Fundacja Pańskiej Skórki – gdzie jest kot pogrzebany?

Całkiem niedawno redakcja Pańskiej Skórki spotkała się – jak to mówią ludzie bywający w eleganckim towarzystwie – en personne. Taka sytuacja zdarza się bardzo rzadko – zwykle poprzedzają je świetliste łuny na niebie, serie objawień i uzdrowień oraz dzikie orgie pozbawionej złudzeń młodzież gimnazjalnej, słusznie przewidującej koniec świata.

Tym razem jednak nie były to nasze urodziny, a robocze spotkanie przyszłych fundatorów Fundacji Pańskiej Skórki, zwołane w celu stworzenia jej statutu. Chciał, nie chciał – stanęliśmy  przed zadaniem samookreślenia, odpowiedzenia sobie na pytanie: kim my właściwie jesteśmy? Efekty tej refleksji okazały się co najmniej niepokojące. Niech diabeł ma nas w swojej opiece!

  1. Jeśli ktoś z nas (lub z Was) do tej pory jeszcze się łudził, to teraz, za przeproszeniem, szydło wyszło z worka. W statucie aż roi się od takich sformułowań, jak „zrównoważony rozwój miasta” (co to w ogóle znaczy?), działalność „kulturalno-społeczna” i „bez względu na wiek, płeć, religię, orientację seksualną, wyznanie, rasę czy stan majątkowy”. Z daleka śmierdzi lewactwem!
  2. A jak lewactwo, to oczywiście gender-feminizm. Tekst statutu jest w zasadzie nieczytelny dla normalnego człowieka, który z pewnością połamie sobie język na żeńskich odmianach nazw funkcji. Na domiar złego, choć 80% fundatorów to mężczyźni, do Zarządu Fundacji przez aklamację wybrano dwie kobiety, w tym jedną wbrew jej woli, drugą zaś pod jej nieobecność.
  3. Rodzaj męski w Zarządzie reprezentuje kot (również wybrany przez aklamację)(niestety kastrat). W sumie to nie dziwi – jednym z pięciu celów statutowych Fundacji jest „organizowanie działań zmierzających do ochrony i poprawy warunków życia zwierząt bytujących na terenie Warszawy”. Może jednak rodzić obawy co do sprawnego i uczciwego działania Zarządu. (Kot, co zrozumiałe, nie mówi; na dodatek wyrokowiec)

Wszystkie te zapisy nas samych wprawiły w zdumienie i, przyznaję, w swego rodzaju samo-odrazę. Różne rzeczy o nas mówiono. „Oszałamiająco piękne” – pełna zgoda! „Zabójczo przystojni!” – cóż, co tu kryć. „Niebezpiecznie przenikliwi i bezwzględnie inteligentne” – owszem, miewamy przebłyski. Ale teraz byle szmondak może nazwać nas „lewakami” lub „lewaczkami” i będzie miał na to dowody – czarno na białym.

Z tego wstydu zapowiedzieliśmy bojkot własnych tekstów oraz hejtowanie własnych wpisów na Facebooku.

Jedyny ratunek w sądzie – może odmówi rejestracji fundacji. Podobno w zarządzie nie może zasiadać osoba skazana prawomocnym wyrokiem sądowym, więc mogą uwalić Kota.

Co sądzisz? Skomentuj!