Idzie nowe, czyli rzecz o alpagach, duchach i Powiślu

Idzie nowe

Wychowałem się w dzielnicy historycznej. Historycznie robotniczej, proletariackiej i biednej. Kiedyś byli tu flisacy, spławiający sól i inne dobra do Stolicy. byli robotnicy, biedota (opisana w “Lalce” B.Prusa), bandyci i apasze. Po zmroku niewiele było tu miejsc których nie należałoby unikać. Alkohol zawsze lał się tu równie wartko jak krew, nieustannie, jak woda w Wiśle, w której starorzeczu, u podnóża skarpy wiślanej leży Powiśle. Powiśle może nie zawsze przypominało do końca to z Matysiaków, ale na pewno nigdy nie było martwą pustynią apartamentowców i loftów. Dzielnica ta przekształca się coraz bardziej i zmienia swój charakter, wraz z każdym apartamentowcem, ogrodzonym szczelnie niczym twierdza, wraz z każdym mieszkaniem, odsprzedanym przez pośrednika za wielkie pieniądze.

panskaskorka_gierymski_powisle1

Aleksander Gierymski – Przystań na Solcu (1883)

Wychowując się na Powiślu, od dziecka miałem możliwość spotykania i obserwowania  amatorów trunków wyskokowych.Nigdy nie patrzyłem na nich z odrazą, ani zalęknieniem. W tej chwili to wymierający gatunek, świadectwo historii tego miejsca. Postanowiłem ocalić te barwne postaci od całkowitego zapomnienia i zostawić po nich chociaż drobny trop w internecie.  Wszystkie postaci są prawdziwe, albo były…

Duchy

Eja – Nazywałem go tak, gdyż z daleka było go słychać, choćby był ulicę dalej, jak krzyczał ochrypłym, wręcz skwierczącym głosem – “EJA!”. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że nie był to nieartykułowany odgłos postalkoholowej euforii. Eja, tak naprawdę krzyczał “Legia!”. Kiedyś Eja podszedł do mnie, gdy byłem na spacerze z psem, miał szampański nastrój. Wyciągnął malutkiego pluszowego dalmatyńczyka zza pazuchy mówiąc: “Ja też mam pieska! Hau! Hau!”. Nawet nie wiem kiedy echa radosnych okrzyków Eji zamilkły.

Bokser – Człowiek o smutnych oczach, zawsze w znoszonym beżowym garniturze, zawsze w  wyprasowanej koszuli, uczesany, nos złamany, źle zrośnięty. Ponoć kiedyś boksował, stąd kryptonim. Lokalny patriota. Wielbiciel muzyki. Ulicznych grajków traktował z wielkim szacunkiem. Szczególnie wzruszała go harmonia. Widziałem łzy szczerego wzruszenia w jego smutnych oczach.

Chudy – Był chudy. Na jego chudej twarzy rozgościły się wąsy, wielkie, tuż pod nosem który musiał być złamany tyle razy że prawie przykleił się do policzka. Chudy, oprócz tego, że był chudy, był przede wszystkim rozmowny, a może trafniej – był gawędziarzem. Oprócz ulubionych historii miłosnych awantaży (ulubionych przez niego, a nie mnie, były niestety pełne pikantnych szczegółów), opowiadał także historie bardzo osobiste. Jego ojciec sprał go gdy Chudy mając około lat szesnastu, wytarł kawałkiem cegły spodnie (nowiutkie Odry!), tak było modnie.
Siedział łącznie 13 lat. Nienawidził “czerwonych pająków” (komunistów). Twierdził że na Powiślu rządzi mafia. Dał mi długopis z herbem Legii.
Chudy kumplował się z Chabrem i Andrzejem, ale o nich za chwilę.

Andrzej – Andrzej, wysoki facet z siwą brodą o zimnym spojrzeniu “spode łba”, raczej małomówny. Smutna sprawa, na przestrzeni kilku lat widać było jak pikuje ku ziemi, jak się marnuje. Jego życiową partnerką była Brejkdensówa (o której za chwile). Ponoć lubił techno. Tak przynajmniej mówił Chudy (opisywany wyżej). Chudy mówił mu ponoć wielokrotnie, żeby Andrzej nie chodził z discmanem po pijaku. Andrzej bardzo lubił Techno, ukradli mu discmana, jakieś łachudry.

