Lumpeksowa Odyseja

W poprzednim odcinku lumpeksowych dywagacji, zastanawiałam się nad fenomenem second-handów w Polsce. Choć sklepom z używaną odzieżą wyrasta konkurencja w postaci oddolnych inicjatyw, tzw. swapów [po polsku “wymienniki”], ich popularność nie przemija. Lumpy obdarzamy ckliwą miłością, tym intensywniejszą, im trudniej o godną pracę (zmora pokolenia) i pełny portfel.

Ogólne opinie na temat lumpeksów, wśród osób z którymi rozmawiałam, są pozytywne. Gdy rozmowa schodziła na temat warszawskich second-handów, opinie stawały się bardziej zróżnicowane. Większość osób odsyłała mnie za bliższe lub dalsze opłotki Warszawy [Pułtusk, Grójec, Ełk, Wałbrzych, Giżycko & Mikołajki, Otwock, Pruszków, Piaseczno czy też Płońsk]. Parę osób podzieliło się adresami znanych lumpeksów, jednak nie zawsze były to miejsca szczególnie przez nie polecane. Ich opinie trudno określić jako entuzjastyczne. Najczęstszym powodem rozczarowań była drożyzna panująca w secondhandach lub łowy, z których wraca się do domu bez upolowanej zwierzyny.

Pojawiły się też jednak głosy udowadniające, że z tymi sklepami nie jest tak źle, że kupuje się tam nie tylko z braku laku (czytaj: pieniędzy) i w obliczu narastającej frustracji.

Nie pozostało mi nic innego niż samej ruszyć w trasę i zobaczyć, jak rysuje się sytuacja. Taka sytuacja.

lumpcio


Praga

Praskie zagłębie ciucheksów mieści się w okolicach Dworca Wileńskiego, głównym traktem lumpeksowym czyniąc ulicę Targową. Drugie serce bije na Grochowie – szczegółowo opisała je swego czasu Wintydż we wpisie Mój ciuchowy Grochów.

Zaledwie parę kroków od dworca można natknąć się na pierwszy sklep z “odzieżą używaną”. Później droga jest już prosta, często jeden secondhand sąsiaduję z drugim, ścianę w ścianę więc, parafrazując piosenkę Kultu “Gdy nie ma dzieci”, “trasa bardzo dobrze znana, od lumpeksu do lumpeksu” i między jednym a drugim przybytkiem przecenionej konsumpcji płynie się gładko.

Ceny prezentują dużą rozpiętość. W przeciwieństwie do sklepów po drugiej stronie Wisły, w większości praskich lumpeksów panuje zasada “na wagę” – w zależności od dnia i lokalu, ceny wahają się od 30 do 70 złotych za kilogram. Przykładowo, szara bluza, która stała się mym obiektem pożądania od pierwszego wejrzenia, mogła stać się mym obiektem posiadania w piątek za 39złotych, a w sobotę już za 25złotych (tak też się stało).


Ursynów

Ursynów – sypialnia stolicy. Bogaci oddają swoje ubrania [często nieużywane] do lumpeksów, pozostali je przebierają i kupują. Sklepów jest dużo, min. wielkopowierzchniowy lumpeks przy kościele obok metra Stokłosy.

Bliżej stacji Ursynów natknąć się można na parę “randomowych” budek. Towar jak wszędzie. Od obciachowego, kremowego futra do oczojebnej koszuli hawajskiej (kupionej bratu). Oczywiście, obok wyżej wymienionej wyróżniającej się egzemplifikacji, znajdziemy masę szarzyzny i “nużyzny” ciuchowej. Jest to jednak wpisane w życie fanów lumpeksów. Każdy wie, że aby upolować jedno cacko, czasem długo trzeba zastawiać sidła.


