Mazowieckie skarby jesieni

Niedawno zupełnym przypadkiem dowiedziałam się, że pod Warszawą, w miejscowości Mostówka, mamy wydmy lucynowsko-mostowieckie, wpisane do obszaru Natura 2000. Na tych wydmach zaś, wskutek pożaru we wczesnych latach 90., który strawił sporą część tutejszego lasu, wyrosło prawdopodobnie największe wrzosowisko w Polsce, po ponad dwóch dekadach w dalszym ciągu wprawiające w zachwyt okolicznych mieszkańców, jak i przyjeżdżających tu turystów.

Aż dziw, że o tym miejscu słyszy się tak mało. W Internecie znajdziemy garść informacji dotyczących dojazdu, a poza tym właściwie cisza – dość powiedzieć, że wrzosowisko cudownie nie zostało skażone jakimkolwiek przemysłem turystycznym. Ot, stanowi atrakcję przy okazji okolicznego grzybobrania, ewentualnie cieszy oczy tych przyjeżdżających specjalnie, by spędzić parę godzin na łonie natury. Pani ekspedientka ze sklepu tuż obok stacji kolejowej chętnie wskaże drogę, a ludzie spacerujący w tym samym kierunku pozdrawiają się i wymieniają wrażeniami na temat – a jakże! – wrzosów. Żadnych śmieci, biletów, budek z goframi, ogrodzeń, zakazów. Tylko kilometry fioletowego dywanu i cisza, przełamywana rzadkim przejazdem pociągu.

Oczywiście mam do siebie ogromny żal, że trafiłam do Mostówki dopiero pod sam koniec wyjątkowo krótkiego sezonu na wrzosy, kiedy efekt nie jest już tak spektakularny. Biorąc pod uwagę ostatnie poprawienie pogody, i tak polecam skorzystać z październikowych promieni słońca w tych pięknych okoliczności przyrody, by nacieszyć oczy nasyconymi barwami przed nadchodzącą szaroburą katastrofą, która znając życie potrwa mniej więcej do kwietnia. Bierzcie rodziny, przyjaciół, herbatę w termosie, domowe ciasto, odpalcie w słuchawkach Kate Bush i pędźcie na wrzosowisko, póki gdzieniegdzie jeszcze się fioleci, a pogoda sprzyja wędrówkom na powietrzu. Koniecznie też wpiszcie do kalendarzy, by w przyszłym roku wybrać się na wydmy już na przełomie sierpnia i września, kiedy to wrzosy wyglądają najpiękniej w swoich nasyconych barwach.

Dojedziemy tu nie tylko samochodem, można także zbiorkomem – najlepiej z Dworca Wileńskiego, z przesiadką w Tłuszczu do Mostówki. Szybciej i taniej niż na wyspy, a wrażenia zdecydowanie warte takiego poświęcenia. Z docelowej stacji kolejowej to już tylko kilka minut piechotą, polną drogą wzdłuż torów. Z pewnością nie przegapicie rozpościerającego się po prawej stronie widoku.

No i kto powiedział, że okolice Warszawy to tylko nieumiejętnie zagospodarowane tereny pod nieprzemyślane blokowiska? Nasza lokalna turystyka trzyma klasę nie tylko jeśli chodzi o rozrywki typowo miejskie, bo żeby zobaczyć dzikie wrzosowisko nie trzeba już wybierać się do Szkocji, wystarczy zrobić sobie wycieczkę za stolicę.

Co sądzisz? Skomentuj!