Gramy w Warszawie

Wszyscy w coś grają. Ludzki mózg lubi być przyjemnie szturchany. Nawet ten, który zarzeka się, że wcale nie gra, gdy nikt go nie widzi, oddaje się zapewne bezwstydnemu klepaniu high scorów. Współcześnie gramy prawie cały czas, niejednokrotnie nawet nie zdając sobie z tego sprawy!

Najprzyjemniej gra się z kimś, z inną żywą osobą, która co najważniejsze jest fizycznie obok. We współczesnej Warszawie granie kolektywne przybierało różne formy, i tak jak 20 lat temu, dalej ma się dobrze.

Oto krótka subiektywna lista najciekawszych tendencji i miejsc:

1. Salony gier

Na początku lat 90-tych pierwszym miejscem, do którego kierowały się kroki każdego wagarowicza ze Śródmieścia był Burger King na pl. Konstytucji, a w zasadzie jego obrosłe legendami pierwsze piętro, na którym mieściły się automaty. To miejsce ściągało jak magnes. Na stosunkowo małej powierzchni zmieszczono tam wszystkie obowiązkowe pozycje. Były bijatyki “chodzone” (Double Dragon) i klasyczne (Mortal Kombat), platformówki (Metal Slug) i strzelanki (House of the Dead), dziwił jedynie upchnięty w róg, raczej nieużywany, pinball.

Jeśli ktoś wpadł w sidła żetonu, potrafił w nich przepuścić wszystkie pieniądze przeznaczone na andruty i Ruffles. Nierzadko dochodziło do prób wymuszeń przez starszych “kolegów”. Automaty niestety zniknęły, a wraz z nimi pewna epoka i kultura grania. Salony gier spotkamy teraz raczej nad morzem, a nie w Warszawie.

2. Kawiarenki internetowe

Czy ktoś pamięta jeszcze czasy, kiedy nie wszyscy mieli jeszcze internet? Były takie czasy. Serio. Mniej więcej w latach 1999-2005 w Warszawie triumfy święciły kawiarenki internetowe. Dlaczego kawiarenki? Nie wiem, mało kto pijał tam kawę. Grało się tam za to w Counter Strike. Całe hordy graczy okupowały komputery, trudno było znaleźć wolne stanowisko, żeby np. wysłać maila, miejsca te spełniały więc rolę salonu gier. To prawdopodobnie właśnie Counter Strike, a nie Skype, sprawił że każda kawiarenka wyposażona jest w zestaw słuchawkowy z mikrofonem. Kawiarenek dziś już prawie nie ma, a jeśli są, to zazwyczaj świecą pustkami.

3. Kluby gier fantasy

Niektórzy wolą grać “analogowo”. Jest w Warszawie, od paru ładnych lat, miejsce dla wielbicieli LARP-ów, RPG, planszówek i karcianek. I ma się całkiem nieźle, mimo co najmniej czterech zmian lokalizacji. Drzwi Paradox Cafe, które obecnie zapraszają do środka na Muranowie przy Anielewicza, są otwarte dla każdego mimo pozorów hermetyczności (często można w weekend zobaczyć w nim starszych ludzi popijających kawkę). Jeśli lubisz grać, pić piwo i czytać Tolkiena to jest spore prawdopodobieństwo, że będziesz tam wracać. Osoby które niespecjalnie wierzą w smoki nie muszą się martwić, jest dużo klubów, barów, kawiarni (np. Kicia Kocia czy Solec) które oferuje bardziej “konwencjonalne” planszówki.

4. Poziom wyżej

10 maja 2013 roku powstał pierwszy w Warszawie bar dla graczy – Level Up. Zostało to dostrzeżone i to nie tylko w najgłębszych zakamarkach forów internetowych dla graczy. Level Up posiada sporą selekcję konsol, ku mojemu wielkiemu zadowoleniu są w niej także Pegasus, Sega, Snes, Atari (co prawda, wśród gier zabrakło Double Dragon, ale gier jest coraz więcej – można także przynieść swoje!). Bar organizuje wiele różnych wydarzeń w tym np. turnieje.

Jeśli jesteście w pobliżu pl. Teatralnego, nie chce wam się tańczyć, ale wypilibyście fantazyjnego drinka i chętnie byście w coś zagrali – wiecie gdzie iść. Takich miejsc powstaje więcej np. Padbar obok klubu Capitol.

gramy_stopka_panskaskorka

5. Automaty do gier hazardowych

Automaty do gier hazardowych. Brzydkie. Głośne. O bardzo podejrzanym pochodzeniu. Na domiar złego w latach 2005-2010 wciskające się do wielu warszawskich lokali, spelunek czy nawet kebabów, zabierając miejsce stałym bywalcom. Okupowane najczęściej przez kilku dresiarzy, którzy najwyraźniej w jakimś szale poczuli potrzebę zmarnowania pieniędzy. Słyszałem historię o uzależnieniach od tych automatów, nie słyszałem o wielkich wygranych. Nigdy. W tej chwili rzadziej występujące w formie oblężniczej, częściej w konwencji bud, ślicznych bud, obklejonych symbolami pieniędzy i bogactwa, które ma nigdy nie nadejść.

6. Kasyna

O kasynach słyszy się legendy…

7. Pod chmurką

Kiedy robi się ciepło, warszawiacy wyskakują z zatęchłych swetrów i ruszają w plener. Furorę robią stoliki szachowe, w dzień obstawione przez szachistów wytężających szare komórki, w nocy przez dresiarzy urządzających grilla, którym czas umila muzyka prosto z przepalającego się głośniczka komórki. Pod chmurką można też znaleźć tradycyjne stoły do pingla. Wiele osób traciło nerwy, gdy o tym, na czyją stronę przechyli się szala zwycięstwa, mógł zadecydować lekki podmuch wiatru.

8. Ze smartfonem w plener

Gra pod chmurką może mieć również inną formę. Rzec by można – mieszaną. Fascynaci nowych technologii mogą bowiem zabawić się w grę miejską przy pomocy smartfona. Czasami to zabawa w podchody taka jak w Foursquare/Swarm, polegająca na „checkowaniu” się w określonych miejscach – kto najwięcej razy zamelduje się w danej lokacji, ten zostaje burmistrzem. Z kolegami można mierzyć się na punkty, odznaki itd. Zawsze, gdy tłumaczę komuś spoza świata social media o co chodzi w tej grze, osoba przeciera oczy. No bo co się tu wygrywa? I ma oczywiście rację, że nic. Albo pozornie nic.

Inny przykład komórkowych podchodów to Ingress. Podobno na ziemię przylecieli obcy, którzy nie wiadomo czy mają pokojowe zamiary czy nie. Podobno można opowiedzieć się po ich stronie („Oświeceni”), jak i po stronie „Ruchu Oporu”. Podobno ludzie umawiają się, żeby wspólnie przejmować tajemnicze portale, które usytuowane są w kluczowych, bardziej turystycznych miejscach Warszawy. Graliśmy, ale nam się znudziło.

Czy wydra wygra?

Naturalne jest to, że jedne miejsca się zamykają, inne otwierają. Mam wrażenie że jest ich coraz więcej i są coraz przyjaźniejsze. Wnioski płyną z tego nieśmiałe, ale optymistyczne. Kultura gier kolektywnych to kultura zrzeszająca, inkluzywna. Może sprzyjać eksploracji miasta. Czyżbyśmy się powoli do siebie ośmielali?

gramy_ilu_panskaskorka

Co sądzisz? Skomentuj!