Inna Warszawa jest możliwa?

Choć tytuł wpisu mógłby to sugerować, zastrzegę od razu, że nie jestem sympatykiem partii Razem. Jednak debata #BitwaWarszawska2018 obudziła we mnie cień nadziei na to, że istnieje szansa na zmianę Warszawy, porozumienie sił społecznych, miejskich i progresywnych, a w rezultacie na czułe pożegnanie Platformy Deweloperskiej, przy jednoczesnym odpędzeniu widma „chłopaków spod bloku”. Ale jednak, gdzieś z tyłu głowy, wciąż nie daje mi spokoju myśl, że „wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie dalej tak jak jest”.

Kiedy kolega Jędrzejczak w jednej z redakcyjnych dyskusji rzucił pomysł mocno lewicowej debaty na temat szans na odsunięcie w niebyt duopolu PiS-PO, zdania wewnątrz Pańskiej Skórki były podzielone. Obawialiśmy się, że wydarzenie będzie nie tylko „zbiasowane”, ale też bardzo niszowe. W międzyczasie swój (zaskakująco progresywny) program dla Warszawy ogłosili również liberałowie z .Nowoczesnej, więc z czystym sumieniem mogliśmy rozszerzyć program debaty nieco „na prawo”, a przynajmniej w stronę centrum. Nadal jednak obawialiśmy się tego, że debata poświęcona hipotetycznej możliwości pokonania w stolicy dwóch najsilniejszych w skali miasta i kraju ugrupowań – a więc siłą rzeczy pozbawiona ich przedstawicieli i sympatyków – może pozostać niszą w niszy i smutnym klubikiem, w którym kilkanaście osób będzie sobie nawzajem klaskać uszami.

Kiedy w zimny i wietrzny poniedziałkowy wieczór sala konferencyjna w PaństwoMiasto zaczęła się wypełniać, a następnie dosłownie pękać w szwach, wiedzieliśmy już, że może wydarzyć się coś ważnego. I rzeczywiście tak było, a debata obudziła nieco nadziei nawet w wyżej podpisanym sceptyku. Ale po kolei.

Red. [aj] czeka na gości

W debacie, jak wspominałem, wzięli udział głównie goście kojarzeni raczej z lewą stroną sceny: Paulina Piechna-Więckiewicz z Inicjatywy Polska, Dagmara Misztela z Zielonych, Adrian Zandberg z Razem, Jan Mencwel z Miasto Jest Nasze, a także jedyny do tej pory oficjalnie ogłoszony kandydat na prezydenta Warszawy, Paweł Rabiej z .Nowoczesnej. Zabrakło, ku naszemu dużemu smutkowi, Jana Śpiewaka, ale nie mamy mocy sprawczej zaciągania nikogo na siłę. Ostatecznie skład był więc dość przekrojowy, a tezy wygłaszane przez gości przeważnie takie, jakich można było się spodziewać. Jednak z kilkoma (pozytywnymi) zaskoczeniami.

