Kąpiel w wannie premiera, czyli jak się mieszka w alei Róż

Jak w każdym mieście, także w Warszawie znajdują się miejsca uważane za szczególnie eleganckie i elitarne. O ich charakterze świadczą nie tylko dobra lokalizacja czy architektura, ale również ludzie. To właśnie oni tworzą atmosferę miejsca, które dzięki powtarzanym anegdotom i miejskim legendom zyskuje status kultowego. Taka jest właśnie aleja Róż – ulica, która zapisała się na mapie stolicy barwnymi osobowościami oraz niezwykłymi losami mieszkańców. Razem z City Talks zapraszamy na wycieczkę po przylegających do niej kamienicach.

Zacznijmy od drobnego rysu historycznego. Aleja Róż już przed wojną uważana była za jedną z bardziej eleganckich ulic stolicy. Powstała w drugiej połowie XIX wieku i od początku zamieszkiwali ją przedstawiciele warszawskich elit. W dwudziestoleciu międzywojennym w nieruchomościach położonych przy alei miały swoje siedziby również poselstwa i ambasady. Po II wojnie światowej zniszczona została tylko część zabudowy, którą zrekonstruowano w formie nawiązującej do początków XX wieku – to wtedy odbudowane kamienice i pałacyki przekształcono w mieszkania licznych dygnitarzy i literatów. Ci ostatni pojawili się tam zresztą nie po raz pierwszy – już przed wojną mieszkanie w al. Róż 14 zajmował Kornel Makuszyński, autor książek dla dzieci i młodzieży. Niestety, wojna zmieniła wszystko – włącznie z tym, że Makuszyński po 1945 r. otrzymał zakaz publikacji.

Powojenna literacka społeczność al. Róż skupiła się w kamienicy numer 6. Zamieszkali w niej m.in. Władysław Broniewski, Antoni Słonimski, Leon Kruczkowski i Konstanty Ildefons Gałczyński. Mieszkanie ostatniego z nich słynęło z serdecznej atmosfery, którą roztaczał gospodarz, a także oryginalnego, groteskowego wystroju. Barwne życie towarzyskie poetów udzielało się również lokatorom pozostałych nieruchomości przy al. Róż. Znana jest anegdota o Gałczyńskim, który pewnego dnia postanowił odwiedzić swojego sąsiada – premiera Józefa Cyrankiewicza, mieszkającego pod numerem 7 ze swą żoną, aktorką Niną Andrycz. Według relacji pisarz wszedł, przedstawił się i zapytał, gdzie jest łazienka. Skierowany tam przez Andrycz rozebrał się i ze spokojem wszedł do wanny. Wychodząc, powiedział przerażonej Ninie, że… zawsze chciał się wykąpać w wannie premiera. Tego typu historie dodawały barw społeczności zamieszkującej legendarną ulicę, jednak trzeba pamiętać, że budynek w al. Róż 7 nie ma za sobą tylko i wyłącznie wesołych chwil. Charakterystyczna kamienica z falującymi balkonami była bowiem świadkiem niezbyt radosnych wydarzeń z okresu ostatniej wojny.

Kamienica w alei Róż 7, Autor nieznany, 1938 rok. Źródło – Referat Gabarytów – Archiwum Państwowe w Warszawie

Zaprojektowana przez znanych architektów: Jerzego Gelbarda i Romana Sigalina nieruchomość powstała w 1937 r. na działce należącej do bogatego żydowskiego przedsiębiorcy, Salomona Graffa. Niestety, po zajęciu miasta przez Niemców w Warszawie założono getto żydowskie, a Graff wraz z rodziną trafił do niego i zmarł. W tym czasie w kamienicy w alei Róż zamieszkali wysocy rangą oficerowie niemieccy. Podczas likwidacji getta w 1942 r. żonie Graffa, jego córce, synowi i dziecku ich krewnych udało się jednak zbiec i przedostać na „aryjską” stronę Warszawy. W ucieczce pomogła im ich dawna służąca Aniela Nowak, która wpadła na sprytny pomysł, by Graffów ulokować w piwnicach… ich dawnej kamienicy, zajmowanej obecnie przez wysoko postawionych nazistowskich funkcjonariuszy. Kryjówka pod nosem wroga nie trwała jednak długo, bo gdy kilka tygodni później na Warszawę spadły sowieckie bomby, gestapowcy postanowili wykorzystać piwnice budynku jako tymczasowy schron. Graffowie musieli wtedy uciekać na wieś – na szczęście wszyscy przeżyli wojnę.

Nina Andrycz_Autor Edward Hartwig. Źródło - Narodowe Archiwum Cyfrowe Nina Andrycz, fot. Edward Hartwig. Źródło – Narodowe Archiwum Cyfrowe

Można więc powiedzieć, że wielkie ideologie nieźle namieszały w życiu mieszkańców alei Róż. Oprócz Graffów, jednym z nich był też Adam Ważyk – poeta, prozaik, tłumacz poezji francuskiej i rosyjskiej. W latach powojennych mieszkał on pod numerem 8. Przez sąsiadów uważany był za człowieka skromnego, milczącego i skrytego, unikającego życia towarzyskiego – zupełne przeciwieństwo wesołych, literackich elit skupionych wokół Gałczyńskiego. Ważyk był silnie związany z Warszawą, ale jednocześnie mocno poczuwał się do swych żydowskich korzeni. Odczuwał kryzys tożsamości i próbował zapełnić tę pustkę na początku lat 50. angażując się w życie publiczne jako ideolog marksistowskiej koncepcji kultury. Mimo mocnej krytyki za służenie systemowi pochodzącej od wielu środowisk, dopiero po kilku latach rozczarował się ówczesną rzeczywistością i komunizmem, co wyraził w kilku rozrachunkowych tekstach. Wyszedł z roli lojalnego wobec władzy publicysty i stał się wspierającym opozycję krytykiem rządzących. W roku 1957 wystąpił z PZPR, a w 1964 podpisał tzw. List 34 w obronie wolności słowa w PRL skierowany do nikogo innego, jak… własnego sąsiada – zamieszkałego przy alei Róż 7 premiera Polski Ludowej Józefa Cyrankiewicza. W ten oto sposób koło się domyka i po raz kolejny możemy zaobserwować, jak przenikają się historie poszczególnych mieszkańców tej niezwykłej ulicy.

Historia dostarczona przez City Talks.

Co sądzisz? Skomentuj!