Mam na to papier?

Kiedy usłyszałem o akcji „Mam na to papier”, zainicjowanej przez Miasto Jest Nasze, bardzo się ucieszyłem. Wszak foliówki to zło, pacyficzna plama śmieci to tegoż zła emanacja, a zastąpienie toreb z tworzywa innymi wydaje się prostym sposobem na rozwiązanie jednego z największych problemów ludzkości. Ba, sam od dawna, kiedy tylko mogę, używam toreb wielorazowych lub proszę o papierowe. Jednak rozmowa z ekspertem COBRO – Instytutu Badawczego Opakowań, otworzyła mi oczy na kilka spraw, o których początkowo w ogóle nie myślałem. Choćby na fakt, że w badaniu LCA (life cycle assessment), oceniającym całokształt wpływu danego opakowania na środowisko naturalne,  papier wcale nie wypada idealnie – również jeśli chodzi o ślad węglowy, ale przede wszystkim o kolosalne zużycie wody. Postanowiłem więc skonfrontować tę wiedzę z inicjatorami projektu „Mam na to papier”.

O pomyśle na akcję, argumentacji zwolenników i przeciwników oraz o stosunku organizatorów kampanii do wspomnianych badań naukowych rozmawiałem ze Stefanem Gardawskim z MJN:

Gratuluję pomysłu na walkę z jednorazowymi opakowaniami foliowymi! Jak rozwijała się ta koncepcja, czy trudno było namówić kupców do dołączenia do akcji?

Dziękujemy. Koncepcja akcji #MamNaToPapier narodziła się w śródmiejskim kole Miasto Jest Nasze. Większość z nas regularnie robi zakupy na bazarze pod Halą Mirowską i wszyscy mamy tą samą refleksję – ilość rozdawanych tutaj torebek plastikowych jest ogromna. Obecnie na większości stoisk sprzedawcy automatycznie pakują w foliówki praktycznie wszystko, nawet pojedyncze owoce czy warzywa. W rezultacie, jeżeli wyraźnie nie damy do zrozumienia że plastiku nie chcemy, po zakupach do domu wracamy z kilkoma albo nawet kilkunastoma torebkami.

Doszliśmy do wniosku, że potrzebna jest akcja społeczna skierowana zarówno do konsumentów, jak i sprzedawców. Tych pierwszych przekonujemy do przynoszenia na zakupy własnych toreb materiałowych i opakowań wielorazowych. Właścicieli stoisk z kolei zachęcamy do wprowadzania alternatywnych opakowań papierowych, aby klient miał wybór w sytuacji gdy nie ma ze sobą własnej torby. Chodzi zarówno o torby na zakupy z uchwytami jak i małe fałdowane torebki na sypkie produkty, które wiele osób pamięta jako powszechne opakowanie stosowane na bazarach jeszcze na początku lat ‘90. Tych sprzedawców, którzy torby papierowe już oferują, promujemy w internecie i mediach społecznościowych. Powstała też specjalna mapka targowiska pod Halą z oznaczonymi stoiskami „papierowymi”.

Większość sprzedawców pod Halą reagowała pozytywnie na naszą kampanię, jeśli nie z aprobatą – to z życzliwym zainteresowaniem.

Jakie były najczęstsze argumenty przeciw? Jak sobie z nimi radziliście?

Było kilku właścicieli straganów, którzy stanowczo twierdzili, że papier się nie przyjmie, bo klienci chcą tylko darmowych foliówek – ale to pojedyncze przypadki. Nasze postulaty są dobrze przyjmowane. Nie proponujemy radykalnych rozwiązań: chcemy jedynie aby torebki plastikowe były używane racjonalnie, to znaczy tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jest to naprawdę niezbędne… czyli tak naprawdę bardzo rzadko, a nie nagminnie.

Co ciekawe, w rozmowach ze sprzedawcami często spotykaliśmy się z argumentem, że problemem jest brak dostawców toreb papierowych. Dlatego myślimy o nakłonieniu dystrybutorów papieru do większej aktywności na bazarach. Teraz jest na to dobry moment, rośnie świadomość konsumentów, do czego – mamy nadzieję – przyczyni się też nasza kampania społeczna.

