Kot warszawski mrozów nie lubi

Wywiad z Janą Zamięcką,  wolontariuszką fundacji dla zwierząt Argos, prowadzącej ośrodek dla kotów miejskich Koteria
Rozmawiają: Adam Kaliszewski, Panna Meluzyna

Zima rozkręca się nieśmiało, ale pewnie już wkrótce czekają nas pierwsze poważniejsze mrozy. Czy warszawskie koty miejskie są w stanie „jakoś sobie poradzić”, czy zawsze potrzebują naszej pomocy?

Koty miejskie to nie są dzikie zwierzęta żyjące w lesie. One zawsze potrzebują ludzkiej pomocy i życzliwości, a zimą szczególnie. Zima jest bardzo trudnym czasem dla kotów ze względu na temperatury – kiedy nam jest zimno, idziemy do domu ogrzać się, zrobić sobie ciepłą herbatę i zjeść coś pożywnego. Koty nie mają takich możliwości. Dlatego pomoc jest im tak bardzo potrzebna: karmienie kaloryczną karmą, zapewnianie podgrzanej wody, żeby mogły się napić (zwłaszcza jeśli na dworze mróz), zapewnienie ciepłego kąta, czyli dostępu do piwnicy lub chociaż zimowych budek ze styropianu. Bez naszej pomocy wiele kotów zimą po prostu zginie lub będzie bardzo chorować.

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

Czy jest jakaś jedna, złota zasada, jeśli chodzi o zimową pomoc kotom żyjącym na wolności?

Najważniejszą zasadą pomocy kotom, nie tylko zimą, jest konsekwencja. Jeżeli karmimy koty, to musimy to robić regularnie (i o stałej porze), bo one szybko nauczą się kiedy jest czas posiłku i będą czekać. Jeżeli postawiliśmy kotom budkę, trzeba kontrolować czy jest cała, czy do niej nie cieknie, czy wypełnienie (najlepiej ścinki polarowe, ew. siano) jest czyste. Jeżeli wpuszczamy koty do pomieszczenia piwnicznego, nie możemy im tego dostępu nagle zamknąć, zwłaszcza zimą.

Jakie są największe niebezpieczeństwa, czyhające na koty zimą w mieście?

Najgorsze są mrozy, dlatego apelujemy o zapewnienie kotom dostępu do pomieszczenia w piwnicy (nie musi to być cała piwnica, wystarczy jedno pomieszczenie z otwartym okienkiem – wtedy koty nie przeszkadzają lokatorom) lub postawienie styropianowych budek (można je zrobić samemu lub pozyskać np. w Koterii) w ustronnym, osłoniętym miejscu.

Uchylone piwniczne okienko, woda, trochę karmy – czy to wystarczy, żeby miejski kot przetrwał srogie mrozy?

Jeżeli koty miejskie będą miały odpowiednie (ciepłe i bezpieczne) schronienie, wodę i kaloryczną karmę, poradzą sobie.

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

Jeśli chcemy pomóc kotom, np. właśnie udostępniając im piwnice, pozostaje czynnik ludzki – macie jakieś rady, jak uporać się z sąsiadami o mniejszej wrażliwości na cierpienie zwierząt i przekonać ich, że nie chodzi o smród kociego moczu w piwnicy, a o to, żeby zwierzęta miały szanse przetrwać mrozy?

Jeżeli udostępnimy kotom pomieszczenie w piwnicy, trzeba pamiętać o sprzątaniu, można postawić też kuwetę, do której koty będą się załatwiać. Takie pomieszczenie może być odcięte od reszty piwnic, jeśli lokatorom koty przeszkadzają. Nie musimy się bać o rury z ciepłą wodą w piwnicach – są izolowane. Wykastrowane kocury nie znaczą, a ich mocz nie ma tak mocnego i nieprzyjemnego zapachu. Wszystko można zorganizować tak, że nikt nie ”poczuje” kotów w piwnicy. Z drugiej strony warto uświadomić innych, że koty to zwierzęta bardzo pożyteczne – w ich bliskości szczury nie zakładają swoich gniazd i nie rozmnażają się. Zadbane koty miejskie to zwierzęta niekłopotliwe, a ich towarzystwo jest cenne dla lokatorów.

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

Czy kota, który kręci się po osiedlu, marznie, widać, że ma trudności ze zdobyciem pożywienia, nie powinno się złapać i przekazać do organizacji pomagającej bezdomnym zwierzętom? A może warto poinformować straż miejską, która złapie delikwenta i odwiezie do schroniska?

Jeżeli widzimy oswojonego kota, który jest na dworze i widać, ze sobie nie radzi, trzeba zwierzakowi pomóc. Najlepiej byłoby zabrać takiego kota do domu i sprawdzić, czy komuś się nie zgubił lub, jako tzw. dom tymczasowy, poszukać kotu nowego domu. To jest najlepsze dla kota, ale zdajemy sobie sprawę, że nie każdy się na to zdecyduje – wtedy warto poszukać pomocy wolontariuszy organizacji prozwierzęcej. Zabranie kota do schroniska nie jest dobrym wyjściem dla kota – niestety koty bardzo źle znoszą warunki schroniskowe (zagęszczenie, stres, choroby). Dlatego właśnie namawiamy do indywidualnej pomocy, dużo informacji jak to zrobić można znaleźć choćby w internecie (np. na www.koteria.org.pl).

