Kameralna głębia. Rozmowa z Karoliną Krakowską z Księgarni na Tłomackiem.

O ukrytej księgarni z historią w tle, pojednawczej roli książek oraz o tym jak ważna jest wizja by zbudować miejsce z duszą rozmawiamy z Karoliną Krakowską z Księgarni na Tłomackiem. 

Mateusz Kaczyński: Pojawiła się i działa już od pewnego czasu w Warszawie Księgarnia na Tłomackiem. Chociaż skupia się na tematyce żydowskiej to pozostaje miejscem otwartym. W jaki sposób powstała?

Karolina Krakowska: Księgarnia istnieje od kilkudziesięciu lat. To, co widzimy teraz to nowa odsłona tego miejsca – przed remontem mniej otwartego i nie organizującego spotkań. Tradycje mamy jednak dośc długie. Pracujemy we dwie z koleżanką Mirką Bobrowską, która z Żydowskim Instytutem Historycznym związana jest od połowy lat dziewięćdziesiątych. Dzięki temu mamy gwarancję ciągłości, rozeznanie w książkach oraz utrzymujemy więź z gośćmi, którzy przychodzą tu od ponad dwudziestu lat.

W Warszawie zanika obecnie wiele księgarni. Te, które przetrwały mocno walczą o swoją pozycję i tożsamość. Istnieje ruch małych księgarń. Jak Księgarnia na Tłomackiem odnajduję się w stolicy? Jakie idee chcecie utrzymać przy życiu?

Dobre pytanie… Dziś szanse na przetrwanie ma księgarnia niszowa z rozbudowanym programem wydarzeń artystycznych. To już nie sklep z książkami, ale rodzaj domu kultury, którego uzupełnienie stanowi oferta księgarska. Naszą rolą jako księgarzy jest pokazanie książek niedostępnych w internecie, słabiej promowanych, bez wielkich pieniędzy oraz wydawanych przez mniejsze wydawnictwa. Staramy się o pozyskiwanie niszowych publikacji. Mamy mnóstwo książek wydawanych przez lokalne biblioteki lub małe centra kultury z drugiego końca Polski, których nakład wynosi po dwieście egzemplarzy. To książki, których często nie można dostać nigdzie indziej. To nasza siła przebicia dzięki, której możemy konkurować. Stawiamy też na spotkanie z autorami i stworzenie miłego miejsca, w którym można posiedzieć, poczytać i napić się kawy. Przede wszystkim jednak zależy nam na wyselekcjonowanej, autorskiej i wyspecjalizowanej ofercie książkowej.

O charakterze miejsce decyduje także oryginalny wystrój. Co symbolizuje przerwa w głównym korytarzu?

Autorami koncepcji są architekci Kacper i Jan Gronkiewicz. Starali się nawiązać do przedwojennego wyglądu okolicy czyli do synagogi na Tłomackiem oraz Grubej Kaśki – studni na Placu Bankowym, która przetrwałą wojnę. Większe znaczenie od przerwy mają struktury po bokach nawiązujące do architektury obu budynków.

Do księgarni nie jest łatwo trafić. Ba, jest nawet ukryta.

To zaleta i wada. Według badań marketingowych lwia część klientów księgarni trafia do środka skuszona wyglądem ekspozycji. My nie mamy wystawy. Znajdujemy się na ulicy, o której większość warszawiaków nie ma pojęcia, że istnieje. Nawet kurierzy albo taksówkarze muszą się upewniać, gdzie jest, bo nigdy o niej nie słyszeli. Jesteśmy ukryci w budynku, który ma swój trudny charakter. To miejsce w dużej mierze związane z Zagładą Żydów. Nie należy do najłatwiejszych przestrzeni. Na dodatek wchodzi się do nas przez ciężkie drzwi. Trzeba pokonać tę barierę, wejść po schodach, przedrzeć się przez hol… Pułapek po drodze jest wiele. Dzięki temu jesteśmy jednak także miejscem dla wybranych.

Na odważnych, którzy podejmą wysiłek odnalezienie księgarni, czekają wspaniałe skarby.

Tak jest.

Jak wygląda relacja księgarni z ŻIH-em? Należy do Instytu? Jesteście obok?

