Imprezki u Króla Stasia

Żółtego logotypu burgerowni pływającego po stawie w Łazienkach Królewskich raczej długo nie zapomnimy. Wprawdzie korporacja ostatecznie przeprosiła, to jednak było to klasyczne "non-apology", adresowane do "wszystkich, którzy poczuli się dotknięci". No ale czego się spodziewać po biznesie, który tak, jak w swoich podstawach oparty jest na przemocy i przemysłowym wykorzystywaniu zwierząt, prezentuje analogiczne podejście do przestrzeni publicznej, a złote łuki na słupach szpecą krajobraz jak Polska długa i szeroka. Niemniej, choć po McDonald's faktycznie można się było spodziewać wyłącznie rzeczy jak najgorszych, to przy tej okazji uchyliła się nieco klapka, pod którą widać rozmaite sytuacje, z których Stanisław August Poniatowski zapewne zadowolony by nie był - tak jak nie są mieszkańcy Warszawy i konserwatorzy zabytków.

Zacznijmy od tego, że pokaz mody z burgerowym logo w tle, to tylko jedna z bardzo wielu imprez, które odbywają się w Łazienkach. Mówiąc wprost - w parku dzieje się bardzo dużo i zdecydowanie nie zawsze są to sprawy o charakterze "muzealnym". I zdecydowanie nie zawsze Ty, ja, czy dowolna inna osoba mieszkająca w Warszawie (albo turysta) w tych wydarzeniach może uczestniczyć. Kiedy na naszym fanpage'u rozgorzała dyskusja o Logo na Wodzie, otrzymaliśmy też (z prośbą o zachowanie anonimowości źródła) niepokojące informacje, które - z większym lub mniejszym sukcesem - staraliśmy się zweryfikować. Co więc dzieje się w Łazienkach? Oj wiele!

Zacznijmy od tego, że pokaz mody z frytkami w tle nie jest ewenementem i sytuacją z tych nietypowych. Pałac na Wyspie służyć miał - zgodnie z projektem Tylmana z Gameren - między innymi rozrywce. No to służy. Jest bowiem regularnie wynajmowany na wydarzenia komercyjne, co wiąże się m. in. z ograniczeniem (częściowym lub całkowitym) dostępu do Pałacu (lub większej części parku) dla mieszkańców Warszawy i turystów (nieważne, że przyjechaliście do Warszawy z daleka - w Łazienkach właśnie stoi namiot PZU i nie pozwiedzacie). Kolejnym problemem jest to, że Muzeum nie informuje z wyprzedzeniem (np. na stronie www) o tym, kiedy takie prywatne imprezy będą się odbywały, stosunkowo łatwo jest więc pocałować mosiężną klamkę.

Jeśli macie wystarczająco zasobny portfel, możecie wynająć Pałac, Amfiteatr lub zamknąć pół Łazienek na prywatną imprezę. Jeśli nie zaliczacie się do krezusów, ale macie trochę luźnej gotówki, możecie wynająć powierzchnię reklamową na ogrodzeniu parku - zorganizować tam komercyjnie tzw. "wystawę" (o nich później). Jeśli jesteście organem administracji publicznej, to na zamkniętą imprezę dostaniecie 50% zniżki ("Podnoszą one renomę, korzystnie wpływają na wizerunek oraz promują nasze obiekty na arenie międzynarodowej, co jest jednoznaczną korzyścią dla naszego Muzeum"[1]).

Podsumowując liczby: w tym sezonie w Pałacu na Wyspie odbyły się już 24 komercyjne wydarzenia, a w Amfiteatrze - jedno. Rok temu w Pałacu tego typu imprez było 36, a w Amfiteatrze - 3. Podczas 29 "eventów" w sezonie 2018 oraz 14 w obecnym Pałac był niedostępny dla zwiedzających na cały dzień lub jego część (od 2 do 5 godzin). Byłoby ich zapewne więcej, ale utrudniają to "restrykcyjne ograniczenia konserwatorskie, które nie podlegają negocjacjom i nie pozwalają na realizację większości pomysłów z jakimi zwracają się do nas komercyjni partnerzy"[1].

Ktoś powie, że w trudnych dla kultury czasach, kiedy programy socjalne i wielkie państwowe inwestycje infrastrukturalne pożerają lwią część budżetu, kultura musi sobie jakoś radzić, a muzeum, nawet tak wyjątkowe i stanowiące parkowe dobro wspólne mieszkańców Warszawy, musi sobie "dorabiać"? To teza dość dyskusyjna, ale nawet przyjmując ją na potrzeby tego ćwiczenia, warto zastanowić się, jakie tak naprawdę są koszty owego "dorabiania sobie". I czy w efekcie Łazienki, a z nimi my wszyscy, nie jesteśmy "na minusie". I to - być może - nieodwracalnie.

