Korona Warszawy – wyzwanie zuchwałych!

Sześć najwyższych wzniesień stolicy. Mityczna Korona Warszawy. Nigdy nie zdobyta, obrosła legendą, święty Graal polskiego, ale i światowego alpinizmu nizinnego. Nic dziwnego, że zapowiedź jej zdobycia, i to w jednym sezonie zimowym (sic!), wywołała burzę! Część środowiska zarzuca organizatorom bezsensowną brawurę. Część próbuje bagatelizować Ekspedycję i jej ewentualny sukces. Pojawiły się nawet sfabrykowane materiały, mające dowodzić, że Korona została już zdobyta… w latach siedemdziesiątych. Dziś o atmosferze wokół wyprawy, ambitnych planach i reakcjach otoczenia opowiada kierownik wyprawy – Szczepan Żurek.

Andrzej Jędrzejczak: Po co co tam idziecie?
Szczepan Żurek, kierownik Ekspedycji Korona Warszawy: Od początku spotykamy się z tego typu pytaniami – co was ciągnie w te góry? Ludzie robią wielkie oczy, kiedy słyszą o naszych ambitnych planach. Stukają się w głowę, odradzają. Ciągnie nas w te góry chęć przeżycia wielkiej męskiej przygody, potrzeba dokonania czegoś wielkiego, wyjątkowego. Postanowiliśmy podjąć to trudne wyzwanie też po to, aby zbliżyć się do granic ludzkiej wytrzymałości, zmierzyć się z własnymi słabościami.
Jak przygotowujecie się do Ekspedycji i poszczególnych podejść? Dieta? Wstrzemięźliwość? Specjalny trening?
Już Arnold Schwarzenegger zauważył, że podczas treningu na profesjonalnym poziomie wstrzemięźliwość nie odgrywa żadnego znaczenia. Każdy z nas prowadzi indywidualny trening kondycyjny. Dla wszystkich jest jasne, że powyżej drugiego obozu możemy już liczyć tylko na siebie. Nikt nie odpuszcza. Widzę, że chłopaki codziennie trenują w domu, na siłowni, na basenie. Mamy w planach kilka obozów kondycyjnych, pierwszy już za nami. Jeszcze kilka wyjazdów w Tatry, aklimatyzacja i przygotowanie do trudnych zimowych warunków. W miarę możliwości każdą wolną chwilę spędzamy na przygotowaniach. Pracodawcy są bardzo wyrozumiali, umożliwiają nam prowadzenie intensywnych treningów zwalniając nas z wielu obowiązków służbowych. Nie pomaga niestety szum medialny. Sporo czasu spędzamy na udzielaniu wywiadów, załatwianiu pozwoleń, wiz, i patronatów. Staramy się w tym całym zgiełku nie stracić z oczu najważniejszego celu – zdobycia Korony Warszawy.
Sześć szczytów w jednym sezonie to ambitny plan. Czy nie zbyt brawurowy?
Zdajemy sobie sprawę, że poprzeczka jest zawieszona bardzo wysoko. Ale jesteśmy też świadomi naszych umiejętności. Przez wiele miesięcy szlifowaliśmy kondycję na ten sezon, jesteśmy przekonani, że znajdujemy się w szczytowej formie – więc jeśli nie teraz to kiedy. Czujemy, że to jest najlepszy dla nas moment. Do tego warunki pogodowe panujące obecnie w tej części świata są bardzo sprzyjające. Łagodna zima i niewielka miąższość pokrywy śnieżnej, niskie zagrożenie lawinowe – to wszystko powoduje, że właśnie ten sezon jest najlepszy na zaatakowanie wszystkich sześciu szczytów korony Warszawy. Jednym słowem jesteśmy skazani na sukces.

Korona Warszawy. Plan ataku na Kopiec Moczydłowski.

Plan ataku na Kopiec Moczydłowski. Fot. materiały prasowe.

