Jeleń i duchologia warszawska – rozmowa z Olgą Drendą

Do tej rozmowy przymierzaliśmy się od dawna. Pańska skórka (cukierek i zjawisko) to w końcu też kawałek warszawskiej duchologii. Wreszcie jednak nadarzył się porządny pretekst i nie dało się uniknąć fascynującej konwersacji. W świat centrów handlowych końca ubiegłego stulecia, graffiti z Joanną Szczepkowską i… jeleni zabiera nas Olga Drenda, ducholożka, pisarka i kuratorka wystawy Wcielenia Jelenia, która w przyszłym tygodniu rozpocznie się w Państwowym Muzeum Etnograficznym.

Cz. 1 – Duchologia warszawska

Digitalizujesz VHS-y, czy oglądasz je na odtwarzaczu marki GoldStar ArtB?

Oglądałam na odtwarzaczu jeszcze w zeszłym roku! Ale to nie były moje kasety i nie mój odtwarzacz, to były wykupione zasoby zlikwidowanego Blockbustera i rzeczy nagrane z tv, głównie stare reklamy, czyli to, co zawsze najbardziej ciekawiło mnie w telewizji.

Dlaczego CH Panorama to najlepsze miejsce w Warszawie?

Jak powiedział mój towarzysz wyprawy, „po raz pierwszy w życiu poczułem się obrzydliwie bogaty”. To było zupełnie niesamowite – obfitość tej piętrowej konstrukcji jak z lotniska w Abu Dhabi z fontannami w centrum handlowym, które weszło chyba w jesień żywota i na co dzień jest dość ciche. Byłam oszołomiona, czułam się jak Sknerus McKwacz. Absolutnie najbardziej wystawna rzecz, jaką ostatnio było mi dane widzieć. Co ciekawe, ona się broni zupełnie nieironicznie, jako taka ambientowa instalacja, patrzyłam sobie na tę wodę z dużą przyjemnością. CH Panorama to też zabytek pewnego modelu handlu, czegoś pomiędzy domem towarowym z PRL a nowoczesną galerią. W pierwszej połowie lat 90. było ich dość dużo, sama byłam bardzo podekscytowana przed każdą wizytą w tyskim CH Baron, gdzie było świetne stoisko muzyczne i ubrania w stylu milenijnym, cyber Y2K, jak z magazynu Plastik. Solpol chyba też taki był. Problemem tych centrów było chyba to, że samoobsługa była tylko częściowa, trzeba było pytać o pokazanie wszystkiego, więc wygrała koniec końców wygoda, tak to sobie wyjaśniam.

Czy stworzyłaś już playlistę dla na poły umarłego centrum handlowego z epoki mokasynów z frędzlami i białych skarpet?

Powstaje wspólnymi siłami i jest wspaniała, lada moment przerzucę ją do Spotify!

Czy Warszawa w 2019 roku może jeszcze dostarczyć doznań o duchologicznym charakterze? Gdzie ich szukać na legalu, bez zabawy w urbex z przecinakiem do metalu w dłoni?

Znam Warszawę niestety bardzo wycinkowo, jeszcze dużo zostało mi do odkrycia. Ostatnio zostałam zaproszona na świetną wyprawę właśnie z Panoramą, Uniwersusem i Węgierskim Biurem Handlowym, zupełnie nieznane mi wcześniej okolice, choć przecież blisko centrum. Natknęłam się też na graffiti JOANNA SZCZEPKOWSKA, KINGA DUNIN, DEEP PURPLE. To było super. W latach 90. wyobrażałam sobie, że Warszawa to miasto, które się składa z graffiti i vlepek i bardzo chciałam to zobaczyć na własne oczy (pierwszy raz udało mi się w 1997). Może jakiś Józef Tkaczuk się gdzieś zachował?

Czy w Warszawie w 2019 roku odnajdujesz jeszcze jakieś trwające w publicznej przestrzeni ślady świetności lat 70. i 80., czy nasze miasto jest już stracone, pożarte przez nowoczesność i w poszukiwaniu prawdziwej nostalgii trzeba udać się do mniejszych ośrodków (albo skuwać panele na ścianach Dworca Śródmieście)?

Trzeba się spieszyć, bo jak wszędzie, postępuje szybka przebudowa w duchu huzia na Józia. Na szczęście tam, gdzie się nie burzy, zwykle się dość prowizorycznie zasłania i ciekawe projekty mają szansę za jakiś czas wychynąć jak ghostsigns. Ta strata to jest proces, w latach 80. też zamalowywano i przebudowywano. W jakim stopniu – polecam rzucić okiem na zdjęcia np. Sosnowca z lat 60. i 70. dla porównania, to zupełnie inne miasto strukturalnie, urbanistycznie. Teraz chodzi się po nim kładkami albo przejściami podziemnymi, wcześniej było bardziej XIX-wieczne i fabryczne.

Gdzie najchętniej kierujesz swoje kroki kiedy masz trochę wolnego czasu w stolicy?

Moje miłe gospodynie, u których się zwykle zatrzymuję, mieszkają na Ochocie, Gocławiu i Bielanach i to na pewno determinuje, gdzie pójdę. Ochotę poznałam z tych miejsc najlepiej, zwłaszcza sklepy z tanią odzieżą na Grójeckiej. Lubię też oczywiście parki. Czasami wchodzę w tryb full turystka i sobie spaceruję po najbardziej wycieczkowych okolicach. Kilka lat temu na urodziny wjechałam sobie na przykład na taras Pałacu Kultury. Ale zostało mi jeszcze bardzo dużo do odkrycia.

