Kto jest winny śmierci rowerzystów?

Na Saskiej Kępie doszło do śmiertelnego wypadku, rowerzysta jechał chodnikiem, nie ustąpił pierwszeństwa pieszej i ją potrącił. Kobieta upadła i uderzyła głową w beton. W wyniku zdarzenia zmarła. Jest to kolejna sytuacja po sobotnim wypadku na moście Poniatowskiego, gdy z powodu jazdy rowerem po chodniku dochodzi do śmiertelnego wypadku.

Gościnnie dla Pańskiej Skórki: Konrad Marczyński*

Wielokrotnie przypominaliśmy, że rowerem należy jeździć po jezdni, a chodniki służą do chodzenia. Niestety w Warszawie urzędnicy, którzy mieli dbać o nasze bezpieczeństwo, od lat ignorują ten fakt. Nic nie robią, aby kierowcy przestali przekraczać prędkość i zaczęli szanować niechronionych uczestników ruchu.. W wyniku tych zaniedbań rowerzyści ze strachu zamiast jezdnią, jeżdżą chodnikami. Dzieje się to za przyzwoleniem osób odpowiedzialnych za nasze bezpieczeństwo, którzy zazwyczaj sami po mieście jeżdżą jedynie samochodem. Zamiast przemieszczać się pieszo, rowerem, czy komunikacją miejską – tak jak większość mieszkańców naszego miasta.

Za takie wypadki śmiertelne częściową winę ponoszą też urzędnicy!

Urzędnicy, którzy w całym mieście nie pozwalają wyznaczać infrastruktury rowerowej na jezdni, tylko wpychają rowerzystów w przestrzeń dotychczas zarezerwowaną dla pieszych. W ten sposób przyzwyczajając osoby jeżdżące rowerami do poruszania się chodnikiem. Zamiast uczyć rowerzystów, że chodnik służy do chodzenia, a jeździ się po jezdni.

Urzędnicy, którzy tworzą takie potworki jak słynna „kuweta ze żwirku” na Żwirki i Wigury (ciąg pieszo rowerowy zrobiony ze żwiru). Zamiast przeznaczyć przestrzeń jezdni na infrastrukturę rowerową. Dlaczego niszczenie zieleni, czy utrudniania życia pieszym jest standardowym działaniem przy wyznaczaniu ciągów rowerowych, a nikt z Ratusza nie zaproponuje zrobienia infrastruktury rowerowej na asfalcie?


„Kuweta” na Żwirki i Wigury. Według urzędników wygoda osób jadących samochodem jest ważniejsza niż wygoda i bezpieczeństwo pieszych. Czy któryś z urzędników szedł po tym żwirze ciągnąc za sobą walizkę, gdy wokół niego slalomem, z dużą prędkością jechali rowerzyści?

Urzędnicy, którzy wyznaczają buspasy bez dopuszczonego ruchu rowerowego lub dedykowanej infrastruktury rowerowej, zmuszają rowerzystów do jazdy środkiem jezdni, albo lewym pasem. Tak jest w całym centrum: Solidarności, Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie, Most Poniatowskiego. Rowerzyści jeżdżą chodnikami, a urzędnicy zamiast ucywilizować te drogi, tworzą następne tego typu sytuacje – Kijowska, Raszyńska. Nikt nie przejmuje się bezpieczeństwem pieszych, którzy muszą uskakiwać przed rozpędzonymi rowerzystami na chodnikach.

Natomiast bezpieczną infrastrukturę wyznacza się jedynie tam, gdzie nie będzie przeszkadzała kierowcom – na obrzeżach miasta, a nie tam gdzie jest potrzebna, czyli w jego centrum. Motto urzędników, to “robić wszystko, byle nie dowalać kierowcom”, dowalanie pieszym i zieleni im nie przeszkadza.

W tej całej sytuacji swój udział ma też policja, która ignoruje piratów na drogach i po cichu akceptuje rozjeżdżanie i popychanie pieszych przez rowerzystów. Policjanci wręcz zachęcają cyklistów, żeby “dla własnego bezpieczeństw jechali chodnikiem”, bo na jezdni kierowcy przekraczają prędkość i wyprzedzają rowery w zbyt małej odległości. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji zdarza się, że kierowcy aut, oczekują usunięcia się z jezdni i jechania chodnikiem od prawidłowo jadących rowerzystów. Tworzy to błędne koło agresji, które prowadzi do takich tragedii jak ta na Saskiej Kępie czy Moście Poniatowskiego.


Rowerzysta powinien jechać środkiem jezdni (środkowym pasem – tor jazdy na zielono). Większość wybierze chodnik, narażając bezpieczeństwo pieszych :-(

Wnioski są proste: należy wyznaczać infrastrukturę rowerową na jezdni, uspokajać ruch i tworzyć strefy tempo 30 (czyli działać zgodnie z obowiązującą Strategią Transportową). W strefach o dopuszczonej prędkości 30 km/h wszyscy kierujący pojazdami mogą razem bezpiecznie użytkować przestrzeń jezdni. Zamiast tego urzędnicy idą po linii najmniejszego oporu i wyznaczają drogi rowerowe zmniejszając przestrzeń chodników i zieleń, lub tworząc ciągi pieszo rowerowe, które są niebezpieczne i nieprzyjazne dla pieszych. Mamy dość słuchania, że niedasie, że porządna infrastruktura rowerowa w centrum zaburzy świętą przepustowość. Życie i zdrowie mieszkańców Warszawy jest ważniejsze niż wygoda czy chęć oszczędności czasu osób jadących własnymi samochodami.

Ps. Urzędnikom i osobom udającym święte oburzenie, jakoby opisywanie tych patologii było wykorzystywaniem wypadku, chcemy przypomnieć, że gdy prosiliśmy o podnoszenie bezpieczeństwa na drogach, zawsze słyszeliśmy “zobaczcie statystyki wypadkowości, tam nic się nie działo, nie ma potrzeby nic zmieniać”. Niestety w naszym kraju, urzędnicy działają wyłącznie gdy stanie się głośna medialna tragedia. potrzebne jest tzw. “kryterium krwi” (fragment, cały wywiad z Arturem Włodarskim z Gazety Wyborczej „Kryterium Krwi” dostępny jest tutaj). Mamy nadzieję, że jest to kropla, która przelała czarę goryczy i urzędnicy wezmą się do pracy.

*Konrad Marczyński jest Prezesem Warszawskiego Alarmu Smogowego

Co sądzisz? Skomentuj!