Nasze źródło poinformowało nas np. że: "podłogi w Sali Salomona zostały zniszczone obcasami szpilek podczas jednego z wielu bankietów odbywających się w tych wnętrzach, a obecnie większość podłogi w tym pomieszczeniu jest podziurawiona" oraz że: "w zabytkowych wnętrzach (...) na potrzeby wydarzenia i cateringu instalowana jest pełna kuchnia, tj. piece konwekcyjne, stoły kuchenne, mikrofalówki itp.". Nie pozostało więc nic innego, jak zapytać o Muzeum, czy prawdą jest, że w zabytkowych salach Pałacu na Wyspie odbywają się bankiety, co nie pozostaje bez wpływu na kondycję posadzek (obcasy) i ścian/sufitów (catering)? Krótka i treściwa odpowiedź nie pozostawia wątpliwości:

"Nie jest to prawdą. Wszystkie realizacje odbywają się z zachowaniem najwyższych norm konserwatorskich, a co za tym idzie, nie wpływają na stan substancji zabytkowej." [1]

Nie czuję się kompetentny, aby ocenić w zakresie "norm konserwatorskich" zdjęcia, które otrzymaliśmy wraz z "przeciekiem" oraz to, czy i jak na zabytkową substancję wpływają bemary i kuchnie konwekcyjne, pozostawię je więc bez komentarza:

Bez wątpienia niepokoić mogą też takie wydarzenia jak dramatyczna utrata palca przez Marsjasza, opisywana niegdyś przez GW.

No ale skoro realizacje "nie wpływają na stan substancji zabytkowej"...

To wnętrze. A zewnętrze? Zapytałem biuro Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o to, jak się do nadzoru konserwatorskiego mają organizowane w Pałacu, Amfiteatrze, ale i w ich otoczeniu, imprezy komercyjne. Wiecie, pływające loga, namioty, sceny, światła, balony i trampoliny. Odpowiedź nie była zaskoczeniem: "Działania mające wpływ na widok i stan zachowania zabytku wymagają, zgodnie z art. 36  Ustawy o ochronie zabytków i piece nad zabytkami, uzyskania zgody MWKZ" [2]. Samo Muzeum poinformowało zaś, iż: "W tym aspekcie przepisy prawa, które obligują nas do konsultacji przedsięwzięć z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, są dodatkowo zaostrzone przez wewnętrzne wytyczne konserwatorskie sporządzone ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki naszych obiektów." [1]

Jeśli jednak - jak się okazało - pływające logo McDonald's nie było wcale z MWKZ konsultowane, to rodzi się pytanie, czy Konserwator wiedział np. o pięknym stodoło-namiocie PZU i scenie ze światłami - łącznie ustawianych i demontowanych przez kilka dni? Albo o spektakularnym Narodowym Dniu Dziecka - obejrzyjcie sami, jak "wyjątkowo" i "magicznie" prezentowały się wówczas Łazienki (ok. 1:30 możecie też zobaczyć, jak wygląda "wystawa" na płocie parku).

Jest jeszcze jeden wątek, który prawdopodobnie zasługiwałby na osobny wpis, a także na osobne "śledztwo" obywatelskie. Dach. Nie wiem, czy wiecie, ale niedawno ogłoszono konkurs na zadaszenie łazienkowskiego Amfiteatru. W kontekście wszystkiego, o czym pisałem powyżej, brzmi to groźnie, szczególnie, że cyt.: "Konkurs SARP na zadaszenie Amfiteatru nie był konsultowany z MWKZ."[2] Uspokajająco działają jednak dwie kwestie - Muzeum otrzymało od MWKZ zalecenie "poddania tematu pod dyskusje eksperckie"[1] - to raz. A dwa - w przesłanej do naszej redakcji odpowiedzi na pytanie dotyczące zadaszenia, Muzeum w niemal każdym akapicie podkreśla, że ma być ono "czasowe i demontowalne"[1].

Pozostaje mieć nadzieję, że "w związku z zaistniałą sytuacją wydział kontroli WUOZ w Warszawie w najbliższym możliwym terminie przeprowadzi kontrolę stosowania i przestrzegania przepisów dotyczących ochrony zabytków na obszarze Muzeum i Parku w Łazienkach Królewskich" - dla dobra Muzeum, parku i nas wszystkich. A propos "nas wszystkich" - chodźmy często do Łazienek, bo to bodaj najpiękniejszy warszawski park i nasz wspólny skarb. A będąc tam - zwracajmy uwagę na wszystkie nieprawidłowości.

[1] odpowiedzi na pytania, przesłane do naszej redakcji przez Muzeum Łazienki Królewskie
[2] odpowiedzi na pytania, przesłane do naszej redakcji przez biuro Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków
Pozostałe cytaty - zgodnie z linkowanymi źródłami

***

Post scriptum aka łyżka miodu w beczce dziegciu: chciałbym - bez cienia sarkazmu i złośliwości - pozdrowić p. Emanuelę, odpowiadającą za komunikację Muzeum Łazienki Królewskie. Na przygotowane przez nas pytania (ewidentnie "z tezą" i raczej zaczepne) odpowiedziała dość szybko i kompleksowo, bez zbytniego owijania w bawełnę - w pierwszej transzy oraz już z dozą marketingowego owijania, ale wciąż obszernie - w drugiej. W instytucjach publicznych takie podejście wcale nie jest oczywiste, a niekiedy informacje trzeba wręcz "wyszarpywać" lub zdobywać podstępem. Ponieważ więc nie wszystkie odpowiedzi i nie w pełni udało się wykorzystać w niniejszym tekście, możecie przeczytać je [tutaj].

Co sądzisz? Skomentuj!