Brejkdensówa – Nazwana tak, przeze mnie i mojego kumpla z dzieciństwa, ponieważ dziwnie chodziła. Była wysoka, ruda i waleczna, niczym Powiślańska Boudika. Potrafiła stać pod oknem Andrzeja godzinami (mieszkał na parterze), krzycząc “Andrzej!”. Była to skomplikowana relacja, ale uczucie mocne, jakby żywcem wyjęte z ulicznych ballad miłosnych (najbardziej znanych w wykonaniu Grzesiuka).

Chaber – Nie, nie miał niebieskiego nosa. Tak na niego mówili wszyscy. Czasami sympatyczny, czasami mrukliwy i gburowaty (szczególnie jak ktoś go nie rozumiał). Urodził się i zmarł w tej samej kamienicy, w międzyczasie wracając do niej wielokrotnie po ucieczkach z ośrodka opieki społecznej. Ponoć kiedyś po piwnicy goniły go tygrysy. Zapamiętam go w fioletowej czapce z daszkiem, uśmiechniętego.

Sprężyna – Sprężyną nazwałem na potrzeby artykułu Pana, który był zawsze bardzo wyprężony – klata do przodu, ręce na boki. Pamiętam, że Sprężyna zniknął na kilka lat. Spotkałem go w ciemnej uliczce, mając pewnie ze 14 lat, wracając do domu. “Siemasz, świński cycku, właśnie wyszedłem z kryminału, jestem stąd, poratuj.” Poratowałem. Od tamtej pory Sprężyna zawsze zagaduje, wita się, jest koleżeński, do tego stopnia że ostatnio proponował mi pracę, chciał nauczyć mnie kłaść kafelki. Ponoć wyglądałem jakbym był zabiedzony.

Tuptuś – Nie śpieszył się, dreptał, tuptał. Człowiek o sympatycznym acz bezzębnym obliczu, z czapką założoną na wzór tej frygijskiej (smerfowej). Mimo braku pośpiechu, być może dla wygody, najczęściej wypowiadane przez niego słowo “Paprosa?” było w zasadzie połączeniem dwóch – poproszę i papierosa.

Niestety, nie wiem jakie są dalsze losy tych postaci, kilka lat temu wyprowadziłem się na Żoliborz. Mam nadzieję, że życie ich zbytnio nie poniewiera.

Smak alpagi

Aby przygotować się należycie do pisania na ten temat oraz wprowadzić do organizmu bajkowy nastrój (jak ponoć powiedział Jan Himilsbach, również związany z Powiślem), postanowiłem poszukać wielce popularnej przez ostatnie dziesięciolecia ambrozji każdego ulicznego smakosza – alpagi. Nie było to łatwe zadanie. W większości sklepów jako tanie wino funkcjonuje teraz Sophia lub Fresco, zajmują one te najniższe ledwo widoczne półki na których kiedyś stały dumnie jabole. Poszukiwania prawdziwej alpagi udały się w trzecim sklepie (w poprzednich proponowano mi wyżej wymienioną Sophię). Był to połowiczny sukces. Z pewną nieśmiałością  nabyłem bowiem “Napój alkoholowy na bazie piwa o smaku wiśniowym” (900ml, 9%, 5PLN). Mimo tak gorszącej nazwy, smak jakby znajomy, chociaż “smak” to chyba za dużo powiedziane bo był to mdło-słodki melanż z dodatkiem aromatu wiśniowego i migdałowego.

panskaskorka_alpaga_napis
Nie jestem specjalistą, ale zdaje się że tak właśnie powinna smakować alpaga.
Moje myśli przy każdym łyku błądziły pośród znajomych Powiślańskich zakamarków i nawiedzających je duchów minionej epoki. Te duchy blakną.
Nowe Powiśle jest bezpieczniejsze, otwierają się nowe sklepy, knajpki, restauracje, ale chyba jest mniej „swojskie” i rodzinne. Niestety taka kolej rzeczy mnie nie dziwi, oddalamy się od siebie i odgradzamy, w skali mikro, jak i skali makro. Na zdrowie ferajna!

panskaskorka_alpaga_pusta

PS.Ponieważ wiele osób pytało mnie dlaczego Sprężyna powiedział do mnie per “świński cycku”, wyjaśniam: Zasięgnąłem kiedyś języka, tak podobno zwraca się do osób młodych.

Co sądzisz? Skomentuj!