Śródmieście

Idąc Marszałkowską z Placu Konstytucji w stronę Centrum natkniemy się na parę secondhandów. Ze względu na lokalizację, niezależnie od pory dnia, panuje w nich duży ruch. O secondhandowym trakcie marszałkowskim (co prawda, skromniejszym od tego praskiego) można powiedzieć: “dla każdego, coś miłego”.

Jest tu wszechobecna, nieco nudnawa, Humana (którą można znaleźć też m.in. na Solcu oraz przy Al. Jana Pawła II między kinem Femina a Halą Mirowską).

ekspo

Humana – “ekspozycja nie na sprzedaż”, a przecież to, co na wystawie, potrafi zanęcić do wejścia, a to co nie na sprzedaż, najbardziej chce się kupić…

Prócz molocha-Humany, lumpeksy Marszałkowskiej [i okolic; na ulicy Hożej, Wilczej itd] to ciasne dziuple, w których tak napakowano towaru, że ledwo starczyło miejsca na przebieralnie; a ktoś i tak co i rusz strąci jakieś ubranie idąc do niej. Pomimo niezbyt sprzyjających warunków do szperania (czasem trzeba nie lada krzepy by wyciągnąć upatrzony fatałaszek, tak mocno wsunięty jest, niczym sprasowany naleśnik, między pozostałe ciuchy) i przymierzania rzeczy, można natknąć się na rzeczy, które raz wyciągnięte spośród innych i kupione, będą długo służyć.

Poza “Humaną”, w której kupimy rzeczy na wagę (wedle ceny obowiązującej danego dnia), w innych lumpeksach towar jest wyceniony [przeciętnie 20-30złotych za koszulkę, 50złotych za sukienkę). W niektórych odzież używana miesza się z ciuchami nieznanych projektantów – odpowiednie wyeksponowana; zaprezentowana na najmniej zużytych manekinach kosztuje również odpowiednio wyżej.

zglaszac

Mokotów

Skręcając z placu Unii Lubelskiej w Bagatelę, ulicę prowadzącą do Łazienek, natrafiamy na schludny second-hand prowadzony przez Fundację Sue Ryder. Misją Fundacji jest niesienie ulgi potrzebującym.

Choć w sklepie nie kupimy łacha za złotówkę, to mój faworyt. Sklep oferuje ładne rzeczy w naprawdę dobrym stanie (fani prawdziwych, zdartych i startych szmat muszą wybrać się gdzie indziej). Ceny większości ubrań są adekwatne do ich jakości; bluzki kosztują od 20złotych w górę, marynarki, spodnie, sukienki jeszcze więcej. Ale w ramach pocieszenia, są też wieszaki z koszulkami za 5złotych (i też nie są to byle jakie ścierki).

Ważna jest  dla mnie także idea, która za sklepem stoi. Pieniądze ze sprzedaży idą na cele Fundacji. Jej działalność można wspomóc jeszcze na jeden sposób: przynosząc do sklepu ubrania na oddanie (tu personal uprasza o przynoszenie “przebranego”, dobrego jakościowo towaru, a nie wszystkiego jak leci).

Z lumpeksowych miejscówek wartych wymienienia, nie należy zapominać o przybytku Oui Yes Tak mieszczącym się na rogu Olesińskiej i Puławskiej. Oui Yes Tak to trochę second hand, trochę butik vintage.

lumps

—–

Szkicowe zarysowanie aktualnej sytuacji lumpeksów w Warszawie wskazuje na tendencje obecne w całej Warszawie. Nie byłoby sensu opisywać każdego sklepu z osobna, aż do wyczerpania zbioru lumpeksów w Warszawie. Choćby dlatego, że stolica nie doczekałaby się lumpeksu rozpoznawalnego, znanego przez wszystkich; miejsca, które przyćmiłoby wszystkie inne. Zamiast tego mamy do czynienia z wielością lokali, w których bardzo łatwo, czasem zbyt łatwo, zostawić zawartość portfela.

Co sądzisz? Skomentuj!