Poczytaj mi, Pańska Skórko: Jak wielki jest warszawski „Kompleks gmachu”?

W wyniku wywalczonych przez stronę społeczną konsultacji w sprawie zagospodarowania otoczenia Pałacu Kultury i Nauki i nagłego wybuchu architektonicznego zapału u trzech ministrów polskiego rządu, którzy zgodnie opowiedzieli się za zburzeniem „daru Stalina”, jak zimowy smog do Warszawy, wróciła do debaty publicznej kwestia przyszłości miejsca będącego dla wielu najważniejszym placem kraju. Z tej okazji warto sięgnąć do książek, które pomagają uporządkować własne myśli na temat „narodowego w formie, socjalistycznemu w treści”. Kompleks gmachu. Architektura władzy Deyana Sudjica to jedna z nich.

Pozycja Sudjica obchodzi w tym roku 12 urodziny i każdy, kogo choć trochę obchodzi przestrzeń dookoła nas, powinien pomyśleć, czy nie byłaby dobrym prezentem na nadchodzące Święta. Choć o samym PKiN w książce dyrektora londyńskiego Design Museum jest wyłącznie ogólna wzmianka, wygląda na to, że w jej kontekście przynajmniej podejmowano próby pisania o najwyższym budynku Warszawy (by wspomnieć choćby Kompleks Pałacu. Życie społeczne stalinowskiego wieżowca w kapitalistycznej Warszawie Michała Murawskiego, brytyjskiego antropologa polskiego pochodzenia, wydaną przez Muzeum Warszawy). Nic dziwnego – cykl oszczędnie ilustrowanych esejów, jakie składają się na polskie wydanie, prowadzi nas przez historie budynków i ludzi cierpiących z powodu równie ogromnego „kompleksu gmachu”. Nie my pierwsi. Nie my ostatni.

Sudjic stawia sprawę jasno: „Architektura – jak żadna inna forma kultury – gloryfikuje i wyolbrzymia osobę dyktatora i wtłacza jednostkę w masę”. Nie dziwi więc, podkreślone już w tytule, skupienie na relacji między despotą a architektem, władzą totalną i totalną architekturą. Opisywane z dziennikarski zacięciem wydarzenia pozwalają nam odczuć ten związek niemal fizycznie. Prowadzeni przez Sudjica idziemy ramię w ramię z prezydentem Emilem Hachą przytłaczającymi korytarzami Kancelarii Rzeszy w ostatnich godzinach istnienia Czechosłowacji, którą w marcu 1939 roku, po podpisaniu przedstawionego przez Hitlera ultimatum, pochłonęły hitlerowskie Niemcy. Stoimy przed skromną, XVII-wieczną kamienicą przy Downing Street 10, z której brytyjski premierzy rządzili imperium obejmującym prawie 1/4 globu, by następnie przenieść się pod bombastyczne parlamenty i budynki rządowe państw, które często trudno znaleźć na mapie świata (a przy okazji obejrzeć jeszcze bardziej zdumiewające makiety makabrył, które zawstydziłyby nawet najbardziej ekstrawaganckiego  warszawskiego dewelopera). Niestety, mniej plastycznie opowiedziane są historie najsłynniejszych architektów drugiej połowy XX wieku i ktoś spoza świata współczesnej architektury może mieć kłopoty z nadążaniem za płynącymi swobodnie w różnych kierunkach przemyśleniami autora.

Im bardziej zgłębiamy się jednak w Kompleks gmachu…, tym wyraźniej widać, że to książka w dużej mierze o ideach, a nie samych budynkach. Sudjic nie owija w bawełnę i nie oszczędza nikogo: ani architektów o wybujałym ego, ani opętanych wizją nieśmiertelności tyranów, ani społeczności miejskich, religijnych lub narodowych, mniej lub bardziej naiwnie wierzących, że wylewany cement zlepia równie dobrze i cegły, i tożsamości. Autor dokonuje drobiazgowego rozbioru marzenia, jakie kierowało budowniczymi oraz strukturalnej analizy miejsc, które powstały w jego rezultacie. Nieważne, czy pod mikroskop wzięty jest Le Corbusier, Tony Blair, Mao Zedong, Bill Clinton, Oscar Niemeyer czy Nelson Rockefeller, nieważne, czy mowa o willi, drapaczu chmur, świątyni czy całym mieście: podtytuł mógłby być odwrócony i brzmieć Władza architektury. W wielu opowiedzianych historiach widać bowiem, jak projekt i proces opanowywały swoich sponsorów w stopniu każącym zapytać: kto steruje kim? Budynki-bohaterowie Kompleksu gmachu… często przeżywają własnych twórców, a Sudjic pokazuje, że nie dają się poskromić ani mentalnie, ani przestrzennie. To jednak nie powinno być dla warszawskiego czytelnika nic nowego. Widzieliśmy przecież, jak naszemu lokalnemu „kompleksowi gmachu” rzucali rękawicę urzędnicy i deweloperzy. Niestety, na razie skończyło się to festiwalem architektonicznego turpizmu, który sprawił, że jeszcze długo będziemy odwracać wzrok od ulicy Emilii Plater. Pozostaje mieć nadzieję, że ostre dyskusje wokół zagospodarowania placu Defilad  to koniec impasu. Wielu zdają się czuć i rozumieć, że, zgodnie ze słowami Sudjica, architektura „odzwierciedla naszą próżność i nasze aspiracje, nasze słabości i ambicje. Oraz nasze kompleksy” – smutne, że w Warszawie wszystkie z nich od lat są parkingiem.

Kompleks gmachu… nie zawiera jasnej odpowiedzi, jak go wyleczyć. Nieważne, czy źródłem potencjału do budowania jest totalitarny terror, demokratyczne wybory, korporacyjny majątek, religijny zapał czy artystyczny autorytet, wirus architektury egotycznej, megalomańskiej (choć często wspartej nieco naiwną wiarą w jej leczniczą dla przestrzeni i człowieka moc) nie oszczędza nikogo i nigdzie. Czy da się mu jakkolwiek zaradzić? „Zrozumienie motywów, które stoją za budowaniem, oraz pojęcie istoty trudnego do uchwycenia związku między architekturą a władzą stanowią zasadniczy wgląd w naszą egzystencję i mogą nam pozwolić uwolnić się od jej zgubnych aspektów”, pisze Sudjic w podsumowaniu – i trudno powiedzieć, czy ma na myśli władzę, architekturę czy egzystencję.

Autor: Deyan Sudjic

Tłumacz: Agnieszka Rasmus-Zgorzelska

Co sądzisz? Skomentuj!