Granice/Limes

W starożytnym Rzymie istniały obszary, gdzie nie sięgała cesarska władza. Na mapach miejsca te określano formułą „hic sunt leones” czyli „tu są lwy”. Od przysłowiowych dzikich bestii zamieszkujących nieodkryte połacie dosłownie się odgradzano. Umocnione granice, wały obronne znane jako limes ciągnęły się wzdłuż rubieży rzymskich krain wyznaczając zasięg władz cesarza. Poza ich linią działy się rzeczy niepojęte i barbarzyńskie. Oko rzadko kiedy wyglądało za limes, częściej skupiając się na tym, co w granicach, a nie poza ich obrębem.

granice_dzielnik_panskaskorka

Płot z kukurydzy

Przez ostatnie pół roku zaobserwowałem w Warszawie kilka takich miejsc. Na Bemowie wyrósł nie byle jaki limes. Naturalna granica miasta wytyczona przez ul. Lazurową została umocniona przez pole kukurydzy nie do przebycia.

Kukurydziany żywopłot skutecznie broni dostępu do ul. Lazurowej. Przez jego gęstwinę do Warszawy nie przedostaną się lwy z wybudowanych w szczerym polu bloków. Głodnym okiem ze swoich nowych siedlisk będą mogły jedynie łypać na brzydsze bloki po stołecznej stronie granicy, które o dziwo również swój żywot zaczynały w szczerym polu. Być może kukurydza niedługo nie będzie już rosła przy ul. Lazurowej. Wtedy limes przesunie się gdzie indziej.

 

Strażnica PKP

Limes występują nie tylko na obrzeżach. Wewnątrz miasta odgradzają one dobrze znaną okolice od terra incognita. Kwartał kolejowych nieużytków, starych warsztatów samochodowych i pojedynczych kamienic przez długie lata leżał zapomniany. Ciężko było tam wjechać samochodem, a poza kilkoma szemranymi klubami i dyskotekami rodem z lat dziewięćdziesiątych pozostawał czarną plamą na mapie miasta. Odgrodzony czterema ruchliwymi ulicami, wyznaczał zapomniany obszar na styku dzielnic. I tu limes znowu się przesunął. Dźwigi wkroczyły, by zbudować nową dzielnicę. Nieznaną przestrzeń okolic ul. Kolejowej zaanektowano. Nie ma tam już dzikich lwów.

Po trochę mniej nieodkrytych rubieżach porusza się Michał Cichy. W książce „Zawsze jest dzisiaj” opisuje m.in. swój spacer z psem wzdłuż torów pomiędzy dworcem Warszawa Ochota, a dworcem Warszawa Zachodnia. Zabiera czytelnika w okolice ul. Na Bateryjce, którą dalej kieruje się w stronę torów. Znikają ludzie. Znika miasto, a w jego miejsce wkracza niezagospodarowana przestrzeń. Dobrze widać to na mapach Google’a. Limes przebiega cicho, jest zasłonięty ścianą galerii handlowych i budynków o przeznaczeniu biurowo-parkingowym. Ściana dziko rosnącej, niezadbanej zieleni i zardzewiała siatka bronią dostępu do krainy barbarzyńców. Oprócz Michała Cichego zapuszczali się tam tylko wiecznie uśmiechnięci poszukiwacze żelaza. Ciężko jednak wynieść trakcje kolejową między dwoma głównymi dworcami stolicy pozostać niezauważonym.

 

Natura limes jest dwoista. Czasem są widoczne gołym okiem, kiedy indziej przebiegają po cichu i aby je zauważyć potrzeba chwili skupienia. Oddzielają przestrzeń pozostająca we władzy miasta od miejsc nieokiełznanych. Wystarczy pole kukurydzy lub opuszczone podwórko. Gdzie biegną limes waszego miasta?

 

granice_panskaskorka

 

Tekst  i zdjęcia – Mati Kaczyński

 

Co sądzisz? Skomentuj!