Filomatów

Zaczęło się od tego, że wyszliśmy na dwór. Był koniec jesieni, ale jeszcze nie początek zimy. Ciepła i sucha pogoda sprzyjała wieczornym spacerom. Mimo nie tak późnej pory grochowskie  kamienice już spały, a okoliczne uliczki były wyludnione.  Na początku kręciliśmy się wokół parku, którego przebudowa i ogrodzenie „ucywilizowały” i pozbawiły dużej części zieleni. Znaliśmy go na wylot już od czasów szkoły podstawowej. Rozmowa zeszła więc szybko na inny temat: oryginalne osiedle domków z lat 70-tych.

output_2W5hWW

Po czterokrotnym okrążeniu osiedla stwierdziliśmy, że domki są identyczne jedynie z pozoru.

output_Nk88pr

Wielokrotnie zastanawialiśmy się nad ich charakterem, ale nigdy wcześniej nie poddaliśmy tematu tak głębokiej myślowej analizie. Po czterokrotnym okrążeniu osiedla stwierdziliśmy, że domki są identyczne jedynie z pozoru. Udało nam się rozpoznać trzy różne wzory brył. Różnice były bardzo subtelne, gdyż chodziło tylko o bardziej lub mniej wysuniętą fasadę domku i wielkość podjazdu przed budynkiem. Drzwi tych mniej wysuniętych wychodziły prawie bezpośrednio na chodnik, zaś bardziej cofnięte miały przed sobą małe placyki. Domki były ogrodzone, ale nietypowo, bo niską barierką sięgającą raptem do pasa. To wszystko wraz cichym charakterem uliczki, na której mieści się osiedle nasunęło nam jedno skojarzenie: driveway. Ale  żeby USA tak w środku Grochowa i bez konkretnego powodu? Fragment powtarzalnego niczym fraktal amerykańskiego przedmieścia faktycznie wyglądał tu dość ekskluzywnie. Co ważniejsze, znakomicie porządkował przestrzeń. Może architektem kierowała bujna wyobraźnia i podskórna fascynacja Zachodem skoro zdecydował przeciwstawić się kieratowi pobliskich blokowisk Osiedla Majdańska?

output_uOzIKW

To wszystko wraz cichym charakterem uliczki, na której mieści się osiedle nasunęło nam jedno skojarzenie: driveway. Ale  żeby USA tak w środku Grochowa i bez konkretnego powodu?

output_HfYTGG

Trzyczęściowe osiedle wtopił w pejzaż lekko zmurszałych kamienic i domów jednorodzinnych.  Z otoczenia wyróżniał je nie tyle rozmiar, ile wyjątkowy charakter.  Przez lata przechodziliśmy obok nich po szkole i  mijaliśmy bez namysłu. Stanowiły część  pejzażu, zwykłe tło. Aż wreszcie tamtego wieczora dotarliśmy do fundamentalnej kwestii –skąd w nich tyle skosów? Kiedy patrzyliśmy na nie z boku, ich bryła przypominała nam dwa nachodzące na siebie trójkąty prostokątne. W czasach, kiedy je budowano nie wolno było stawiać domów o metrażu większym niż ten przewidziany w normatywie mieszkaniowym. Ostre krawędzie i skosy posłużyły zapewne jako kompromis, by zbudować domek możliwie duży, ale o metrażu, który mieścił się w ustawowej granicy. Osiedle stworzyło oryginalną i spójną całość. Harmonię zakłócały jedynie dwa domy, które po  remoncie zyskały fasady o pastelowym nasyceniu. Na szczęście ich odcień miał barwę podobną do oryginalnego tynku.

output_2UlTPC

Aż wreszcie tamtego wieczora dotarliśmy do fundamentalnej kwestii –skąd w nich tyle skosów?

output_00U0ZM

Poza tym, domki nie stały obok siebie, dzięki czemu ich pastelowa świeżość się rozmywała. Staliśmy, więc i patrzyliśmy. Księżyc świecił jasno, a my zastanawialiśmy się, kto mógł je zaprojektować. Rozmyślania nad osiedlem kanciastych domków rodem z amerykańskich przedmieść zaprowadziły nas całkiem daleko. Doszliśmy do wniosku, że wszystko  jest tu idealnie na miejscu. Skoro rzeczone domy wzniesiono na ulicy Filomatów, a za ich przyczyną nasza dyskusja zeszła na iście naukowe tory to nie działo się to bez przyczyny…

**************************************************************

Zdjęcia: Magdalena Markiewicz

Ilustracje: Marta Baranowska (lokalny.dunked.com)

Co sądzisz? Skomentuj!