdanie. Budynek niegdyś (to istotne) należący do Cepelii, to jeden z pawilonowych ostańców w śródmieściu. Niestety – kto nie zna obiektu z czasów słusznie minionych, kojarzy go tylko z gargantuicznym wieszakiem na reklamy, oklejonym kolorową folią i dźwigającym billboard (a pod nim – licznik długu publicznego).

No i nagle gruchnął TEN news. Pawilon nie podzieli losu swojego rodzeństwa, nie zniknie by ustąpić miejsca pod kolejny wieżowiec (albo dom handlowy). Zostanie, znów będzie lekki, przeszklony, błyszczący i… będzie siedzibą „restauracji” sieci McDonald’s. Tu Kaliszewski powinien mieć oburz – dietetycznie, etycznie, estetycznie. A nie ma. Bo – c’mon – McDonald’sów w Warszawie jak mrówków (a i tak będzie więcej) oraz choć życzę tej sieci jak najgorzej, to mam nadzieję, że padnie (a przynajmniej wycofa się z Polski) już po odnowieniu pawilonu.

Architekci odpowiedzialni za projekt renowacji pawilonu deklarują wprost, że „postarają się, by wyglądał tak, jak w latach sześćdziesiątych” i planują przywrócić mu lekkość, przeszklenia i blask. Wprawdzie kwestia „konserwacji modernizmu” na poziomie dogmatycznym również nie jest jednoznaczna i nie brak architektów, którzy woleliby, aby obiekty funkcjonalnie starzały się wraz ze zużyciem materialnym, ja uważam jednak, że w przypadku – dosłownie – resztek dobrej handlowej architektury powojennego modernizmu lepiej jest pójść ścieżką renowacji i przywrócić klasę pierwotnego projektu na tyle, na ile będzie to możliwe ze zbyt dużym żółtym logo. A kto wie, być może (na co po cichu liczę) – ta faktyczna rewitalizacja (w odróżnieniu od licznych przykładów „warszawskiej szkoły konserwacji”) okaże się tak dobra, że będziemy z dumą pokazywać ją tak, jak Holendrzy fabryki Van Nelle i Sphinxa? Szczególnie, że obiekt ma lada moment trafić do rejestru zabytków, co zapewni wojewódzkiemu konserwatorowi większą kontrolę nad jego remontem.

Ja w każdym razie trzymam kciuki za rewitalizację pawilonu tak samo mocno jak za upadek wspomnianej sieci fastfoodów.

Ilustracja główna: projekt oryginalny Z. Stępińskiego 1964-1966
Ilustracja w tekście: materiały pracowni MAAS Projekt

Co sądzisz? Skomentuj!