Konglomerat pozytywnych myśli

Żyję w Warszawie i czasem sobie tu spaceruję. Jest lato, więc staram się myśleć pozytywnie.

Świeci Słońce, w zielonym parku biegają dzieci i ochoczo kąpią się w fontannie (mimo dobitnego zakazu kąpieli). Nie czuć aż tak smogu. Na ulicach jest mniejszy ruch. W perspektywie półtora tygodnia będzie jeszcze mniejszy – niedobitki wyjadą na długi, bo aż czterodniowy weekend. Może nad Wisłą uda się znaleźć wtedy ustronne miejsce. Do jesieni jeszcze daleko, więc niezagrożonymi warszawskimi zabytkami będę mógł nacieszyć się przez resztkę słonecznych miesięcy. Nawet jeśli spokój moich pozytywnych myśli mąci majaczące widmo zmiany to utrzymuje je w ryzach. Pracują dalej, tworzą konglomerat.

Jak to z konglomeratami bywa, czasem bywają zlepione z niepasujących części. Dobrze dobrane elementy układanki pasują do siebie jak ulał. Źle dopasowane fragmenty trą o siebie albo pozostawiają niepotrzebne szczeliny. Właśnie przez takie otwory wpełzają koszmarne potwory: marsze brunatnych gimnazjalistów, niepotrzebne nowe szkaradne pomniki, zmiany nazw ulic i widmo deweloperskiego dyktatu. Nowa Warszawa o jakiej entuzjastom wież strzelistych się nie śniło.

Spaceruję jednak dalej. Dobrą pogodę należy wykorzystać. Remontują właśnie Dolinkę Szwajcarską. Agregat prądotwórczy mąci ciszę wokół terkotem silnika. Generuje prąd. Panowie robotnicy piaskują fontannę i rzeźbę chłopca z krokodylem. Czy jak przyjdę tu jutro będę miał pewność, że chłopca nie zastąpi żołnierz NSZ-u? Śmiesznie byłoby, gdyby z lufy jego karabinu tryskała woda. Gorzej, jeśli czapkę z symbolem jaszczurczym ofajdałby gołąb. Na to i wojewódzki konserwator nie pomoże.

Konglomerują mi się myśli. Powstaje z nich pozytywny konglomerat przemysłowy. Napędzany węglem. Lubię patrzeć się na elektrownie. Bardzo mnie to uspokaja. Architektonicznie są nawet na swój osobliwy sposób ładne – jak ta na Żeraniu. Martwię się tylko o to, żeby tylko się nie przegrzała. Według prognoz ekspertów Warszawie blackout podobno nie grozi. Uspokajam się. Oddycham równo. Wdech – wydech. To tylko jedna z czarnych myśli wyłażących przez szczeliny. Czas szczelnie zalać  je betonem. Wszystkie. Inaczej nie przestanę się bać o tę moją Warszawę.

Zastanawiam się tylko czy na tym betonie wyrośnie trawa? Nie sądzę, ale z pewnością będzie równo. Bez niepotrzebnych szpar i pęknięć. Za to idealnie do maszerowania albo spacerowania, jak kto woli. Uważajcie jednak z kąpielami w fontannach. Sinice nie śpią. Tak samo jako konglomeraty.

Co sądzisz? Skomentuj!