Dookoła Azji w Warszawie

Gdy usilnie próbujemy określić, czym jest ta mityczna kuchnia warszawska, często poprzestajemy na klasykach, takich jak flaki po warszawsku, czy po prostu rzucamy hasło „pańska skórka”. Obie odpowiedzi są prawdziwe, jednak nie jest to wyczerpujące objaśnienie całego zagadnienia. Bo kuchnia warszawska to przede wszystkim Azja na talerzu, i nie jest to tylko moda ostatnich dwóch-trzech lat, lecz historia dużo dłuższa, sięgająca co najmniej lat 90-tych ubiegłego wieku.

Znajomi z innych części Polski skarżą się, że na ich lokalnych podwórkach gastronomicznych nie uświadczysz dobrej pho. Mój kolega z Krakowa zawsze deklaruje, że pierwsze kroki w Warszawie kieruje ku paru ulubionym knajpom, gdzie wciągnie gorący, tłusty wietnamski rosołek z dodatkami. Jedzenie w tanich „chińczykach” to standard studenckiego okresu kulinarnego dojrzewania, a do niegdyś cieszącej się kiepską sławą Wólki Kosowskiej organizowane są całodniowe wycieczki, celem spróbowania autentycznych przysmaków kuchni wietnamskiej. Pojawia się pytanie: jak do tego doszło?

W latach 50. i 60. nastąpiła spora migracja Wietnamczyków pochodzących z północnej części kraju do państw byłego bloku komunistycznego, w tym Polski. Wielu imigrantów decydowało się na rozpoczęcie studiów wyższych w nowej ojczyźnie, stąd na osiedlenie wybierane były duże ośrodki miejskie – przede wszystkim Warszawa. Momentem kulminacyjnym tej opowieści jest jednak upadek żelaznej kurtyny i otwarcie granicy z NRD. Wówczas to masa Wietnamczyków ruszyła z zachodu w stronę Warszawy i rozpoczęła rozwój branży restauracyjnej i odzieżowej, czego przykładem były wielkie, egzotyczne stoiska na Jarmarku Europa, na Marywilskiej czy na Bakalarskiej.

O ile na Stadion Dziesięciolecia już się nie wybierzemy, tak dwie pozostałe lokalizacje mają się dobrze i przyciągają zarówno miłośników podrabianych logo, jak i poszukiwaczy składników kuchennych nie do dostania w zwykłych sklepach. Po zamknięciu Jarmarku Europa, za co lepszymi przybytkami gastronomicznymi poszła fala klientów, odnajdując swoich ulubieńców pod nowymi adresami (jedni z bardziej popularnych gotują od kilku lat przy Chmielnej 5, gdzie według niektórych dają najlepszą zupę pho w Warszawie).

W tak zwanym międzyczasie, poza sentymentem do oswojonych już smaków, przyszła faza na „nowe azjatyckie”. Teraz kuchnia wietnamska to wyłącznie jedna z wielu do wyboru – miłośnicy ostrzejszych potraw i kiszonek mogą wybrać się na jedzenie koreańskie, a ramen zdaje się detronizować w kategorii japońskiej uwielbiane jeszcze do niedawna przez Polaków sushi. Znudzonym tymi opcjami w sukurs idą tajskie curry, indonezyjski tempeh na kilkanaście sposobów i malajska laksa. Powoli przestajemy też z nabożeństwem podchodzić do kuchni, których nie rozumiemy – chętnie za to eksperymentujemy z dorobkiem kuchni azjatyckich, fantazyjnie miksując jej składniki z tym, co pojawia się na europejskich stołach. Kwiaty cukinii w marynacie typu Korean Fried Chicken? Ogórki kiszone jak kimchi? Schabowy w panko z młodymi ziemniaczkami z koperkiem? Proszę bardzo, takie kulinarne wariacje dostaniecie na przykład w powiślańskim The Cool Cat. Z kolei MOD na Oleandrów umiejętnie łączy status azjatyckiej restauracji z produkcją absolutnie przepysznych donutsów. A Vegan Ramen Shop? Kto to widział, żeby weganizować zupę, której fundamentem jest mięso, mięso i jeszcze raz mięso? Otóż Warszawa widziała.

Mamy zatem w Warszawie pełen przekrój kuchni autentycznej, jedzenia już oswojonego, nowych kulinarnych eksperymentów czy potraw tak kontrowersyjnych, że jedzonych dotąd w podziemiu wietnamskich targowisk. Stolica i okolice to niewątpliwie główny ośrodek azjatyckiej egzotyki i może właśnie przez tę dominantę nie wykształciły się potrawy typowo warszawskie, bo rozsmakowaliśmy się w tym, co dalekie, pachnące i kolorowe.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat kuchni wietnamskiej, chińskiej, japońskiej i nie tylko – polecamy nową odsłonę jedzeniowej wikipedii Foodwiki stworzonej przez serwis pyszne.pl. Przyznam, że nie wszystkie składniki widniejące w menu restauracji azjatyckich są mi znane, stąd dobrze mieć pod ręką małą encyklopedię, która uratuje przed ewentualną kulinarną katastrofą.

To gdzie idziecie na azjatyckie w najbliższym czasie?

Więcej o warszawskich restauracjach azjatyckich na Smacznej Skórce.

Post powstał we współpracy z pyszne.pl w ramach promocji projektu Foodwiki – adekwatnie do treści, zjedliśmy azjatyckie.

Co sądzisz? Skomentuj!