Jak rozpoznać Pana Adama?

To nie jest primaaprilisowy żart. Mamy w redakcyjnym kolektywie poważny problem. Jeden z naszych kolegów posiadł umiejętność bilokacji. Niczym ojciec Pio przebywa w kilku miejscach równocześnie. Nie pisalibyśmy o tym, gdyby tak faktycznie nie było. Może ktoś z Was, drodzy Czytelnicy, doradzi nam jak rozpoznać pana Adama?

Zaczęło się od wizyty u dentysty. Kolega Andrzej zauważył, że tego dnia jego stomatolog wyjątkowo przypominał redaktora Adama. Andrzej siedział na fotelu i rozmyślał o sobowtórze, gdy ten nagle sięgnął po diamentowe wiertło. Rozpoczęło się borowanie.

– Ten pacjent, co tu był, to on mówił że to na pewno ósemka. – powiedział Niby-Adam stomatolog do pomocy dentystycznej. – Jak już usiadł na fotelu to nie byłem w stu procentach przekonany. Według mnie to raczej promieniuje z szóstki. Ale skoro chciał to wyrwałem mu ósemkę.

Andrzeja z pewnością zmroziło. Wiedzieliśmy, że redaktor Adam słucha ekstremalnej muzyki metalowej, ale żeby od razu musiał realizować się jako „dentysta-sadysta”? W gabinecie dentystycznym na szczęście nie leciał Slayer. Na falach Eska Rock o obronie prawa do zabawy śpiewali Beastie Boys. Niby-Adam stomatolog oczywiście podśpiewywał wraz z nimi.

Z ekstremalną muzyką było coś na rzeczy. W tym samym czasie, kiedy Andrzej naprawiał swój uśmiech, odwiedził mnie w mieszkaniu Adam. Był przebrany za inspektora instalacji gazowej czyli Pana Piecyka. Miał na sobie rockową ramoneskę, koszulkę zespołu „Iron Maiden” oraz buty budowlane. Wesoło gwizdał, podśpiewywał i nie bał się zadawać dowcipnych pytań jak na przykład czy naprawdę pochodzę z rodziny Kaczyńskich.

Miło sobie gawędziliśmy. Okazało się, że Pan Piecyk mieszkał kiedyś na Kole. Nabawił się tam lęku przed wejściami do mieszkań od galerii. Był bardzo rozmowny i nie przestawał trajkotać. Zupełnie jak nasz Adam z redakcji. Tak samo cudownie się uśmiechał. Przytoczył również ciekawą historię o tym jak pewnego razu klientka zatkała wylot wentylacyjny szmatą. Zrobiła to specjalnie by nacieszyć się widokiem Pana Piecyka. Wzywała go cztery razy. Gdy Pan Piecyk odkrył podstęp za trzecim razem, już nigdy więcej do niej nie przyjechał. Była zbyt natrętna. Ach ten Adam!

Z poufnych źródeł wiemy też, że Pana Adama widziano niedawno w pewnym warszawskim klubie. Stał na scenie i wygrywał na gitarze chłodne melodie. W redakcji tłumaczył się, że gra premierowy koncert. My jednak wiemy swoje: dorabiał między kolejnym borowaniem ósemek, a inspekcją pieca gazowego. Mimo, że jest wegetarianinem to ktoś podobno widział go w sklepie mięsnym. Tego jednak nie możemy potwierdzić. Umiejętność równoczesnego przebywania w trzech miejscach w Warszawie trudno opanować. Nie tracimy jednak nadziei. W naszym mieście wszystko jest możliwe.

Co sądzisz? Skomentuj!