Jesteśmy księgarnią instytutową, która stanowi część Żydowskiego Instytutu Historycznego. Jesteśmy z nim związani i żyjemy w bardzo przyjaznych relacjach. Dużą część naszych gości są pracownicy instytutu, którzy przychodzą do nas na kawę lub popracować. Kupują książki dla siebie i na różne okazje. Przychodzą do nas także turyści zwiedzający wystawę instytutu. Jest też spora grupa osób, które trafiają do księgarni z zewnątrz. Przez nas dowiadują się o budynku, ŻIH-u oraz o wystawach, które można tu zwiedzić.

Nie czujecie się muzealnym sklepikiem?

Nie wiem, co złego jest w byciu muzealnym sklepikiem. Zawsze kiedy odwiedzam muzea z wielkim zainteresowaniem odwiedzam muzealne sklepiki, w których kupuję zwykle za dużo książek. Mam później problem z tym, jak przewieźć je do Polski. Muzealny sklepik w ogóle nie jest dla mnie określeniem pejoratywnym.

To prawda. Muzealny sklepik to miejsce, które zazwyczaj odwiedza się najpierw. Niesamowicie przyciąga i potrafi sprzedać ideę instytucji.

Też mam takie wrażenie. W ten sposób rozumiemy też naszą rolę. Staramy się ocieplić wizerunek Żydowskiego Instytutu Historycznego – zarówno poprzez stronę na fejsbuku czy konto na instagramie. Spotykamy bardzo różnych ludzi z odmiennymi historiami. Ludzi, którzy przychodzą do ŻIH-u by dowiedzieć się o swoich korzeniach żydowskich czy takich, którzy przychodzą do nas z różnymi emocjami po odwiedzeniu wystawy. Naszą rolą jest podołać temu, być trochę terapeutą czy plastrem na duszę.

A propos terapii i leczenia. W jaki sposób księgarnia poświęcona tematyce żydowskiej odnajduje się w momencie trudnym dla stosunków polsko-żydowskich?

Obecna sytuacja, ku naszemu zaskoczeniu bardzo pozytywnie wpłynęła na frekwencję księgarni. Kontrkultura dobrze się sprzedaje, a w ludziach jest duża potrzeba przekory. Odwiedzają nas z autentycznej ciekawości. Próbują znaleźć odpowiedzi na te niełatwe, nurtujące ich pytania. Pojawiali się u nas tacy, którzy mówili, że chcą zrozumieć z czego wynika to napięcie na linii Polska – Izrael. Nie znali się na relacjach polsko- żydowskich, a wychodzili ze stosem książek. Nadal to się zdarza. To szalenie budujące, że jest tylu ludzi, którzy próbują szukać odpowiedzi. My z kolei jesteśmy miejscem, które może pomóc w takich poszukiwaniach.

Czy książka może faktycznie wpłynąc na punkt widzenia?

Nie badamy tego. Dajemy ludziom szansę na to, by poznali prawdę. To czy do nich dotrze i czy są na tyle otwarci by ją przyjąć to zależy już od nich. W ciągu kilku ostanich miesięcy odwiedziło nas parę osób, które nigdy wcześniej nie słyszało o pogromach. Szukały ksiązek, chciały dowiedzieć się więcej… W jaki sposób sobie z tym poradziły – tego już niestety nie wiem.

Inne księgarnie specjalizujące się w tematyce żydowskiej stawiają na spotkania z autorami. Jak jest u was?

Także to robimy. Mieliśmy niedawno spotkanie z Hanną Krall i Paulą Sawicką, a także z Ewą Herbst. Szykujemy się do spotkań z Włodkiem Goldkornem i Kubą Wojtaszczykiem w ramach nadchodzącego Weekendu Księgarń Kameralnych.  Regularnie organizujemy spotkania oraz jesteśmy blisko związani z innymi miejscami kultury żydowskiej jak Centrum Kultury Jidysz, które zaopatruje u nas swoją bibliotekę, czy Jewish Community Center – co roku pojawiamy się tam na organizowanym przez nich kiermaszu purimowym. Współpracujemy z licznymi gazetami – Chiduszem,  Midraszem i Słowem Żydowskim. Współorganizujemy Kolektyw Księgarzy Kameralnych. Działamy i jesteśmy częścią społeczności. Dbamy o to by wpisywać w obieg żydowskiego życia w Polsce. Choć może szerzej, życia kulturalnego w Polsce, po prostu.

Dziękuję za rozmowę. 

************

Więcej o Księgarni na Tłomackiem przeczytajcie na jej profilu fesjbukowym.

Serdecznie zapraszamy także na spotkania z autorami i inne wydarzenia, które odbędą się w najbliższym czasie.

Co sądzisz? Skomentuj!