Elektrownia Koneser

W minioną sobotę wybrałem się do Elektrowni Powiśle, aby przekonać się czy to naprawdę nowe i wyjątkowe miejsce w stolicy. Odpowiedź dam już na samym początku: nie. Elektrownia Powiśle to kolejne centrum handlowo-biurowe, które pretenduje do miana dbającego o przeszłość. Szkoda, że w tak nudny i przewidywalny sposób.


Elektrownia Powiśle miała być inwestycją, którą w niesztampowy sposób połączy nowoczesność z architektonicznym dziedzictwem Warszawy. Stało się odwrotnie. Na Powiślu dostaliśmy kolejny produkt a la Koneser czy Hala Koszyki czyli czerwona cegła, żelazne rusztowania i belki stropowe oraz sporo szkła. Poza tym nic więcej. Kiedy wchodziłem do gmachu Elektrowni wszystkie trzy rzeczone przestrzenie nakładały się na siebie. Parokrotnie miałem wrażenie, że jestem na Pradze albo na Koszykowej… Trzeba przyznać, że architekci projektujący przeróbki obiektów postindustrialnych są wyjątkowo konsekwentni w swoim podejściu.


W Elektrowni Powiśle mamy więc gmach samego budynku, który wybebeszono i zmieniono w centrum handlowe oraz nowoczesne biurowo-mieszkalne dobudówki. Całość tworzy zwarty kwartał z licznymi zakamarkami i zielonymi alejkami. Za to akurat należy się pochwała. Spacerowicze chętnie skorzystają z takiej przestrzeni. Budynki całkiem nieźle komponują się też z Centrum Nauki Kopernik, pobliskim osiedlem oraz gmachem BUW-u. Są spójne, a to już bardzo dużo.

Wróćmy jednak do powtarzalności, która najlepiej oddaje charakter nowego miejsca. W Elektrowni Powiśle nie ma za wiele sklepów, a te które są mają dość ekskluzywny profil. Nie ma się czemu dziwić – produkt powstał z myślą o zamożniejszej klienteli, która powoli przejmuje Powiśle. Hipsterzy będą cieszyć się z otwarcia pierwszych w Polsce salonów Urban Outfitters czy Weekday, a ekologiczni rodzice zrobią zakupy w supermarkecie z najświeższymi warzywami od lokalnych rolników. Po wszystkim będzie można udać się na obiad w food courcie co do joty przypominającym Halę Koszyki. Ot kolejna bezpieczna przestrzeń postępującej gentryfikacji.


Sobotnie odwiedziny w Elektrowni Powiśle były drugimi w moim życiu. Wcześniej byłem w niej z dziesięć lat temu, kiedy przyszłość kompleksu była niepewna. Grało tam wtedy Faithless i było pełno ludzi. Z tej wizyty zapamiętałem niesamowity stalowy sufit i dobrą muzykę. Podobało mi się znacznie bardziej niż w ubiegłą sobotę. Można argumentować, że inwestycja tchnęła nowe życie w niszczejący fragment miasta, że powstał parking podziemny, że są sklepy i restauracje… Owszem są, ale dlaczego za cenę dojmującej nudy?

Stawiam znak równości pomiędzy Elektrownią Powiśle, Halą Koszyki, a Koneserem. Chylę czoła kunsztowi projektantów pseudo-miejskich przestrzeni. Zdobyli mistrzostwo w tworzeniu fraktalnych zaułków. Od dziś można zamiennie stosować człony nazw wszystkich trzech miejsc: Elektrownia Koneser, Hala Koneser czy Centrum Praskie Koszyki. Dokąd wybierzecie się w nadchodzący weekend?

Co sądzisz? Skomentuj!