Czy zamierzacie korzystać z pomocy szerpów?
Nie sposób dzisiaj zorganizować wyprawy bez choćby częściowego udziału szerpów. Obecnie musimy liczyć się z każdym wydanym dolarem. Stąd pomysł na możliwość dołączenia do wyprawy na zasadach komercyjnych i wzięcie udziału w ekspedycji w roli tragarza. Pomagając nam w logistyce, można przy okazji przeżyć wspaniałą przygodę na trekkingu do basecampu. W ten sposób umożliwiamy osobom, które nie czują się na siłach atakowania szczytów, możliwość przeżycia przygody i poczucie na własnej skórze niezwykłego klimatu, jaki panuje na wielkich wyprawach. Organizując wejście komercyjne mamy nadzieję na zmniejszenie ilości szerpów potrzebnych do przeniesienia sprzętu na miejsce bazy. W wyższych partiach będziemy już operowali w niewielkich zespołach szczytowych. Mamy nadzieję na zdobycie szczytu bez potrzeby zakładania obozów pośrednich. Dla bezpieczeństwa założymy jednak dwa stanowiska na wypadek przymusowego noclegu podczas zejścia. Nasze bezpieczeństwo jest najważniejsze.
Jaki wpływ na harmonogram wyprawy ma nieformalna rywalizacja z innymi ośrodkami polskiego alpinizmu nizinnego? Ambitne plany i ryzyko przyciągają uwagę mediów, pojawiają się sponsorzy i pieniądze. A za nimi także zawiść?
Pogłoski o zaciętej rywalizacji z podróżnikami z innych ośrodków są zupełnie niedorzeczne. Nikt do tej pory nie zgłaszał chęci zorganizowania ekspedycji na taką skalę. Naszego wyczynu nie można porównywać z głośną wyprawą skialpinistyczną krakusów na Kopiec Wandy, czy ślązaków na hałdę kopalni Rydułtowy. Nie mamy zamiaru umniejszać tamtych wyczynów, jednakże wyzwanie, którego my się podejmujemy, jest zupełnie innego kalibru. Dostajemy sporo wyrazów wsparcia od naszych kolegów z innych ośrodków. Dzwonią, gratulują, padają pytania czy można jeszcze dołączyć, czy znalazło by się miejsce? Koledzy z ośrodka krakowskiego pomagają nam w organizacji obozów kondycyjnych, a zakopiańczycy zapraszają na aklimatyzację. Bez ich pomocy byłoby nam ciężko zrealizować nasze cele.
Pojawiają się zarzuty o komercjalizację Waszej wyprawy i szerzej – alpinizmu nizinnego jako takiego. Czy zabieranie – powiedzmy to głośno, nowicjuszy – osób nieprzygotowanych kondycyjnie ale i psychicznie, nie wiąże się ze zbyt dużym ryzykiem?
Każdy idzie w góry na własne ryzyko i odpowiedzialność. Nikomu nie możemy zagwarantować zdobycia szczytu, ale wydaje się, że jest on w zasięgu każdego w miarę wysportowanego człowieka. Podczas wyprawy będziemy mieli stałą opiekę lekarską w basecampie. Dlatego nie obawiamy się o nasze bezpieczeństwo z medycznego punktu widzenia. A komercjalizacja – no cóż, wspinaczka na tym poziomie nie może się obejść bez ponoszenia kosztów, często bardzo wysokich. Bez zorganizowania części komercyjnej wyprawy nie udałoby się nam zebrać potrzebnych środków na realizację całego planu zdobycia Korony Warszawy.
Czy jednak nie jest tak, że komercjalizacja wyprawy wypacza ideę prawdziwego mierzenia się z grozą gór. Uczestników amatorów podwozicie w zasadzie pod sam obóz przed-szczytowy tramwajem 9 (Górka Szczęśliwicka) czy autobusem 136 (Kopa Cwila), zapewniacie tlen, korzystacie z lokalnych tragarzy i przewodników. Niedługo na taką Górę Gnojną będą wchodziły wycieczki.
Akurat trasa tramwaju nr 9 nie należy do najłatwiejszych. Inne wyprawy poszły już tak daleko, że korzystają z usług taksówkarzy lub prywatnych firm transportowych. Nam przyświeca idea turystyki zrównoważonej – zawsze staramy się podróżować lokalnymi środkami transportu z lokalną ludnością. Często owocuje to nawiązywaniem ciekawych znajomości i poznaniem miejscowej kultury. Zabierając w góry grupy komercyjne staramy się,aby uczestnicy takich wypraw byli dla nas partnerami we wspinaczce, a nie tylko klientami biura podróży którzy wykupili wycieczkę na Kilimandżaro albo Monte Kazury i chcą być tam wniesieni w lektyce.
Pojawiły się pogłoski o konflikcie w zespole Ekspedycji, podobno na tle ambicjonalnym? Czy możecie się do tego odnieść?
Złośliwe plotki rozpuszczane przez przeciwników wyprawy. Nieżyczliwe nam osoby rozpowszechniają nieprawdziwe informacje jakoby zdobycie Korony Warszawy zimą miało już miejsce w latach 70tych. Pisaliśmy zresztą o tym na naszym profilu facebookowym. Dementujemy. Nie ma udokumentowanego zdobycia Korony w sezonie zimowym. Nie ma też konfliktu w naszej grupie. Team ma się dobrze, wszyscy jesteśmy skupieni na osiągnięciu celu, a zdrowa rywalizacja pomiędzy członkami ekspedycji dopinguje nas tylko do bardziej intensywnych treningów i wytężonej pracy.
Czego Wam życzyć?
Na tych kapryśnych szczytach najważniejsza będzie pogoda. Reszta należy już do nas.

Co sądzisz? Skomentuj!