Z kolei koty miejskie, które nie życzą sobie bliskiego kontaktu z człowiekiem (nie są oswojone), jeżeli są chore, również potrzebują naszej pomocy, która polega na leczeniu (czasem złapaniu i hospitalizacji, czasem podawaniu leków zaordynowanych przez lekarza weterynarii), ale nie można ich umieszczać w domu ani w schronisku. Dzikiego kota nikt nie adoptuje, więc zamknięcie go w schronisku byłoby jednoznaczne ze śmiercią zwierzaka na skutek stresu i chorób.

Załóżmy, że mieszkaniec osiedla domków jednorodzinnych ma częstego futrzastego gościa, który kręci się po jego podwórku, gania myszy w ogrodzie i przygląda się domownikom z bezpiecznej odległości. Czy powinno się próbować oswoić takiego kota, żeby spędził zimę w domowym cieple?

Jeśli to dzikusek, może wystarczy regularnie go karmić, odrobaczać, postawić na tarasie budkę albo wpuścić do ciepłej piwnicy. Nie można udomawiać kotów miejskich na siłę. Jeśli jednak kot jest oswojony lub chce się oswoić, podarowanie mu domu jest cudowną rzeczą.

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

Jak duże znaczenie ma sterylizacja miejskich kotów? Szczególnie ważne wydaje się to właśnie w kontekście przeżycia zimy przez młode…

Sterylizacja kotów miejskich (i kotów w ogóle) to najlepszy i najbardziej humanitarny sposób ograniczenia cierpienia kotów. Sterylizacja ma wiele zalet: wysterylizowane koty są zdrowsze i silniejsze, nie zarażają się śmiertelnymi chorobami wirusowymi (przenoszonymi podczas walk lub kopulacji), kocury nie są tak uciążliwe dla lokatorów (nie znaczą, ich mocz nie ma przenikliwego zapachu), w piwnicach nie rodzą się kocięta, które mają niewielkie szanse na dożycie dorosłości. Niewielka grupa zdrowych kotów jest łatwiejsza do zaopiekowania od dużego stada kotów słabych i chorujących kociąt. Ten temat jest bardziej szczegółowo opisany na stronie koteria.org.pl/miejskie/sterylizacja-kotow-wolnozyjacych.htm. Każdy odpowiedzialny opiekun kotów miejskich dba o to, żeby „jego” koty były wykastrowane.

Co się dzieje z kotem złapanym i wykastrowanym? Czy zawsze trafia on z powrotem na ulicę?

Koty miejskie nie mogą i nie chcą żyć w domu, dlatego po kastracji i rekonwalescencji (w Koterii kotki 7 dni, kocury 2 dni po zabiegu) wracają „do siebie”. Zamknięcie dzikuska w mieszkaniu byłoby działaniem na szkodę kota.

Niestety, do Koterii dość często trafiają też koty oswojone (czasem na ulicy „dzikuski” w koteryjnej klatce okazują się przemiłymi kotami). Najczęściej są to koty, które kiedyś miały dom, ale zostały z niego po prostu wyrzucone… Takim kotom szukamy domu, chociaż mamy na to bardzo mało czasu, Koteria nie prowadzi azylu. Nawet jeżeli oswojony kot już wróci na ulicę, a zgłosi się ktoś, kto chce go adoptować, mamy kontakt do opiekunów (karmicieli) i umożliwiamy adopcję. Już całkiem sporo takich szczęściarzy ma dom

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

Niestety jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą, ale coraz większa liczba kierowców zdaje sobie sprawę, że zmarznięty kot może schować się w nadkolu, czy nawet wejść do silnika. Czy to rzeczywiście istotny problem zimą, czy może sporadyczne przypadki, które urosły do skali legendy miejskiej?

Kierowca, zanim wsiądzie do samochodu, zawsze powinien popukać w maskę, w nadkole. Nawet jeśli tylko jeden kot w ten sposób uniknie śmierci, to przecież warto! I nie jest to tylko mitem – podczas łapania kotów czasem zdarza się, że koty kryją się gdzieś pod maską samochodów i długo tam siedzą. Znam też bezpośrednie relacje o kotach, które zginęły pod maską silnika.

Co każdy z nas – mieszkańców Warszawy – może zrobić, żeby kotom w mieście żyło się lepiej? Jak my, zwykli ludzie, możemy zapobiegać problemom miejskich kotów we własnym zakresie?

Przecież to zwykli ludzie dokarmiają koty miejskie, zwykli ludzie działają w organizacjach prozwierzęcych – pomóc może każdy i na wiele sposobów. Najlepiej zacząć od pozytywnego nastawienia, czyli pozwolenia kotom miejskim na spokojne i bezpieczne życie obok nas. Nie musimy od razu codziennie karmić grupy kotów, ale możemy pomóc osobie, która to robi – kupić lub chociaż dowieźć karmę albo wyręczyć w karmieniu w jeden dzień tygodnia. Możemy pomóc w razie sporu z lokatorami. Zapewnić kotom dostęp do piwnicy, pomóc od czasu do czasu piwnicę sprzątnąć. Możemy zbudować budkę na zimę: (koteria.org.pl/miejskie/budki_instrukcja.htm) albo zorganizować ją (np. bezpłatnie z Koterii) i postawić w ustronnym miejscu. Reagujmy, jeżeli widzimy kota w potrzebie, chorego, po wypadku lub wyrzuconego z domu. Możemy pomagać organizacji zajmującej się kotami miejskimi, nie tylko finansowo. Każdy z nas może coś zrobić, a im więcej osób coś zrobi, choćby najmniejszy uczynek, tym lepsze będzie życie kotów miejskich.

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

fot. J. Zamięcka, W. Sidoruk (Koteria)

 

Zdjęcia: Jana Zamięcka i Wiktor Sidoruk (również wolontariusz); https://www.facebook.com/sztukamruczenia

Co sądzisz? Skomentuj!