Ładne rzeczy

Ostatnio miałem zbyt mało czasu na Pańską Skórkę – dużo pracy i zajęć „pozalekcyjnych”, zimowe przemęczenie, w końcu nieprzyjemne przeziębienie. Zawsze znajdowałem jednak chwilę na odrobinę trollowania w internetowych dyskusjach, czy przynajmniej na poczytanie jak inni biorą się za łby. I cóż, skończyły się wyborcze mamidła (choć nie skończyła wyborcza retoryka), rzeczywistość podnosi głowę i skrzeczy, a Warszawa jest w tej chwili dość okropna. Głównie we wnętrzach swoich mieszkańców.

Rok zaczął się nawet fajnie – prezydent podpisał deklarację na rzecz społeczności lesbijek, gejów, biseksualistów i osób transseksualnych. Czym zaskoczył chyba nieco nawet samo środowisko LGBTQ+, bo większość osób raczej nie wierzyła, że HGW-bis zdecyduje się na taki krok. Rafał Trzaskowski jednak wykazał się progresywną odwagą (wyróżniającą go na tle jego konserwatywnej formacji politycznej) i zadeklarował. Czy pójdą za tym inne kroki (poza obiecanym już udziałem w Paradzie Równości) – zobaczymy, mam nadzieję że tak. Ale przy okazji prezydent otworzył puszkę PiSdory – kontrargumentacja wobec przejawu absolutnej normalności i ludzkich uczuć, która nadeszła z prawej strony sceny politycznej od Małopolski po Opole, szoruje po dnie. Od spodu. Nie będę cytował, jak chcecie to sobie poszukacie.

Od Małopolski po Opole, a jednak sytuacja jest symptomatyczna także dla Warszawy – w czasie moich eksploracji facebookowych i portalowych dyskusji natykałem się na różne typy spod ciemnej gwiazdy, takie, że red. Kaczyński każdemu i każdej z owych typów i typiar mógłby poświęcić jeden ze swoich wiechowatych felietonów.

I tak, na ten przykład, w Warszawie, jak się okazuje, nadal kochamy samochody miłością tyleż wielką, co niezrozumiałą. O ile dyskusje o zwężaniu miejskich autostrad z pewnością długo jeszcze będą budzić emocje, to serio nie spodziewałem się, że luźno rzucona uwaga o tym, że wąskie śródmiejskie uliczki ładniej prezentowałyby się bez zaparkowanych jedno na drugim aut, spowoduje lawinę gęstej żółci z (nieodłącznymi w takich sytuacjach) hasłami o złotej wolności, aktywistach pijących napoje sojowe z kawą, mieszkańcach dzielnic ościennych, złotej wolności, o tym, że wszyscy kierowcy to niepełnosprawni z dziećmi, niezdolni do korzystania ze zbiorkomu (w naszym mieście – najgorszego na świecie), a także o złotej wolności. Nic więc dziwnego, że w tak liberalnym, ba – libertariańskim – mieście szerzą się inne wolnościowe ruchy, np. te broniące tzw. „dżemowozów”, czyli oklejonych zdjęciami patologii ciąży bagażówek, z zapałem godnym lepszej sprawy parkowanych pod szpitalami położniczymi oraz na placu Dąbrowskiego (tam też jest jakiś szpital?). A stąd już krok do osobliwego zjawiska altmedowców i ziębitów, również coraz liczniejszych w dyskusjach na osiedlowych grupach – zróbcie eksperyment i zapytajcie na jednej z nich o lekarza specjalistę. Jeśli trafi Wam się (wyłącznie) porada, aby w kwestiach medycznych zaufać Jezusowi, to znaczy, że mieliście szczęście. W Warszawie, w 2019 roku. Czasem jednak w dzielnicach dzieje się coś dobrego. Na pewno się o tym dowiecie, bo sztaby socialmediowych nindżów obsługujących radnych od razu przygotują zgrabne memes ze zdjęciami swoich mocodawców, a każdy sukces ojców i matek ma wiele. Halko, następne wybory samorządowe za pięć lat!

Na domiar złego, z socialmediowego niebytu i facebookowej banicji powrócił pewien „portal”. Jednak czytając publikowane przezeń treści (od antysemityzmu soft, przez walkę z „socjalizmem” w ratuszu, po antyaktywizm hard) trzymam kciuki, aby siepacze Zuckerberga szybko znów zrobili z nim porządek.

A co u deweloperów? Ot, na ten przykład, w ramach jednego z rządowych programów z „+” w nazwie chcą oni budować nowe osiedle. Na Żeraniu. Konkretnie na dawnym popielisku elektrociepłowni. Partnerstwo publiczno-publiczne PGNiG Termika i rządu RP zakłada budowę osiedla o powierzchni zbliżonej do Miasteczka Wilanów. Mieszkańcy (obecni i przyszli) sąsiednich osiedli woleliby zieleń. Ale kto by pytał mieszkańców?

Nawet z ruchami miejskimi coś ostatnio nie halo. Kiedy MJN zaproponował niedawno wybudowanie stacji PKP Bracka przy okazji remontu linii średnicowej (stary pomysł HGW), można było się pobłażliwie uśmiechnąć. Kiedy pojawił się pomysł przesunięcia PKP Powiśle w stronę Wisły i zrobienia na dotychczasowej stacji „Nocnego Marketu bis” (przy zachowanym ruchu pociągów) zapaliła mi się jakaś lampka. Ostatnie dni przyniosły kolejne rewelacje – MJN proponuje bowiem przesunięcie także stacji Stadion w kierunku Targowej. O tym przesuwaniu jeszcze będę pisał, bo bez dwóch zdań zasługuje ono na osobny blogofelieton.

A. I jeszcze Zarząd Zieleni chce wyrugować Prochownię z Parku Żeromskiego, a sam park zamykać na noc.

I do dzików strzelają w miejskich lasach.

No i właśnie dlatego nie będziemy mieć w Warszawie ładnych rzeczy.

Co sądzisz? Skomentuj!