Kto straszy w Warszawie?

Niektóre duchy Warszawy i okolic są dobrze znane – np. biała dama z Morskiego Oka, widma Muranowa, czy dusze pacjentów szpitala psychiatrycznego w Otwocku. Ale na tajemnicze widziadła można się natknąć także na spokojnym Żoliborzu albo Śródmieściu.

Urokliwy plac Henkla został zbudowany w latach 20. minionego wieku. Jego projektant, Romuald Gutt, zastosował tu charakterystyczny motyw „dworkowy” (do dziś podobne założenia możemy oglądać np. przy nieodległej ulicy Wieniawskiego): budynki miały białe elewacje, strome dachy i były połączone niskimi murkami. Wszystkie kamieniczki były wówczas dwupiętrowe. W czasie powstania warszawskiego ta część Żoliborza została znacznie zniszczona. Planem odbudowy placu zajął się architekt Jacek Jan Nowicki – uczeń Gutta, mający wówczas zaledwie 30 lat. Nie mógł co prawda przywrócić miejscu pierwotnego kształtu ze względu na obowiązujące po wojnie normy lokalowe, jednak udało mu się zachować klimat stworzony przez Gutta.

Pl. Henkla, fot. Tomek Kaczor

Z pięknym placem wiąże się jednak mroczna historia. Stare mury szepczą, że w latach 90. XX wieku, podczas remontu jednego ze stojących tu budynków, znaleziono złotą figurkę, starannie ukrytą w ścianie. Dostrzegło ją równocześnie dwóch robotników pracujących na budowie. Panowie pokłócili się, doszło do rękoczynów, ostatecznie jeden z uczestników bójki, inżynier Grabowski, zginął uderzony posągiem w głowę. Podobno w spokojne noce można tu spotkać jego ducha spacerującego po okolicznych uliczkach i szukającego złotego skarbu.

Za nawiedzoną uchodzi również inna warszawska nieruchomość – jedyny w swoim rodzaju bohater starych pocztówek: Pałac Staszica przy ul. Nowy Świat 76. Miejska wieść niesie, że od czasu do czasu powraca tu „Smutny Ksiądz”, strasząc osoby przebywające wewnątrz. Na przestrzeni wieków pod tym adresem znajdowały trzy budynki. Dzieje każdego z nich mają wspólny mianownik – skomplikowane relacje polsko-rosyjskie. Pierwotnie istniała tam kaplica ufundowana przez króla Zygmunta III Wazę, która pełniła funkcję mauzoleum zmarłego w polskim więzieniu cara Rosji Wasyla Szujskiego. Po wydaniu zwłok rosyjskim władzom przybytek został jednak zamknięty. Wtedy pojawili się mnisi z zakonu dominikanów i wokół opuszczonej kaplicy postawili kościół. Przetrwał on do 1818 roku, kiedy to doszło w nim do tragicznego wydarzenia.

Zygmunt Vogel „Widok kościoła OO. Dominikanów Obserwantów w czasie rozbiórki”

Bohaterem dramatu był ksiądz Józef Danikowski, administrator świątyni, który nie mogąc znieść wyrzutów sumienia po tym, jak zdefraudował i przepuścił pieniądze przeznaczone na jej remont, w przypływie rozpaczy popełnił samobójstwo na głównym ołtarzu. Namiestnik cara, Wielki Książę Konstanty podjął wówczas decyzję o rozebraniu kościoła – nikt wówczas nie protestował, bo święte niegdyś miejsce zostało przecież sprofanowane. Obecny budynek został ufundowany przez Stanisława Staszica i aż do stłumienia powstania listopadowego znajdowała się tu siedziba Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Po rozwiązaniu instytucji dom został przejęty przez Rosjan, a jego elewacja została przebudowana w stylu neobizantyjskim. W 1926 architekt Marian Lalewicz przywrócił pałacowi dawny, klasycystyczny wygląd, a „Smutny Ksiądz” do dziś krąży po korytarzach gmachu.

Pałac Staszica, fot. Tomek Kaczor

Opowiadając o przerażających miejscach w Warszawie nie sposób nie wspomnieć o najstarszym nawiedzonym domu w stolicy, czyli kamienicy stojącej na rogu Świętojańskiej. Historia budynku sięga średniowiecza. W roku 1425 księżna Anna ufundowała kolegium zakonne i w tym właśnie domu umieściła księży mansjonarzy. Było to zgromadzenie, do którego obowiązków należało codzienne odprawianie nabożeństwa i śpiew officium ku czci Najświętszej Maryi Panny. Budowla często nazywana jest właśnie kamienicą książąt mazowieckich z powodu innego możnego z tej dynastii – Stanisława. Cieszył się on w Warszawie i okolicach sławą hulaki prowadzącego życie pełne uciech. Kiedy zmarł w 1524 roku, o jego otrucie podejrzewano wiele osób, w tym samą królową Bonę. Ostatecznie cień podejrzenia padł na Bogu ducha winne kucharki. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że księcia zgubił chorobliwy pociąg do alkoholu. Od tamtego czasu mówi się, że dusza Stanisława błąka się po mansjonarii i nie może zaznać spokoju, a kamienica zyskała sławę najdłużej zasiedlonej przez wzbudzającego lęk ducha w całej stolicy.

Królewskie nawiązania można znaleźć również w historii stojącego nieopodal pałacu przy Miodowej 15. Budynek ten był w 1772 r. scenerią dramatycznego zdarzenia – porwania władcy Polski Stanisława Augusta Poniatowskiego przez konfederatów barskich. Nieruchomość, mieszcząca obecnie Ministerstwo Zdrowia, zwana jest również Pałacem Paca od nazwiska jego właściciela, który po nabyciu posiadłości w latach 20. XIX wieku gruntownie ją przebudował. Wcześniej jednak rezydencja znajdowała się w rękach rodu Radziwiłłów. Ponoć do dziś straszy w niej duch Marcina Radziwiłła – obłąkanego generała, który napadał i podpalał cudze dwory, dokonywał rozbojów na drogach, porywał i więził ludzi (w tym własną żonę i dzieci) oraz parał się magią. Szalony za życia, doprowadza do szaleństwa również dzisiejszych użytkowników budynku.

Pałac Paca

Historie dostarczone przez City Talks.

Co sądzisz? Skomentuj!