Godzina W, 2016

Godzina W nie zawsze znaczy to samo. Nie jest prawdą, że zatrzymuje się całe miasto. Są jednak miejsca, gdzie panuje zaduma. I takie, gdzie aż wstyd za nacjonalistyczny kabaret z faszystowskim tłem. A także takie, gdzie pies z kulawą nogą nie raczy się zatrzymać w wielkomiejskim pędzie. Byliśmy wczoraj w kilku z nich.

Plac Krasińskich [ak]

1 sierpnia o 17:00 zawsze staram się być pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego. To miejsce, gdzie nie odbywają się w tym momencie żadne oficjalne uroczystości, a mieszkańcy Warszawy po prostu przychodzą, aby przez kilka chwil postać w milczeniu i zadumie.

16:45 – wychodzę z biura na Krakowskim Przedmieściu. Pierwsze co widzę, to plecy siedzącego na schodach młodego patrioty – „Śmierć wrogom ojczyzny!” głosi napis na koszulce. Jego sąsiad ma natomiast na sobie materiał okolicznościowy: „Poznań 1956”. Po drugiej stronie ulicy, na Skwerze Hoovera, jak co roku grupa (sympatycznych!) przebierańców gra piosenki powstańcze. Tłumek słucha. Idę w stronę Miodowej i czytam napisy na kolejnych koszulkach. Wydziarany brodaty hipster – „NSZ – twardzi jak stal”. Reńska zapewne. „CWKS”. Kawałek dalej pewna niespodzianka – kolega, który nie znalazł w szafie tzw. odzieży patriotycznej założył koszulkę Iron Maiden – wzór husarz na tle biało-czerwonego konturu współczesnej Polski. Nawet policja ma okolicznościowe kody – mundurowy rzuca do mikrofonu krótkofalówki: „S jak strzelec 101”.

16:55 – docieram pod pomnik. Ludzi jakby nieco mniej niż w poprzednich latach, ale może to złudzenie, bo po prostu większość stłoczyła się w cieniu rzucanym przez drzewa, zostawiając trochę przestrzeni na rozgrzanej patelni. Młodzi, starzy, rodziny z płaczącymi dziećmi, od strony kościoła garnizonowego batalion harleyowców, pod pomnikiem kwiaty, wiązanki, znicze i harcerze.

17:00 – rozlegają się syreny. Zapalają się race (nieliczne). O ile zazwyczaj „racowisko” mnie raczej żenuje niż porusza, to w tym roku praktycznie w ogóle nie zwróciłem na nie uwagi, bo o 17:00:03 rozległ się ryk zaparkowanych przy placu motocykli. Syren nie było słychać w ogóle – tylko ryk silników, kojarzących się raczej z panami w czarnych mundurach niż z żołnierzami powstania. W momencie, kiedy miasto zatrzymuje się, aby oddać hołd poległym w Powstaniu cywilom i żołnierzom, kilku kierowców jednośladów postanawia uczcić ich pamięć rykiem motoru i kłębami spalin. Najgorzej.

17:03 – cichną syreny miejskie, cichną (na szczęście!) silniki motocykli. Harcerz przy pomniku nieśmiało kręci jeszcze raz korbką ręcznej syreny, jakby chciał zatrzeć złe wrażenie i pozwolić zebranym na chwilę zadumy. Wodzirej intonuje hymn. Co ciekawe (i krzepiące) – ludzie wprawdzie nieśmiało, ale jednak śpiewają cztery zwrotki bez potknięć. Zagraniczni turyści, z większym niż motocykliści taktem, filmują całe wydarzenie telefonami komórkowymi, staruszka z trudem stawia znicz na jednym z elementów pomnika, kibice „Polonii” składają swój skromny wieniec między toną kwiatów od „Legii”.

Metro Politechnika [ab]

Z 13 piętra w Zebra Tower rozpościera się widok na całe Śródmieście. Byłem jednak szczególnie ciekawy, jak świętowanie tego wydarzenia przebiegnie w okolicach Metra Politechnika. Ok. 16.55 ludzie zaczęli gromadzić się przed gmachem PwC. Na oko – pojawiło się tam ok. 40-50 osób. Gdy rozbrzmiały syreny ludzie przystanęli w miejscu. Niestety poza jednym chłopakiem, który dziarskim krokiem maszerował między stojącymi na baczność ludźmi. Samochody od ulicy Waryńskiego również przystanęły. Niestety gorzej było w przypadku Trasy Łazienkowskiej. Samochody jak gdyby nigdy nic pędziły w sobie znanym celu.

Uwielbiam ten moment, w którym cichną syreny i ludzie powoli ruszają. Mam zawsze wtedy wrażenie, że czas ponownie zaczyna płynąć po krótkiej chwili zawieszenia systemu.

Marymont [mo]

Pierwsi wychodzą strażacy. Przed Jednostką Ratowniczo-Gaśniczą Szkoły Głównej Służby Pożarniczej ustawia się rząd młodych ludzi w mundurach, wraz z wybiciem 17:00 stają na baczność i salutują. Komunikacja miejska stoi. Większość przechodniów staje, tak jak większość samochodów. WIĘKSZOŚĆ. Niektórzy ludzie idą dalej przed siebie, jakby nie zauważając całego wydarzenia, obojętni, ale nie zdziwieni. Kilka samochodów powoli sunie między innymi zatrzymanymi autami. W jednym z nich, rodzina, może wracają z wakacji? To nie jedyny moment w moim życiu kiedy chciałbym umieć czytać w myślach. Bo to tak naprawdę przecież bardzo niewiele, stanąć na minutę, pomyśleć o tragicznych wydarzeniach przeszłości, które na wielu poziomach w naszym mieście żyją nadal i z których powinniśmy wynieść naukę. Musimy.

Plac Konfederacji, Bielany [ng]

O 17 byłam w trakcie prowadzenia zajęć jogi. Gdy zawyły syreny poprosiłam uczestniczki zajęć o stanięcie w tadasanie (pozycji góry), która przypomina polskie, swojskie „na baczność”. Stałyśmy tak przez minutę w skupieniu. Choć zamknęłam oczy, poczułam jak do oczu napływają mi łzy (bardzo łatwo się wzruszam). Gdy je otworzyłam, zobaczyłam, że nie jestem sama z mokrymi policzkami. Nie wiem, ile stałyśmy w ten sposób, gdyż bardzo szybko syreny zostały zagłuszone przez dzwony kościelne co było dla mnie trochę niehalo…

fot. główne: Marietta Łata (1-2), Agata Wasilewska (3)

Co sądzisz? Skomentuj!