Czy można już oceniać akcję? Jakie jest zainteresowanie? Czy można mówić o sukcesie?

To dopiero pierwsza faza naszej akcji. Na pewno odczuwalne jest ogromne zainteresowanie ze strony warszawiaków. Fanpejdż #MamNaToPapier uzyskał w ciągu jednej doby ponad 700 polubień. Dostajemy też mnóstwo sygnałów, że taka akcja jest bardzo potrzebna. Zgłaszają się do nas osoby, które chcą nam pomóc i wdrożyć #MamNaToPapier w innych dzielnicach. Cieszy też nas duże zainteresowanie mediów. Mamy wrażenie, że wiele osób zdaje sobie sprawę ze skali problemu wynikającego z zalewu torebek plastikowych i odczuwa irytację, że brakuje odpowiednich działań, w tym kampanii społecznych, aby mu przeciwdziałać. W związku z tym jeszcze wiele pracy przed nami i wiele targowisk do odwiedzenia.

Zastępowanie folii papierem jest medialnie chwytliwe, ale czy to na pewno dobry pomysł? Według badań LCA (Life Cycle Assessment) oceniających wpływ produkcji i wykorzystania opakowań na środowisko, paradoksalnie foliówki nie są bardziej szkodliwe dla środowiska naturalnego: produkcja papieru jest m.in. dużo bardziej energochłonna (co w Polsce z energetyką oparta na węglu ma kolosalne znaczenie), wykorzystuje się do niej czterokrotnie więcej wody niż do produkcji tworzyw.

Celem naszej akcji jest przede wszystkim zmiana nawyków konsumentów. Chcemy promować używanie toreb wielokrotnego użytku (np. bawełnianych), jak również namawiać do wielokrotnego użycia tzw. “toreb jednorazowych”, jeśli konsumenci zdecydują się na ich wykorzystanie. Zdecydowaliśmy się na promowanie toreb papierowych – jako zamiennik torby foliowej – ze względu na ich biodegradowalność oraz wady funkcjonującego systemu segregacji i recyklingu odpadów.

Obecnie królową polskich targowisk jest najcieńsza torba foliowa z polietylenu o grubości poniżej 15 mikrometrów tzw. “zrywka”, która najczęściej ze względu na niską wytrzymałość wykorzystywana jest tylko raz. Nie obejmuje jej wprowadzona w 2018 r. opłata recyklingowa, którą sprzedawcy są zobowiązani pobierać za foliówki od 15 do 50 mikrometrów. Najcieńsze torebki mogą być rozdawane bez opłaty wyłącznie w sytuacji, gdy są podstawowym opakowaniem żywności sprzedawanej luzem, na przykład mięsa. W rzeczywistości panuje jednak powszechne rozdawnictwo i pakowanie pojedynczych sztuk owoców i warzyw w cienkie torebki foliowe nienadające się do ponownego użytku. Planowana jest nowelizacja ustawy, jednak uwzględni ona tylko grubsze foliówki.

Badania LCA wskazują na większą zasobochłonność podczas produkcji i użycia toreb papierowych skupiając się na śladzie węglowym. Warto podkreślić, że wystarczy użyć torebki papierowej trzykrotnie żeby zrównać jej ślad węglowy z torebką foliową. Badania LCA pomijają jednak kontekst związany ze skutecznością obecnie działającego systemu segregacji i recyklingu odpadów oraz zagrożeń, jakie wynikają z obecności plastiku w środowisku. Torba papierowa jest znacznie bardziej podatna na rozkład. Degradacja plastiku może trwać setki lat, a jego rozpad powoduje uwolnienie materiałów toksycznych. Dotyczy to nawet uważanych powszechnie za przyjazne środowisku toreb oksy-degradowalnych [1]. W badaniach naturalnie brakuje także odniesienia do polskich realiów, gdzie torba papierowa – szczególnie w porównaniu z powszechnie stosowanymi darmowymi zrywkami – ma większe szanse na ponowne wykorzystanie podczas zakupów lub w domu, na przykład do przechowywania pieczywa. Według szacunków z 2017 r. statystyczny Polak zużywał rocznie 250-490 foliówek, co jest jednym z najwyższych wyników w Europie.

