Dobranoc, słodka księżniczko!

Będzie osobiście. Szkoda patrzeć na wyburzanie budynku przy Browarnej 8/10. Związane jest z nim wiele moich (i nie tylko) studenckich wspomnień. Owszem, przez pięć lat spędzonych w obskurnych wnętrzach wielokrotnie utyskiwaliśmy ze znajomymi na brak ogrzewania, papierosowy smród czy grzyb na ścianach… Zdążyliśmy nawet przyzwyczaić się do wizji wyburzenia. Ale, żeby tak bezpardonowo i bez ogródek postawić przez Instytutem Lingwistyki Stosowanej koparki i spychacze? To dla mnie stanowczo za dużo!

i-2

Przejeżdżałem wczoraj wieczorem przed budynkiem, z którego został już tylko szkielet bocznych skrzydeł. Przez sam środek widać na przestrzał tył nowej siedziby wydziału. Przyszłość wyłania się z cienia przeszłości. Szkoda, że tak boleśnie. Nie chodzi o to, by bronić starej siedziby ILS-u. Większość głosów w dyskusji popiera nawet jego wyburzenie. Według nich wreszcie znalazł się kilof na pseudo-modernistyczny budowlany koszmarek z lat siedemdziesiątych.

i-7

Nowy budynek to szkło, stal i beton, które jest przedłużeniem architektonicznej koncepcji zapoczątkowanej na Powiślu przez nowy BUW. Na wizualizacjach nowe gmachy prezentują się imponująco i tak będzie też zapewne w rzeczywistości. Nowy ILS dopełni całości i zamknie kwartał między Browarną, Dobrą, Lipową i Wiślaną. Już nawet na mapach Google’a siedziba wydziału przesunęła się w nowe miejsce.

i-12

Jestem ciekawy, jakie legendy powstaną w nowych budynkach. Stary ILS miał własną mitologię. Pierwsza historia wiązała się z zimną wojną. Według niej budynek wydziału miał mieć zapasową funkcję. W przypadku wojny służyłby jako szpital. Sale na piętrach dałoby się szybko przekształcić na pomieszczenia dla rannych, a w piwnicy mieściłyby się prosektoria… W przypadku atomowego ataku podziemia stałyby się schronem. Długie podziemne korytarze z salami bez okien idealnie by się do tego nadawały. Wątek schronu przewijał się w drugim micie- o prawdziwym Wilczym Szańcu. Za hydrofornią w piwnicach znajdowała się salka, w której miał mieścić się rzeczywisty Bunkier Hitlera. Tak głosił przynajmniej napis na drzwiach.

i-11

To tyle jeśli chodzi o fantastyczne opowieści i miejskie legendy. Są jednak inne niesamowite historie są jednak prawdziwe. Jak choćby ta o ekshibicjoniście, który grasował w budynku i prezentował swoje wdzięki przypadkowym przechodniom. Nigdy go nie złapano, bo znał piwniczne zakamarki i zawsze w porę udawało mu się uciec. Prawdą był tzż opłakany stan starych kabli puszczonych pod sufitami w drewnianych osłonkach.

i-8

Nad budynkiem nieustannie wisiało widmo pożaru, choć nikt go nie zauważał. Zwykły temat tabu albo wiedza powszechna. Było tak do momentu, gdy uczynna osoba w trosce o bezpieczeństwo studentów i wykładowców zadzwoniła do SANEPID-u. Natychmiastowa kontrola skończyła się zamknięciem piwnic i przeniesieniem zajęć do budowlanych kontenerów. W semestrze zimowym przy minus piętnastu stopniach. Kontenery ustawiono na placu po świętej pamięci sklepie z dywanami „Teppichland”. Żeby studenci nie zamarzli żywcem, pozwolono im zostać w zimowych butach i kurtkach, a blaszane wnętrza dogrzewano elektrycznymi piecykami. Byle do wiosny.

i-9

A wiosną wszyscy wychodzili na papierosy na schody. Tam koncentrowało się towarzyskie życie wydziału. Na schodach można było siedzieć, co było bezpieczniejszym rozwiązaniem. Wbiegając szybko można było zawadzić o wyszczerbione krawędzie. Schody stanowiły znakomity punkt obserwacyjny i miejsce formalnych powitań. Każdy gość wydziału musiał nimi przejść. Były także jedną z palarni.

i-6

Oprócz schodów, papierosy paliło się jeszcze w piwnicy. Pierwsza palarnia była małą klitką, w której opary dymu utrzymywały się przez cały rok. Szczęśliwie zamykały się do niej drzwi. Druga znajdowała się w jednym z korytarzy za grubą kotarą. Tam ruch był większy. Każde odsunięcie kotary, każdy ruch kończył się nikotynowym podmuchem. W piwnicy każdy pachniał papierosami. Zapach dodatkowo podkręcało ogrzewanie oraz pracownia kserograficzna i dwie sale komputerowe. Wiecznie przegrzane pomieszczenia były jak sauny. Po pięciu minutach pracy z człowieka lał się pot.

i-5

I wreszcie lotnisko czyli hala wejściowa. Był to najoryginalniejszy fragment budynku. Tam znajdowała się szatnia, kioski z ciastkami i kawą z termosu. Pod przeszkloną ściana w ogromnych doniczkach rosły  rośliny. Chodziło się po posadzce z lastryko. Może to ciche nawiązanie do nieistniejących (?) prosektoriów…

i-4

Wydziale na Browarnej! Nie zapomnimy o tobie! Śpij spokojnie. A kto chce kawałek ciebie zatrzymać na własność, lepiej niech się pośpieszy. Rozbiórka nie będzie trwać wiecznie.

***

Zdjęcia: Bogna Szulc

 

 

Co sądzisz? Skomentuj!