Jakie tematy zdominowały debatę i w czym nasi goście byli zgodni? Na pewno w kwestii tego, czy i jak można zagrozić nadal mocnej pozycji Platformy i uniknąć wygranej PiSu. Duże szanse obu największych partii są oczywiste i z pewnością trudno będzie przekonać warszawiaków, aby zrobili krok w nieznane, bo – jak zauważała Paulina Piechna-Więckiewicz, a w czym wtórował jej Paweł Rabiej – nadchodzące wybory samorządowe upłyną pod znakiem emocji, które mogą przesłonić wyborcom istotne kwestie programowe. Z jednej strony możemy spodziewać się mobilizacji „przeciwko HGW”, z drugiej „przeciwko PiSowi”, ale obie duże partie będą przekonywać głosujących do tego, że głos oddany na jakąkolwiek listę alternatywną wobec nich, będzie głosem straconym. Do tego dochodzi realna w ocenie gości wizja potencjalnych manipulacji PiS przy ordynacji wyborczej, jeszcze zwiększająca szanse rządzącego krajem ugrupowania na przejęcie Warszawy. W świetle takiej sytuacji, niezwykle groźnej dla mniejszych ugrupowań, logicznym posunięciem wydawałaby się konsolidacja i ewentualne utworzenie wspólnej listy. I tu pierwsze zaskoczenie – praktycznie nikt z uczestników nie wykluczył możliwości powstania takiego bloku. Nawet nie stricte lewicowego, co „progresywnego” i w możliwie dużym stopniu – społecznego. Jeśli opierać się wyłącznie na deklaracjach, które padły w czasie debaty, możliwa byłaby nawet współpraca ognia z wodą – Razem z .Nowoczesną. Choć z istotnym zastrzeżeniem, które najmocniej wyartykułował chyba Adrian Zandberg, że tego typu współpraca musiałaby oznaczać ograniczenie ambicji partyjnych liderów i porozumienie byłoby możliwe jedynie na równościowych, demokratycznych zasadach sił alternatywnych wobec PO-PiS. Z drugiej strony uczestnicy debaty, a najmocniej chyba Jan Mencwel, zwracali uwagę na to, że szansą na odsunięcie zagrożenia władzy jednej lub drugiej dużej partii, są ludzie, a nie partyjne, czy organizacyjne szyldy. Szczególnie na poziomie rad dzielnic, gdzie zgodnie postulowano praktyczne wyeliminowanie polityków. Wywołani do tablicy, zarówno Mencwel, jak i Piechna-Więckiewicz zadeklarowali też, że ich ugrupowania nie zamierzają wystawiać kandydatów na Białołęce, gdzie MJN i IP praktycznie nie mają struktur. Wybory zweryfikują, czy faktycznie nie pojawią się przyniesieni w teczkach spadochroniarze. Przekaz „rady dzielnic dla ludzi z dzielnic” powtarzany był wielokrotnie i mocno.

Duża zgodność panowała też w kwestiach ekologicznych i społecznych. Choć po spojrzeniu na skład debaty nie było w tej kwestii wątpliwości. A więc prymat transportu publicznego nad prywatnym, ochrona miejskiego środowiska, praktyczna walka ze smogiem. Nihil novi, ale bardzo dobrze, że te kwestie również wybrzmiały. Przy okazji Piechna-Więckiewicz wyznała, że jest bodaj jedyną radną, która nie porusza się po mieście samochodem (co miało swoje reperkusje w postaci interesującej twitterowej wymiany zdań z Piotrem Guziałem – klik). Tematy społeczne najmocniej obecne były w wystąpieniach Adriana Zandberga i Pauliny Piechny-Więckiewicz. Obydwoje bardzo mocno podkreślali kwestie wykluczenia, zaznaczając, że Warszawa nie jest tylko miastem ludzi najbardziej zamożnych, a walka o byt jest codziennością licznych warszawiaków. Zandberg posunął się nawet do konkretnych obietnic, sugerując niemal wprost, że cztery lata potencjalnych rządów Razem w Warszawie pozwoliłyby na rozwiązanie problemu żłobków, czy edukacji.

Następną debatę robimy na Torwarze :)

Choć od deklaracji polityków i działaczy do faktycznych czynów droga często bywa długa i ciernista, to #BitwaWarszawska2018 pozostawiła mnie z nadzieją. Z nadzieją, że choć „wielka polityka” kojarzy się z wielkim smrodem, to na poziomie lokalnym jednak potrafimy ze sobą rozmawiać. Z nadzieją, że nawet bardzo odległe ideologicznie organizacje są w stanie szukać platformy (pardon) porozumienia w sprawach dla Warszawy najważniejszych. I – wreszcie – z nadzieją, że odsunięcie widma Warszawy PO lub Warszawy PiS-u nie jest aż tak utopijne, jak mogłoby się wydawać. Pozostaje tylko – znów – mieć nadzieję, że na kulturalnej dyskusji i chwaleniu się nawzajem przez Zandberga i Rabieja się nie skończy, a w przyszłorocznych wyborach samorządowych faktycznie zobaczymy wspólną listę, lub przynajmniej deklarowany sojusz organizacji progresywnych. To może być prawdziwy początek odrodzenia warszawskiego samorządu, jakim naszą skromną debatę ochrzcił jeden z użytkowników Twittera.

Obejrzyj videorelację z debaty (realizacja: Włodek Ciejka na ukos):

A na koniec kilka smacznych tweetów z debaty. Więcej znajdziecie na #BitwaWarszawska2018!

Co sądzisz? Skomentuj!