Trwałość plastiku, która przyczyniła się do jego wielkiej popularności sprawia, że trudno się go pozbyć. Zgodnie z danymi UN, około 79% tego materiału wyprodukowanego w ciągu ostatnich 70 lat zostało wyrzucone na śmietnik lub trafiło do środowiska. Tylko 9% zostało poddane recyklingowi [2]. W Europie statystyki są nieco bardziej korzystne – recyklingowi poddaje się około 31% odpadów. W Polsce niestety ten wskaźnik wynosi poniżej 30%.

Największą wadą torebek foliowych jest fakt, że rozkładają się nawet kilkaset lat. Corocznie na światowy rynek wprowadza się od 500 miliardów do biliona sztuk „foliówek”. Na polskie wysypiska trafia ich co roku aż 55 000 ton! Pozostałe trafiają do lasów, mórz i oceanów, zagrażając życiu dzikich zwierząt. Co roku ponad milion morskich ptaków i sto tysięcy morskich ssaków ginie przez plastikowe śmieci. Najbardziej spektakularnym skupiskiem morskich odpadów jest Wielka Pacyficzna Plama Śmieci, której rozmiary są nawet trzykrotnie większe niż Francja. Szacuje się, że ilość pływających tam odpadów może wynosić nawet trzy miliony ton.

Pamiętajmy, że LCA to nie tylko ślad węglowy, a też m.in. wspomniane zużycie wody. Natomiast, choć jest potencjalnie znakomitym opakowaniem, jeśli chodzi o recykling (choć pamiętajmy, że krotność jego użycia sięga przeciętnie 1,4), to problem pojawia się, kiedy jest zanieczyszczony tłuszczem, o co przy codziennych zakupach nietrudno. Taki papier jest już de facto „nierecyklowalny”, a kiedy jako „odpad zmieszany” trafi na wysypisko, będzie się wprawdzie biodegradować szybko, ale emitując metan, wyjątkowo „skuteczny” gaz cieplarniany…

Faktycznie taka sytuacja wyklucza dalsze użycie papieru, dotyczy to jednak ograniczonej liczby produktów, W większości przypadków dla papieru można znaleźć zastosowanie wielokrotnie. Pamiętajmy też, że papier jest dużo lepszym materiałem do przechowywania żywności niż plastik bo oddycha. Żywność w papierze dłużej zachowuje świeżość, nie zaparza się i nie pleśnieje tak szybko.

Czy nie lepiej zamiast w „mam na to papier” byłoby pójść w kierunku „mam to wiele razy” i promować świadome użycie opakowań wielorazowych? Może to pomysł na kolejny etap Waszej akcji?

Jak już wspominałem jednocześnie promujemy torebki papierowe i torby płóciennie oraz wielorazowe opakowania, takie jak własne pudełka czy słoiki. Naszym celem jest przede wszystkim przełamanie wszechobecnej dominacji plastiku, dlatego szukaliśmy mocnego akcentu, który byłby zauważalny w przestrzeni publicznej. Postawiliśmy więc na papier, który jest w powszechnej świadomości niejako przeciwieństwem plastiku. Okazało się to strzałem w dziesiątkę – hasło #MamNaToPapier zostało świetnie przyjęte, ludzie od razu je zapamiętują i podchwytują.

Chciałem podziękować Pańskiej Skórce za zainteresowanie akcją #MamNaToPapier. To że wywołuje ona rezonans społeczny i dyskusje jest dla nas ważne, bo w rezultacie przyczynia się do zwiększania świadomości ekologicznej, a przecież o to właśnie chodzi. Nasza kampania ma charakter otwarty, chętnie rozważymy nowe pomysły na kolejne jej etapy, zapraszamy też do przyłączenia się.

Co sądzisz? Skomentuj!