Myślisz, że warszawskie śmietniki i „wystawki” obok altanek wciąż są źródłem inspiracji i artefaktów, czy w dzisiejszych czasach znajdziemy tam już tylko opakowania po 60-calowych telewizorach?

Wszystko da się jakoś pomysłowo wyzyskać. Katarzyna Aszkiełowicz, dziennikarka z Wrocławia, robi zdjęcia kanapom z supermarketu, takim jak widuje się czasami w docu-dramach, wyrzuconym na śmietnik. One trafiają tam bardzo szybko i wyglądają na względnie nowe, wizualnie nieciekawe, ale interesujące jest to, że nowe meble są częściej wyrzucane niż te z PRL. Często są w takim bananowatym kształcie. Nie wiem, czy po prostu nie sprawdzają się jako kanapy i źle się na nich siedzi, czy po prostu ludzie nie mają sentymentu, żeby wymienić je na coś innego. W każdym razie proszę tagować #kanapypolskie.

Jeleń, Kraków Podgórze, fot. Olga Drenda

Cz. 2 – Jeleń

Porozmawiajmy teraz o jeleniu. Tych warszawskich nie pozostało wiele – spotkamy je przy Pałacu Krasińskich, w podwórku na Nowym Świecie, świeciły też na Powiślu, ale to chyba tyle? Żyjemy bardziej w mieście gołębia, sroki, wrony siwej, czasem dzika i łosia. Czy masz swojego ulubionego warszawskiego jelenia?

No proszę, a w Katowicach mamy jelenie, a łosi nie. Ale przecież jest osiedle Jelonki!

Jeleń jest jednak głównym bohaterem najnowszej wystawy w Państwowym Muzeum Etnograficznym, której jesteś kuratorką. Czy stworzenie zapisu losów i wizerunków jelenia było dla Ciebie wyzwaniem? Co zaskoczyło Cię w czasie pracy nad wystawą?

Dużo tego było, ale faktycznie jeleń jest dość popularnym wizerunkiem i było z czego wybierać. Inspirowały mnie teksty Aleksandra Jackowskiego z „Polskiej Sztuki Ludowej”, który odkodowywał, co kryło się za ikonografią łabędzi z makatek. Jeleń nie jest oczywisty, w XXI wieku niesie trochę inne skojarzenia, ale dzisiejsze hygge to takie nowe Gemutlichkeit, więc ciągłość zostaje zachowana. Bardzo ciekawi mnie moment, kiedy powstaje to, co nazwano później kiczem, czyli masowe reprodukcje, kopie, mutacje akademickiej sztuki, i chciałam koniecznie to pociągnąć. Ale musimy pamiętać, że to wystawa w Muzeum Dla Dzieci, więc dużo dzieje się też interaktywnie, jest kolorowo, wesoło.

Pomysł wyszedł od Muzeum, czy Ty przyszłaś do niego z jelenią koncepcją? Jak to się zaczęło?

Pomysł wyszedł od Anny Grunwald, autorki projektu Rzeczy Kultowe, która zaprosiła mnie do współpracy. Cale przedsięwzięcie to zresztą bardzo zespołowa praca, mnóstwo zawdzięczam mojej współkuratorce Mirelli von Chrupek, która świetnie przekłada różne pomysły na wizualny konkret i wnosi mnóstwo własnych, no i całemu zespołowi „Rzeczy Kultowych” – autorce projektu, Annie Grunwald, współautorowi – Aleksandrowi Robotyckiemu, który pomagał na każdym etapie i odpowiadał za pozyskanie obiektów, Ilonie Sikorskiej odpowiedzialnej za działania promocyjne, i Monice Krysztofinskiej – koordynującej wystawę z działu edukacji.

Który jeleń jest Ci najbliższy? Klasyk na rykowisku, papierowe lub plastikowe poroże z żarówką, a może naskalny? A jakiego darzysz najmniejszą sympatią?

Makatkowe, te, które pojawiają się w identyfikacji przygotowanej przez Julię Mirny. Archiwa Muzeum mają ich bardzo wiele. Kiedyś dużym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie, że one są owszem inspirowane XIX-wieczna ikonografią, należą do powojennej kultury, do świata lat 60.-70., równolegle z Niemenem i Przekrojem. To jest taki drugi obieg kultury, który dużo czerpał z pierwszego. Dlatego tak bardzo cieszę się, że pojawi się reprodukcja jednej z prac Iłariona Daniluka, czyli „Zenka”, malarza z Hajnówki, który dekorował domy i wnętrza, ale swoimi autorskimi freskami, gdzie są i jelenie, i żaglówki. On inspirował się kolekcją z Zamku Wawelskiego i pocztówkami z kiosku. To jest dla mnie top tego rodzaju sztuki, którą w sumie trudno nazwać, bo nie jest ani nieprofesjonalna, ani ludowa, możemy powiedzieć poważnie „wernakularna”. Daniluk był bardzo osobnym malarzem, ale też człowiekiem swoich czasów.

Przyznaj się, tylko szczerze, ile i jakich jeleni masz w swoich prywatnych zbiorach?

Przecież ja króliki zbieram, jeśli już :)

Czy goście Muzeum zobaczą jelenia, który ich zaskoczy? Czy przyszykowałaś jakąś jeleniową niespodziankę?

Pewnie ostatnia sala będzie najbardziej niespodziankowa. Ale mam nadzieję, że całość będzie dość zaskakująca.

Dziękuję za rozmowę.

***

Wystawa „Wcielenia Jelenia”: Państwowe Muzeum Etnograficzne, 11.12.2019 – 01.03.2020, więcej informacji [TUTAJ].

Co sądzisz? Skomentuj!