Dom życia. Wizyta na Cmentarzu Żydowskim na Bródnie.

Był przełom października i listopada. Liście nie zdążyły jeszcze opaść z drzew. Wiało tylko nieznośnie, więc ziąb był przeszywający. Dla wizyty w takim miejscu warto było się jednak poświęcić. Przyznam od razu, że odwiedziłem je po raz pierwszy. Cmentarz Żydowski na Bródnie zawsze jawił mi się jako miejsce ciekawe, ale niedostępne lub zwyczajnie po drodze dokądś – a to na grób babci, a to na kurs prawa jazdy… Mijałem go wielokrotnie. Wiedziałem, że nie można go zwiedzać i, że miejscy eksploratorzy wdzierali się na jego teren przez dziurę w ogrodzeniu… Aż nagle tuż przed pierwszym listopada sam stanąłem przed cmentarną bramą.

Przed wejściem zamieniliśmy jeszcze kilka słów z przewodnikami opiekującymi się na co dzień cmentarzem. Okazało się, że jako jedni z pierwszych odwiedzamy to miejsce po długim czasie zamknięcia. Dowiedziałem się też, że żydowscy kapłani nie mieli na cmentarz wstępu ze względu na tumę czyli rytualną nieczystość miejsca pochówku. Zgodnie z nakazami religijnymi kapłani nie mogą bowiem mieć kontaktu ze zwłokami. Wizyta rozpoczęła się bardzo ciekawie.

Po przekroczeniu bramy wkroczyłem do innej przestrzeni. Czas stał tu w miejscu. Niesamowity nastrój podkreślały gęsto rosnące drzewa. Hałas ruchliwych w listopadowym czasie arterii św. Wincentego i Odrowąża został na zewnątrz. Przede mną ciągnęła się długa aleja pośród dębów i sosen. Na jej początku stało kilka macew. Przewodnik wyjaśnił, że nie znajdują się w oryginalnych miejscach. Wraz z kilkoma odtworzonymi kwaterami ustawione zostały „poglądowo”. Cmentarzem zaopiekowała się w latach osiemdziesiątych Fundacja Rodziny Nissenbaumów. Temat odtwarzania i ustawiania macew był wówczas nieznany – groby odtwarzano więc orientacyjnie.

Przywrócenie oryginalnego układu cmentarza to dziś główna zagwozdka opiekujących się nim instytucji. Choć prace poszły naprzód to przed nimi nadal nie lada wyzwanie. Układ grobów zaprząta na co dzień głowy przewodnikom. Cmentarz Żydowski na Bródnie jest najstarszą nekropolią żydowską w Warszawie. Powstał w 1780 roku z inicjatywy Szmula Zbytkowera. Przez lata rozrastał się, a jego obecny obszar wynosi 14 hektarów. Według szacunków pochowano na nim 320 000 osób. Dlaczego więc tak trudno dojść do tego, kto gdzie leży? Sam obszar i liczba leżących tu osób są ogromne. Dodajmy do tego fakt, że cmentarz ulokowany został na terenie wydmowym – z biegiem lat niektóre groby mogły się „przemieścić” względem pierwotnego położenia. Sytuację pogarsza jeszcze burzliwa historia. Podczas II Wojny Światowej cmentarz został doszczętnie zdewastowany przez hitlerowców. Na jego terenie stacjonowała artyleria broniąca węzła kolejowego przez co teren poorany jest lejami po bombach. Po wojnie cmentarz spełniał funkcję „lasku” bez konkretnego przeznaczenia. Planowano otworzyć tu park rekreacyjny. To, co pozostało popadło w ruinę.

Przywrócenie oryginalnego układu macew i alejek utrudnia jeszcze jedna prozaiczna rzecz czyli brak ksiąg pochówku. Zachowały się wprawdzie różne dokumenty takie jak księgi praskiego bractwa pogrzebowego, ale to źródła niewystarczające. Początek dwudziestego wieku aż do lat trzydziestych to czas, kiedy na Cmentarzu Żydowskim Bródnie pochowano najwięcej ludzi. Niestety, rejestry z tego okresu nie są dostępne. W swych badaniach cmentarni przewodnicy posiłkują się zdjęciami lotniczymi, na których widoczny jest układ alejek. Nakładanie na siebie fotografii ze współczesną mapą daje obraz cmentarza sprzed zniszczeń i nadzieję na dalsze postępy prac restauracyjnych. Czy się uda? Nie wiadomo.


Pewne jest jednak to, że Cmentarz Żydowski na Bródnie wrócił do życia. Przy bramie wejściowej w przyszłym roku otworzy się wystawa na temat żydowskich tradycji pogrzebowych. Cmentarz można także zwiedzać po uprzednim umówieniu się. Wizyty kończą się czasem nieoczekiwanymi odkryciami. Nie wiedziałem, że na Pradze mieliśmy cadyków. Tymczasem leży tu ich aż trzech. Przewodnikom udało się odkryć dwa ohele czyli cadyckie groby: Jony Melwergera i Fajwela Lewińskiego. Trzeci należy do Eliezera Aszkenazego, o którym wspomniał odwiedzający kiedyś cmentarz starszy pan. Uradowany powiedział, że na Bródnie leży jego ulubiony cadyk. Okazało się, że to prawda.

Cmentarz Żydowski na Bródnie to prawdziwa kopalnia tematów i historii. Przede wszystkim jednak to miejsce skłaniające do głębokiej refleksji. Rzędy porośniętych mchem macew przypominają o trudnej historii tego miejsca, nierozerwalnie związanego z Warszawą. Jedna z hebrajskich nazw cmentarza to beit chaim czyli dom życia. Odwiedźcie je koniecznie, by przekonać się o wielokulturowym dziedzictwie stolicy.

*****************

Za zaproszenie serdecznie dziękuję pani Elizie Dorosz-Panek z Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Warszawie oraz panu Remigiuszowi Sosnowskiemu, koordynatorowi działań prowadzonych na cmentarzu.

Aby zwiedzić cmentarz należy się umówić telefoniczne lub mailem:
tel.: (+48) 504 906 258
email: brodno@jewish.org.pl

Fot. Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie.

Co sądzisz? Skomentuj!