Majaki

Wola rządzi się własnymi prawami. Do nocnego markeciku weszło małżeństwo z pobliskiego bloku. Poszukiwali piwa. Nagle ktoś zaczął energicznie pukać przez szybę. Dostrzegła ich para znajomych.

– Pukamy przez okienko, a wy nas nie widzicie. – powiedziała znajoma żona.

– Niczym ułani. – odpowiedział znajomy mąż i wyciągnął rękę na przywitanie.

– Czemu dajesz mi łapę? – zapytała ze zdziwieniem jego koleżanka. – Daj mi buziola.

– On z łapami, bo od razu chciałby pomacać. – dodał jej partner.

Przywitali się, pośmiali i poszli dalej.

Nie był to koniec spotkań na ulicy Ludwiki. Na jezdni nieoczekiwanie pojawił się młody Hiszpan. Zapytał czy moglibyśmy polecić mu jakieś „czilowe” miejsce w okolicy. Zacząłem zastanawiać się jak odpowiedzieć cudzoziemcowi. Generalnie okolice Płockiej są bardzo „czilowe”. Ulica jest zamknięta ze względu na budowę metra, więc zmieniła się w przyjemny deptak. W ciepły wieczór można spacerować i upajać się urokami różnorodnej miejskiej tkanki. Przyjaźnie nastawiony do otoczenia Hiszpan nie do końca jednak kontaktował. Był już nieźle wyczilowany. Z przytłumienia wydobyły go dopiero dwa słowa: „police” i „car”. Podziękował za radę i leniwym krokiem poszedł w kierunku bloków i krzaków.

Krzaki urosły w tym roku wyjątkowo bujne. Przed upałami dużo padało, a służby miejskie późno zabrały się za pielęgnację zieleni. Drobne ptactwo mogło się więc swobodnie gnieździć. Pewnego ranka wróble ćwierkały tak głośno jakby dostały ćwiergolca. Latały jak opętane wśród gałęzi krzewo-drzewa rosnącego w rogu parkingu. Rok temu jeszcze go tam nie było. Dziś metalowa siatka niknie w gęstwinie badyli i liści. Roślina ma duży okrągły kwiatostan. Przypomina trochę barszcz, ale na szczęście nikogo jeszcze nie poparzyła. Najważniejsze jednak, że daje dużo cienia. Gdybym był małym ptakiem też ćwierkałbym z tego powodu z radości.

W taki gorąc każdy sposób na ochłodę jest na wagę złota. Najlepiej wybrać się nad wodę. Zwłaszcza przy bezchmurnym niebie i 36 stopniach. Przez trzy najgorętsze dni kolejka na basen na Moczydle w ogóle nie malała. Rodziny stały w prawie trzystumetrowym ogonku. Rozumiem ekscytację nowym kompleksem, ale pewnej granicy jednak nie warto przekraczać. Wielu osobom z kolejki zwyczajnie nie starczyło cierpliwości. Wybrały szybsze rozwiązanie – kąpiel w fontannie, a ta w parku im. Szymańskiego jest niczego sobie. Wieczorny pokaz odbywa się dźwiękach muzyki filmowej i migających kolorowych światłach. To zaś najlepsza zachęta dla dzieci, które moczą się wodzie tuż pod zakazem kąpieli. Rodzice piszą zaś w tym czasie na internetowym forum. Pytają czy na Woli oprócz tej fontanny są jeszcze jakieś inne, w których dzieciaki mogłyby się wykąpać.

Podczas procesji w Boże Ciało dowiedziałem się, że Cesarstwo Rzymskie upadło przed rozpustę. Mam nadzieję, że upał nie odebrał warszawiakom resztek rozsądku i nie zaczną się oni masowo kąpać w fontannach. Inaczej na mur beton podzielimy los Rzymian.

Co sądzisz? Skomentuj!