Jaćwing, hipster czy warszawka?

Słowo hipster jest prawdopodobnie najbardziej wyekspolatowanym przez media słowem ostatnich 5 lat. „Hipster to” i „hipster tamto”. Jedno wiemy na pewno – hipster to (pokrótce) osoba dążąca do indywidualizmu za wszelką cenę, ocierająca się przez to czasem o śmieszność (właśnie napisałem najlepszą definicję hipstera ever!). Hipster to słowo klucz, używane przez szacowne periodyki, aby sprawić wrażenie, że się doskonale orientują, że wręcz są takimi hipsterami w oceanie publicystyki.

Aby samemu nie stać się ofiarą własnej krytyki, zamienię w dalszej części słowo „hipster” na “Jaćwing” (taki bałtycki lud).

Dumni Jaćwingowie

Jaki jest Jaćwing? Jadźwing nie chce być posądzony o bycie Jaćwingiem, dlatego właśnie jest Jaćwingiem. Im bardziej Jaćwing protestuje przed określaniem go mianem Jaćwinga, tym bardziej tym Jaćwingiem jest. Jeśli Jaćwing chce wyrazić pogardę dla nie-Jaćwinga określa go mianem… Jaćwinga. Jaćwing lubi miejsca, gdzie otaczają go inni Jaćwingowie, tam zazwyczaj usłyszy muzykę, którą już słyszał, ale już nie słucha.

Jaćwingowie to dumny lud, w bardzo dużej ilości spotykany w Warszawie. Kto nie zna choć jednego Jaćwinga? Kto choć raz nie poczuł się choć trochę Jaćwingiem?

Są dobre strony bycia Jaćwingiem, poczucie elitaryzmu, ale zarazem egalitaryzmu – możesz założyć co chcesz i zachowywać się jak chcesz, nikt cię palcem nie wytknie (no chyba, że te buty naprawdę nie pasują do tej torby). Jaćwingowie trochę przepłacają, ale mimo wszystko potrafią się bawić – imprezy w opuszczonych mieszkaniach i inne naprawdę kreatywne i fajne sposoby spędzania wolnego czasu nieszablonowo. Częstą sytuacją jest, że nie-Jaćwingowie, tylko (na potrzeby artykułu nazwijmy ich) Hugenoci, chodzący do klubów typu Capitol, określają się SAMI mianem Jaćwinga, popełniając tym samym dyskredytujący ich błąd.

Czy jest coś złego w dążeniu do bycia oryginalnym? Myślę, że nie. A przesada jest rzeczą ludzką. Może to pretensjonalne, ale za to jaka frajda! Chodźmy do galerii, pijmy wino ze średniej półki, przekomarzajmy się ze światem.

Nie generalizujmy, jest sporo rzeczy, których od Jaćwingów możemy się nauczyć.

Piekielna Warszawka

W Warszawie funkcjonuje podobno również enigmatyczne środowisko zwane “warszawką” (modne słowo klucz w mediach tuż przez hipsterami… tfu! Jaćwingami!).

Niby jest, a niby go nie ma. Nie wiadomo kto jest “warszawką”, a kto nie. Podobno są to zamożni ludzie, chodzący na wystawne bankiety. Podobno opływają w luksusy, raczą się najlepszymi szampanami i noszą drogie zegarki, ale tak jak nikt otwarcie nie jest Jaćwingiem, tak kogoś, kto przyznałby afiliację z tzw. “warszawką”, można ze świecą szukać. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że to mityczne (a może nawet mitologiczne) środowisko zbiera gromy z całej Polski, podobno jego przedstawiciele obnoszą się ze swym obrzydliwym bogactwem i są snobami. Często z “warszawką” są łączeni celebryci, aktorzy, biznesmeni, ale jeśli ktoś był kiedykolwiek na którymś z ich spędów, wie że ów blichtr jest fasadowy. Zaliczyć “ściankę”, obskoczyć fotografów, raczyć się szwedzkim stołem (za darmo!). Nie bywając na tychże branżowych imprezkach, na pierwszy rzut oka widać, że są to wydarzenia czysto promocyjne, dla “bywaczy”, wcinających łapczywie koreczki ze śledziem. Celebryckie środowisko chętnie podgląda Jaćwingów i panujące wśród nich trendy, w tym samym momencie, pragnąc uchodzić za ową “warszawkę”. To towarzystwo wzajemnej adoracji nie ma raczej nic wspólnego z celebrującą swój status materialny i życiowy, pogrążoną w wystawnym hedonizmie, mityczną “warszawką”.

Czy “warszawka” jest mitem? Czy ktoś jest w stanie powiedzieć z podniesionym czołem że jest z “warszawki”?

A Ty? Kim jesteś?

Co sądzisz? Skomentuj!