Jak się nie ugotować?

Kiedy latem żar leje się z nieba najfajniej byłoby moczyć członki w zimnej wannie. Albo w basenie. Albo siedzieć w klimatyzowanej piwnicy. Nie ma jednak tak dobrze, czasem trzeba przemieścić się z punktu A do punktu B. Można oczywiście udać się per pedes lub na bicyklu – nie zawsze jednak mamy możliwość dokonania później niezbędnych ablucji. Można pojechać klimatyzowanym samochodem. Nie, co ja piszę, to Pańska Skórka, a nie blog Łukasza Warzechy. Pozostaje więc zbiorkom – a w zbiorkomie chłodek, jak powiedziałby zmemowany Schopenhauer. No właśnie problem w tym, że nie zawsze.

O ile w metrze jest przeważnie w miarę git (a im głębiej, tym lepiej, bo M2, choć bliższe jądra ziemi, to bardziej oddalone od spalonej słońcem powierzchni) – szczególnie w inspiro (alstomy i rosyjskie blaszaki to trochę loteria w kwestii nawiewu), to z komunikacją naziemną różnie bywa. Nie tak dawno znajoma recenzentka popkulturalna wywołała małą burzę (latem wszak burze zdarzają się często i są gwałtowne) swoim opisem przejażdżki solarisami w letni dzień. Long story short – z braku klimatyzacji i wentylacji koleżanka niemal skonała. Jak więc radzić sobie w czasach, w których nie ma już ikarusów (jak pamiętają starsi czytelnicy – ich okna, po otwarciu na całą szerokość, sprawiały wrażenie jakby okien nie było wcale i jechałoby się nie autobusem, a kabrioletem)? Jak się nie ugotować w zbiorkomie?

Z prośbą o przydatne statystyki, porady i „lifehacki” na gorące lato zwróciłem się do rzeczników miejskich spółek – Macieja Dutkiewicza z Tramwajów Warszawskich i Adama Stawickiego z Miejskich Zakładów Autobusowych. W międzyczasie „duże” media zdążyły zainteresować się tematem, nie będziemy więc pierwsi, ale za to mamy dla Was kilka wskazówek oraz realny horyzont czasowy tego wymarzonego lata, kiedy klimatyzowane będzie wszystko. Od razu, w ramach blogerskiej rzetelności, zastrzeżenie – skontaktowaliśmy się tylko z dwiema wymienionymi spółkami, a w Warszawie autobusami zarządza jeszcze kilku mniejszych operatorów. Ten wpisy dotyczy więc wyłącznie pojazdów z logo MZA i TW.

Zaczynając od tramwajów – ogólna statystyka na razie nie zachwyca. Po Warszawie jeździ ok. 530 tramwajów i składów, z czego klimatyzowanych jest 281. Konkretnie zaś:

15 tramwajów Pesa Tramicus
186 sztuk Pesa Swing
50 Jazzów w wersji dwukierunkowej i 30 jednokierunkowych

I to – na razie – wszystko. Jeśli jednak przeraża Was (słusznie) wizja jazdy nieprzewiewnym konstalem – do końca 2022 roku (a więc – przy dobrym wietrze – częściowo już w wakacje za… 3 lata) do Warszawy trafi pierwsza transza nowiutkich i świeżutkich pojazdów firmy Hyundai Rotem – 123 błyszczące i klimatyzowane tramwaje najnowszej generacji. A następnie 90 kolejnych. Perspektywa super, ale do 2022 (a właściwie 2023, jeśli brać pod uwagę owe „90 kolejnych”) ryzyko ugotowania się, choć spadające, nadal będzie wynosić ok. 50%

Z autobusami miejskiego operatora sprawa wygląda nieco lepiej. Jak zapewnia rzecznik, klimatyzowane jest niemal 90% taboru MZA. Jednak nie zawsze mamy szansę spokojnie przyjrzeć się nadjeżdżającemu (albo prawie odjeżdżającemu) autobusowi, aby wypatrzeć (lub nie) klimatyzator na dachu. Albo czekać aż podjedzie i – przy wsiadaniu – wypatrywać piktogramu z płatkiem śniegu (i ewentualnie wycofywać się w ostatniej chwili, ku złości współpasażerów). Jak więc w okamgnieniu rozpoznać pojazd z przyjemnym chłodkiem? Jeśli widzimy logo MZA to już jest nieźle – bo szanse mamy bardzo duże. Jeśli autobus NIE jest jelczem z numerem zaczynającym się od 49 albo solarisem z numerem na 81 – jesteśmy w domu – możemy wsiadać. Za rok będzie jeszcze łatwiej, bo jelcze mają być wycofane z warszawskich ulic do końca 2019. A jako realny horyzont pełnego wysycenia taboru pojazdami klimatyzowanymi rzecznik podaje „2021 lub najpóźniej 2022”.

Jeśli więc do tej pory się nie ukisimy, to lato 2022 powinno być całkiem przyjemne. Przynajmniej w warszawskim zbiorkomie.

Co sądzisz? Skomentuj!